"Będziemy odsyłać wszystkich, którzy będą w naszych rękach. Ale świat wpadł teraz na nową metodę: odbieranie im obywatelstwa" - powiedział Soylu dziennikarzom w Ankarze. "Mówią, że (dżihadyści) powinni być sądzeni tam, gdzie zostali schwytani. Jak rozumiem, jest to jakaś nowa wersja prawa międzynarodowego" - dodał.

Turecki minister podkreślił, że "tego nie da się zaakceptować". "Będziemy odsyłać członków Daesz (arabski akronim IS) (...) do ich krajów, czy zostanie im odebrane obywatelstwo, czy nie" - zapowiedział.

Ofensywa, jaką Turcja rozpoczęła na początku października w północno-wschodniej Syrii, wywołała obawy związane z przyszłością dżihadystów przetrzymywanych na tych obszarach w więzieniach. Operację wymierzono w Kurdów z Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG) - uznawanych przez Ankarę za organizację terrorystyczną; kontrolowali oni więzienia z tysiącami dżihadystów.

Turcja już wcześniej apelowała do państw unijnych, których obywatele wyjechali walczyć w szeregach IS, by przyjęły dżihadystów z powrotem.

Soylu poinformował, że obecnie Turcja przetrzymuje blisko 1,2 tys. "zagranicznych bojowników" IS, najprawdopodobniej z Zachodu.

Agencja AFP zauważa, że na razie nie wiadomo, jak formalnie Turcja miałaby deportować kogoś do kraju, którego nie jest on obywatelem.

Reuters z kolei przypomina, że Soylu już podczas weekendu krytykował bezczynność państw europejskich w sprawie dżihadystów będących ich obywatelami. Natomiast kraje ich pochodzenia są niechętne przyjmowaniu bojowników, m.in. ze względów bezpieczeństwa czy niepopularności takiego rozwiązania wśród mieszkańców. (PAP)