Ukraińskie bomby JSOW nie polecą daleko

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
30 września 2024, 06:36
Agm-154,Joint,Standoff,Weapon,Jsow,Bomb,3d,Illustration,In,Black
JSOW - szybująca bomba, która zostanie przekazana Ukrainie./ShutterStock
Jak ogłosił prezydent USA Joe Biden Stany Zjednoczone zatwierdziły przekazanie Ukrainie bomb szybujących typu Joint Standoff Weapon (JSOW). Amerykanie deklarują, że decyzja ta ma na celu wzmocnienie zdolności Ukrainy do przeprowadzania uderzeń dalekiego zasięgu w trwającym konflikcie z Rosją. Przy tym w opinii autora deklaracje te są zdecydowanie na wyrost. Mylą się także eksperci przypisujący tej broni niezwykle daleki zasięg, taki jaki mają rakiety manewrujące.

Czym są JSOW

Bomby JSOW zostaną Ukrainie  przekazane z myślą o ich  użyciu z myśliwcami F-16. Wyjaśnijmy że korygowane (szybujące) bomby lotnicze JSOW (Joint Standoff Weapon) mają masę głowicy bojowej 450 kg i zasięg lotu od 110 do 130 km, w zależności od wysokości startu. Przy tym jeśli Ukraińskie samoloty zrzucą je z relatywnie bezpiecznych dla tego samolotu małych wysokości, zasięg bomby raczej nie przekroczy 25 km. Ten rodzaj uzbrojenia niewiele różni się zatem od rosyjskich bomb szybujących FAB (choć posiada nieco większy zasięg maksymalny). Dodatkowo jest to broń na poziomie posiadanych już przez Ukrainę bomb kierowanych AASM Hammer.

Zamieszanie związane z wersją JSOW-ER

Błąd jakim jest przypisywanie JSOW dalekiego zasięgu wynikał z tego że w przeszłości była testowania wersja JSOW z napędem w postaci silnika turboodrzutowego. Ten wariant nosi nazwę JSOW-ER, gdzie "ER" oznacza "extended range" (zwiększony zasięg). Zastosowanie silnika na JSOW-ER miało zwiększyć zasięg tej bomby ze 130 do 560 kilometrów. Ten wariant bomby nie został jednak przyjęty na służbę i nie był masowo produkowany, nie może więc on zostać przekazany Ukrainie. 

Problemy ze stosowaniem przez Ukrainę bomb kierowanych

USA są zainteresowane przetestowaniem tego dosyć nowego uzbrojenia w realnych warunkach. JSOW to program uzbrojenia wokół którego są pewne wątpliwości stąd zapewne zdecydowano się na jego bojowe „testy”. Dowodem na amerykańskie wątpliwości wobec JSOW jest ich mała liczba na uzbrojeniu samych USA. Bomba została faktycznie zdjęta z produkcji, którą zaczęto przywracać w tym roku w celu dostarczenia 50 sztuk Tajwanowi. Ukraina nie otrzyma zatem większej partii tego uzbrojenia. 

Dla samej Ukrainy ten rodzaj uzbrojenia nie jest istotnym wzmocnieniem z kilku powodów. Po pierwsze broń ta może mieć daleki zasięg tylko w przypadku lotu nosiciela na dużej wysokości. Jest to skrajnie ryzykownym zadaniem dla ukraińskich sił powietrznych, ze względu na rosyjską przewagę w lotnictwie i obronie przeciwlotniczej.

Po drugie, skuteczność rosyjskich systemów walki radiowo elektronicznej (WRE). Niestety dla sił zbrojnych Ukrainy, bombę  JSOW może czekać los bomby lotniczej GLSDB, z której użycia zrezygnowano ze względu na skuteczność rosyjskich systemów walki elektronicznej, łatwo zbijających ją z kursu.

Podsumowując, decyzja o przekazaniu tego rodzaju broni ogłoszona przy okazji wizyty prezydenta Ukrainy nie wpłynie raczej na sytuację na froncie. Ta forma pomocy ma raczej stworzyć wrażenie formalnego wypełniania "zobowiązań" USA wobec Kijowa. USA zyskają jednak możliwość przetestowania tego rodzaju uzbrojenia. Ukraina zyska niebezpieczną bombę, ale nie jest to uzbrojenie dalekiego zasięgu o jakie proszą jej władze.

Sławomir Biliński

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj