Władza "strzela" z "dźwiękowego działa". A potem zaprzecza

15 marca 2025 roku Belgrad wyglądał jak miasto na granicy wrzenia. Główny bulwar wypełniły dziesiątki tysięcy ludzi wściekłych na rząd, z transparentami i gwizdkami. W pewnym momencie demonstrację przeciął nagły, ogłuszający dźwięk. Fala hałasu przeszła przez tłum, zmuszając ludzi do instynktownych reakcji – kucania, zasłaniania uszu i panicznej ucieczki.

Nagrania wideo, krążące później w sieci, pokazują moment, w którym zwarte szeregi demonstrantów zaczynają się łamać. Protestujący mówili o „paraliżującym impulsie akustycznym”. W szpitalnych izbach przyjęć w Belgradzie pojawiali się ludzie z nudnościami, wymiotami, bólami głowy i zawrotami. – To brzmiało jak grupa motocyklistów albo nadjeżdżająca lokomotywa – relacjonowali uczestnicy protestu.

Władze od początku zaprzeczały, by wobec demonstrantów użyto tzw. dział dźwiękowych, czyli urządzeń LRAD (Long-Range Acoustic Devices). Prezydent Aleksandar Vučić zapowiedział nawet, że "w ciągu 48 godzin zostanie przeprowadzone pełne dochodzenie", a osoby rozpowszechniające — jak to ujął — "brutalne fałszerstwa i kłamstwa" zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Minister spraw wewnętrznych Ivica Dačić zapewniał z kolei, że Serbia „nie użyła żadnych nielegalnych środków, w tym tzw. działa dźwiękowego”.

Broń testowano na psach. Pod nadzorem FSB

Z dokumentów, do których dotarł serwis Politico, wynika jednak, że dwa tygodnie po demonstracji serbskie służby postanowiły sprawdzić działanie tych urządzeń w praktyce – tym razem na zwierzętach. Testy miały zostać przeprowadzone na poligonie serbskiej agencji wywiadu BIA, przy udziale rosyjskich specjalistów z Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

Celem – jak zapisano w dokumentach sporządzonych przez BIA i jedno z ministerstw – było ustalenie, czy objawy zgłaszane przez protestujących odpowiadają skutkom działania dział dźwiękowych, których posiadanie przez policję serbscy urzędnicy wcześniej przyznawali. Do badań wybrano psy, uznając je za "szczególnie wrażliwe na bodźce akustyczne".

Zwierzęta były poddawane działaniu dwóch modeli LRAD, 100X MAG-HS oraz 450XL, produkowanych przez amerykańską firmę Genasys. Emitery ustawiano w odległościach od 200 do zaledwie 25 metrów. Z kart technicznych tych urządzeń wynika, że mogą generować dźwięk o natężeniu sięgającym 150 decybeli, porównywalnym z hałasem silnika odrzutowego podczas startu.

Testy na psach były nielegalne. "Vučić próbuje tuszować sprawę"

Jak podkreśla Politico, dokumenty sugerują, że testy przeprowadzono bez wymaganych prawem zgód. Serbskie Ministerstwo Rolnictwa, Leśnictwa i Gospodarki Wodnej przyznało wprost, że nie otrzymało żadnego wniosku o zatwierdzenie badań na zwierzętach.

Serbski prawnik zajmujący się prawami człowieka Danilo Ćurčić nie ma wątpliwości: psy zostały poddane eksperymentom lub znęcaniu się – w rozumieniu ustawy o ochronie zwierząt. Jak podkreśla, serbskie prawo wprost zakazuje testowania broni i sprzętu wojskowego na zwierzętach.

Opozycja widzi w całej sprawie próbę zatuszowania wydarzeń z marca. – To element kampanii Aleksandara Vučicia, mającej ukryć użycie dział dźwiękowych przeciwko własnym obywatelom. Tysiące ludzi odczuło skutki tej broni na własnej skórze – mówi Politico opozycyjny polityk Radomir Lazović.

W raporcie przygotowanym na zlecenie BIA rosyjska FSB utrzymuje, że psy nie wykazywały oznak dyskomfortu, a trzy dni po testach nie stwierdzono zmian w ich stanie zdrowia. Raport ten pojawił się miesiąc po protestach. Zaznaczmy – w kraju, który od lat formalnie aspiruje do Unii Europejskiej.