Nieuchronna rzeczywistość opuszczenia obszaru celnego i regulacyjnego Unii Europejskiej zaczęła już doskwierać Brytyjczykom. Fakt, że umowa została uzgodniona zaledwie tydzień przed jej wejściem w życie, oznaczał, że utrudnienia dla niezliczonych przedsiębiorstw były nieuniknione.

Redakcja CNN odmalowuje codzienność w Wielkiej Brytanii: świeżo złowione ryby gniją, ponieważ eksporterzy nie mogą ich dostarczyć do Unii Europejskiej, a firmy logistyczne sceptycznie podchodzą do zapewnień, że w dłuższej perspektywie import i eksport będzie opłacalny. Jak wynika z danych opublikowanych w piątek 22 stycznia przez IHS Markit, skutki brexitu i pandemii koronawirusa sprawiły, że gospodarka Wielkiej Brytanii gwałtownie skurczyła się w pierwszym kwartale. To oznacza, że coraz bardziej możliwa jest recesja z podwójnym tąpnięciem. Chociaż fakt, że umowa utrudniła funkcjonowanie wielu branżom powinien dać do myślenia premierowi Wielkiej Brytanii, to publiczne oświadczenia Johnsona sugerują, że nie jest on świadomy rzeczywistości, z którą boryka się wiele Brytyjczyków.

Przemysł rybny w tarapatach

Jak pisze CNN, najbardziej jaskrawy przykład tego, co brexit zafundował brytyjskiemu biznesowi, dotyczy szkockiego przemysłu rybnego. Rząd podczas negocjacji w sprawie brexitu zapewniał, że przemysł rybny był wśród priorytetów, jednak istnieje realna obawa, że cała branża może się załamać w ciągu kilku tygodni. „Mieliśmy dla eksporterów zupełnie nowy system, który nie został nawet przetestowany. W rezultacie, co było nieuniknione, od razu zaczął szwankować” – skomentował James Withers, dyrektor naczelny Scotland Food and Drink.

W praktyce oznacza to, że niektórym eksporterom z dnia na dzień odcięto dostęp do rynku europejskiego. W branży, w której marże zysku są często niewielkie, każda godzina spędzona na omijaniu biurokracji ma kluczowe znaczenie zarówno dla świeżości produktu, jak i wydajności przedsiębiorstwa.

Boris Johnson powiedział, że jego zdaniem nie jest to wina jego umowy lub barier, które ona stworzyła. Rzecznik zaś wyjaśnił, że rząd zapewnia 23 mln funtów dla przemysłu, by ułatwić transformację. Withers uważa jednak, że pieniądze „szybko się skończą” i bez jakiegoś nowego porozumienia z Unią Europejską „ten rodzaj eksportu może nie być zrównoważony”.

Obawy sektora logistyki: truskawki tylko latem

Może nie być tak dramatycznie, jak wielu prognozowało, ale spadki są widoczne w danych gospodarczych. Jak podała w piątek firma IHS Markit, problemy związane z brexitem pogłębiają spowolnienie spowodowane ograniczeniami związanymi z pandemią i wydłużają czas dostaw dla dostawców. Podczas gdy 33 proc. producentów odnotowujących spadek eksportu powiązało ten spadek bezpośrednio z pandemią, około 60 proc. powiązało go z brexitem.

Firmy transportowe i logistyczne obawiają się, że w najbliższych miesiącach sytuacja znacznie się pogorszy.

Jak pisze CNN Business, brytyjscy konsumenci nie odczują jeszcze zbyt wielu zakłóceń, ponieważ styczeń jest zazwyczaj spokojnym miesiącem w portach, a Wielka Brytania zgromadziła zapasy towarów, by przygotować się na ewentualny brexit bez porozumienia. Ale to może się zmienić, ponieważ w nadchodzących miesiącach wzrośnie wolumen handlu, a ruch na granicach będzie coraz bardziej nerwowy.

Według rzecznika Logistics UK, „w perspektywie krótkoterminowej może się zdarzyć, że powrócimy do bardziej sezonowego podejścia do zakupów lub będziemy mieli bardziej ograniczony asortyment do wyboru”. Może to oznaczać, że po dekadach świeżych owoców i warzyw o każdej porze roku, Brytyjczycy mogą być zmuszeni do postrzegania truskawek jedynie jako letniego przysmaku.

Powolny spadek gorszy niż nagłe niedobory

Niedobory żywności mogą szybko stać się realnym problemem w Irlandii Północnej – zdjęcia tamtejszych pustych półek w supermarketach obiegły media społecznościowe. Ze względu na wyjątkowe położenie Irlandii Północnej, kraj ten oddzielił się od reszty Zjednoczonego Królestwa i pozostał w obrębie jednolitego rynku UE, co znacznie utrudnia import żywności z Wielkiej Brytanii.

Eksperci handlowi są zaniepokojeni stopniowym spadkiem handlu między UE a Wielką Brytanią. „Powolny spadek jest pod pewnymi względami bardziej niebezpieczny niż nagłe niedobory żywności” – twierdzi David Henig, dyrektor ds. Wielkiej Brytanii w European Centre For International Political Economy. „Szczególnie obawiam się, że eksporterzy nie będą w stanie realizować zamówień i stracą klientów lub po prostu całkowicie się poddadzą. Długoterminowy sygnał, jaki z tego wynika, może być bardzo szkodliwy dla inwestycji wewnętrznych” – dodaje.

Dlaczego sytuacja jest tak zła, choć Wielka Brytania miała lata, by się na to przygotować? Anna Jerzewska, założycielka firmy Trade and Borders, która pomaga eksporterom i importerom z całej Europy, mówi, że jej klienci zgłaszają liczne skargi, ale najbardziej niepokojący jest brak wsparcia ze strony rządu brytyjskiego w rozwiązywaniu ich problemów. „Uzyskanie odpowiedzi na pytanie techniczne może trwać 48 godzin, co jest oczywiście problemem w przypadku świeżych produktów”.

Umowa to puszka Pandory

Wielu z ustawodawców nie wie, co odpowiedzieć swoim wyborcom. „Partia dała nam tekst do odczytania, przedstawiając umowę jako ogromny sukces, ale w miarę upływu czasu staje się jasne, że w tej puszce Pandory jest sporo nieprzyjemnych niespodzianek” – powiedział jeden z konserwatywnych członków parlamentu, któremu nie wolno wypowiadać się na temat polityki rządu.

Małe lokalne firmy są wściekłe, gdy dowiadują się, że jeśli chcą odwiedzić Europę, by sprzedawać swoje towary, mogą potrzebować pozwolenia na pracę od obcych rządów lub papierów pozwalających na przewóz towarów do Unii Europejskiej.

Wśród umiarkowanych konserwatystów nie ma zbyt wiele optymizmu co do tego, że sytuacja w najbliższej przyszłości ulegnie poprawie. Wielu z nich dodatkowo obawia się, że stopniowy upadek doprowadzi do tego, że Europa będzie próbowała przejąć City of London, w którym mieści się wiele z największych banków świata. Umowa handlowa podpisana przez Johnsona w dziwny sposób nie odnosiła się do sektora finansowego, mimo że stanowi on ogromną część brytyjskiej gospodarki. Banki i handlowcy w Londynie mają teraz nadzieję na uzyskanie „ekwiwalencji” ze strony Unii Europejskiej – oznaczenia, które pozwoliłoby im kontynuować obsługę klientów z UE.

Unia Europejska i Wielka Brytania mają w marcu osiągnąć porozumienie w sprawie usług finansowych, ale nastroje panujące obecnie zarówno w Londynie, jak i w Brukseli sugerują, że Wielka Brytania raczej nie zostanie w najbliższym czasie wciągnięta z powrotem do sfery regulacyjnej UE.

Wielu zwolenników brexitu było usatysfakcjonowanych, gdy świat nie zawalił się tuż po wyjściu z UE. Nie spełnił się najgorszy koszmar antybrexitowców. Jeśli jednak obecna trajektoria stopniowego spadku będzie kontynuowana, to ten upadek może stać się niekontrolowany.

Politycy będą musieli wytłumaczyć wyborcom, dlaczego zachęcali swojego premiera do tak twardego brexitu, mimo wiedzy o jego konsekwencjach. Mają kilka miesięcy, zanim sprawy przybiorą naprawdę zły obrót. Redakcja CNN zastanawia się: jak źle musi być, by ci, którzy najgłośniej popierali brexit, byli skłonni zewrzeć szeregi i przyznać, że opuszczenie największego bloku handlowego na świecie ma bezpośrednie konsekwencje?