Jabłoński pytany był w piątek w radiu Zet m.in. o to, czy można mówić o załagodzeniu kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. "Zdecydowanie można powiedzieć, że udało się ograniczyć w dużym stopniu (...) dopływ nowych migrantów na Białoruś poprzez bardzo intensywną pracę dyplomatyczną wykonywaną w ostatnich tygodniach, poprzez doprowadzenie do tego, że pojawiła się groźba presji sankcyjnej także na wiele linii lotniczych" - powiedział wiceminister.

Jak jednak dodał, "kryzys jest cały czas daleki od rozwiązania". Podkreślił, że zeszłej nocy doszło do ponad 370 prób przekroczenia polskiej granicy, "więc cały czas mierzymy się z potężną presją". "Byłbym bardzo daleki od twierdzenia, że kryzys już jest rozwiązany. Bo ta presją na (Alaksandra) Łukaszenkę cały czas musi być kontynuowana" - podkreślił.

Reklama

W jego opinii chodzi m.in. o to, by Łukaszenka kontynuował ułatwianie migrantom powrotów, "bo bez tego kryzys nie ulegnie rozwiązaniu". "Konieczna jest dalsza presja także na to, by nie przyszło Łukaszence do głowy poszukiwanie dalsze alternatywnych szlaków migracyjnych, bo jego ludzie cały czas to robią" - zaznaczył.

Pytany o prezydenta Rosji Władimira Putina oraz o to, czy nie należałoby skierować sankcji również w tamtym kierunku, odparł: "Zdecydowanie trzeba to rozważyć. Proszę zwrócić uwagę, że to, co dziś dzieje się także, jeśli chodzi o działania polskiej dyplomacji, spotkania premiera, prezydenta, pozostałych członków rządu z naszymi odpowiednikami, partnerami za granicą poświęcone są nie tylko sytuacji na polsko-białoruskiej, ale także sytuacji na granicy rosyjsko-ukraińskiej".

Na pytanie, jak bardzo na poważnie należy brać słowa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego, który powiedział w piątek, że posiada informacje, iż przygotowywany jest zamach stanu na Ukrainie i jest on zaplanowany na początek grudnia.

"Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że Rosja i Ukraina pozostają w stanie wojny, (która) de facto toczy się od 2014 roku z przerwami. (...) Mamy dziś do czynienia z taką sytuacją, że o ile wojna między Rosją a Ukrainą była szczególnie nasilona, szczególnie aktywna faza była w roku 2014, później w 2015, później było - wydawałoby się - trochę spokojniej - ale tam codziennie w zasadzie dochodzi do incydentów, tam cały czas giną ludzie" - podkreślił.

"Nie powinniśmy się dziwić zatem tego rodzaju sytuacji, że w takim konflikcie są również pewnego rodzaju działania wywiadowcze, które mają charakter wymierzony w legalną władzę, mają prowadzić do jej osłabienia, także obalenia, to jest całkiem realny scenariusz, że tego rodzaju działania mogą być podejmowane przez państwa, które działają w sposób wrogi" - podkreślił. Jak ocenił, "sytuacja jest niezwykle poważna i trzeba liczyć się z tym, że będziemy mieli w najbliższych miesiącach bardzo poważną eskalację konfliktu".

Jabłoński pytany był również m.in. o przyjętą przez Senat w piątek z poprawkami nowelizację ustawy o ochronie granicy państwowej, która umożliwi m.in. wprowadzenie zakazu przebywania w strefie nadgranicznej. Jedna z poprawek senackich przewiduje, że zakaz nie będzie obejmował dziennikarzy ani przedstawicieli organizacji, których celem jest udzielanie pomocy humanitarnej, prawnej i medycznej. Ustawa wróci teraz do Sejmu, którego rozpoczęcie zostało przesunięte z środy na wtorek.

"Mam nadzieję, że Sejm zajmie się tym bardzo szybko. (...) Ja powiem szczerze, jestem zaskoczony przebiegiem dzisiejszego dnia w Senacie, bo najpierw część senatorów KO głosowała za wprowadzeniem poprawek, a potem głosowała przeciwko ustawie" - stwierdził. Jak mówił, ws. sytuacji na granicy "co do samej idei, powinniśmy mówić jednak jednym głosem".

"Co do samych poprawek, które tam zostały wprowadzone, ja, szczerze mówiąc, nie jestem entuzjastą takiego ogólnego zapisu, który mówi o tym, że należy wpuszczać tam kategorię określoną słowem: dziennikarz" - powiedział. Dodał, że "Senat miał okazję to doprecyzować w trakcie prac, a wprowadził bardzo ogólną kategorię".(PAP)

Autorka: Sylwia Dąbkowska-Pożyczka