W Izraelu we wrześniu wybory? Minister w gabinecie wojennym przedstawił żądanie

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
3 kwietnia 2024, 21:20
Beni Ganc
Beni Ganc/shutterstock
Wybory parlamentarne w Izraelu powinny odbyć się we wrześniu - oświadczył w środę, po raz pierwszy od październikowego ataku Hamasu na Izrael, Beni Ganc - były szef sztabu generalnego, polityk opozycji, a obecnie minister w gabinecie wojennym Izraela. Jego wypowiedź cytuje portal Times of Israel. Zgodnie z normalnym cyklem wybory parlamentarne powinny odbyć się za dwa lata.

Ganc oznajmił, że głosowanie musi się odbyć w tym terminie, aby "utrzymać jedność" narodową i "odnowić zaufanie" obywateli do rządu. "Musimy uzgodnić, że wybory odbędą się we wrześniu, blisko rok od wybuchu wojny. (...) Wyznaczenie takiej daty pozwoli nam na kontynuowanie operacji militarnej, a zarazem będzie sygnałem dla obywateli Izraela, że wkrótce odnowią zaufanie do nas" - wyjaśnił w telewizyjnym wystąpieniu.

"Beni Ganc musi przestać angażować się w małostkową politykę"

Dał też do zrozumienia, że wcześniejsze wybory pozwolą Izraelowi uzyskać szersze poparcie międzynarodowe. Jak komentuje Times of Israel, Ganc liczy zapewne na to, że głosowanie pozwoliłoby odsunąć od władzy partie skrajnie prawicowe, które wraz z Likudem, ugrupowaniem premiera Benjamina Netanjahu, tworzą najbardziej prawicowo-religijny rząd w historii kraju. 

Ganc zapewnił też, że w ostatnich tygodniach rozmawiał z Netanjahu o konieczności rozpisania wyborów na wrzesień i będzie kontynuował te rozmowy.

Likud wydał oświadczenie, w którym odrzucił żądanie ministra i oświadczył, że do zmiany rządu nie dojdzie, "dopóki nie zostaną osiągnięte wszystkie cele wojny". "Obecnie, gdy ważą się losy państwa Izrael i trwa wojna, Beni Ganc musi przestać angażować się w małostkową politykę" - głosi komunikat.

Tymczasem, w kraju…

Tymczasem w kraju trwają protesty przeciw rządom Netanjahu, spada też poparcie dla premiera w sondażach. W wielu miastach kraju w sobotę odbyły się demonstracje, w czasie których domagano się rozpisania nowych wyborów i ustąpienia Netanjahu. Największa demonstracja sparaliżowała główną autostradę w Tel Awiwie.

Następnego dnia około 100 tys. osób protestowało przeciw Netanjahu w Jerozolimie. Zgromadzeni przed parlamentem demonstranci ponownie domagali się przyspieszonych wyborów, uwolnienia porwanych przez Hamas zakładników i objęcia ultraortodoksyjnych studentów szkół religijnych obowiązkowym poborem do wojska. 

W poniedziałek przeciwnicy rządu protestowali przed rezydencją premiera, w związku z czym policja wydała komunikat, w którym zapewniła, że szef rządu i jego rodzina nie byli zagrożeni podczas demonstracji.

Zagranica wie, że Netanjahu traci poparcie

Brytyjski tygodnik "The Economist" już w lutym odnotował, że poparcie Netanjahu gwałtownie spada, a sondaże wskazują, że Ganc pokonałby go, gdyby wybory odbyły się w najbliższym czasie. Ponadto partia Ganca, centroprawicowa Jedność Narodowa, zyskałaby dwukrotnie więcej głosów niż Likud.

Brytyjski think tank Chatham House zwrócił uwagę, że administracja prezydenta USA Joe Bidena poniekąd dała już sygnał, że skłonna byłaby poprzeć politycznych rywali Netanjahu, ponieważ do złożenia wizyty w USA zaproszony został właśnie Ganc, z którym na początku marca spotkali się wiceprezydent Kamala Harris, szef dyplomacji Antony Blinken i minister obrony Lloyd Austin. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj