Kamil Nowak: Wielka Brytania, która jeszcze pod koniec ubiegłego roku deklarowała, że pozwoli Huawei uczestniczyć w budowie infrastruktury sieci piątej generacji, wczoraj ogłosiła decyzję o wykluczeniu tej firmy i ostrzega przed wpływami Chin. Skąd taki ostry zwrot w polityce wielu państw świata w ciągu ostatnich miesięcy?

Joanna Świątkowska: Jeśli chodzi o Wielką Brytanię, to na tym przykładzie widać wyraźnie, że dyskusja i decyzje związane z wyborem dostawców elementów do budowy sieci nowej generacji jest bardzo złożona i dotyczy niezwykle skomplikowanego problemu. Chodzi bowiem nie tylko o kwestie czysto technologiczne, ale też ekonomiczne, geopolityczne i przede wszystkim związane z bezpieczeństwem. Każdy kraj waży kwestie bezpieczeństwa z interesami ekonomicznymi, z relacjami bilateralnymi. To żywy i skomplikowany organizm, który w zależności od czynników, ulega zmianom. Wielka Brytania po miesiącach rozważań, zmian decyzji, strategii (czy wykluczać, czy ograniczać procentowo udział konkretnych dostawców) podjęła decyzje.

Szerzej patrząc, znajdujemy się w okresie, w którym poszczególne kraje badają szeroko rozumiane uwarunkowania geopolityczne związane z rozwojem sieci 5G. W skali globalnej, a szczególnie w Europie, można dziś zaobserwować strategię kilku kroków na przód, a potem kilku kroków w tył. Decyzje się zmieniają albo nie zapadają, rzadko kiedy mamy rozstrzygnięcia definitywne. Wielka Brytania paradoksalnie ilustruje dobrze ten trend.

Wydaje się, że kraje od zawsze kalkulowały w ten sposób, ale tempo wydarzeń z ostatnich miesięcy jest jednak bezprecedensowe. Czy widzi Pani jakieś konkretne czynniki, które mogły przyspieszyć rozwój wydarzeń?

Reklama

Można tu wskazać kilka elementów. Przede wszystkim przyspieszenie wydarzeń w obszarze budowy sieci 5G jest istotne zarówno z punktu widzenia rozwoju zarówno technologicznego, jak i rozwoju w ogóle, w tym gospodarczego - i to niezależnie od dyskusji politycznych. Technologia 5G będzie bowiem warunkować pozycję poszczególnych krajów w wyścigu o dominację, także na poziomie ekonomicznym. Dlatego zwlekanie z rozwojem, na dłuższą metę nikomu się nie opłaca.

Zakładam, że pandemia również miała w tym swój udział.

Pandemia Covid-19 na pewno bardzo silnie wpłynęła na sytuację, ponieważ pokazała, jak bardzo istotną rolę odgrywa bezpieczeństwo łańcuchów dostaw. Ten szerszy kontekst związany z bezpieczeństwem zdrowia publicznego uwidocznił, że niezwykle istotne dla funkcjonowania poszczególnych państw i społeczeństw jest zapewnienie bezpieczeństwa łańcucha dostaw. Przekłada się to również na warstwę technologiczną. Świat zrozumiał, że trzeba zastanowić się na redefinicją tego, w jaki sposób tworzymy nasze łańcuchy dostaw, czy mamy nad nimi kontrolę, czy ufamy poszczególnym elementom tego łańcucha, czy bezpieczeństwo na pewno jest uwzględniane w naszych strategiach. Pojawił się tu nowy model myślenia.

Zobaczyliśmy również, że pandemia zwiększyła napięcia między mocarstwami, które wpływają na międzynarodowy układ sił: USA a Chinami. Covid-19 zintensyfikował spór i zdeterminował bardziej zdecydowane działania po stronie Waszyngtonu. Kluczową decyzją administracji Donalda Trumpa było de facto odcięcie firm chińskich od półprzewodników, które są tworzone albo przez firmy amerykańskie, albo z wykorzystaniem amerykańskich technologii. Posunięcie to może bardzo mocno krajobraz rozmów związanych z 5G i utrudnić funkcjonowanie Huawei na rynku.

Co więcej, może to złamać w pewnej mierze narrację Huawei, związaną z tym że firma ta dostarcza sprzętu szybko i po relatywnie niskich kosztach. Dochodzi zatem nowy czynnik, kiedy to państwa zastanawiają się, że być może ta chińska opcja już wcale nie jest taka dobra nawet z punktu widzenia biznesowego.

Czy Chiny, przy całym swoim potencjale, nie są w stanie znaleźć alternatyw dla amerykańskich półprzewodników?

Chinom w krótkim terminie będzie bardzo trudno podjąć działania związane z wytwarzaniem potrzebnych półprzewodników własnymi siłami. Są podejmowane próby rozmów z podwykonawcami, ale wydaje się, że Amerykanie będą używać swoich instrumentów, aby blokować takie działania. Amerykanie mają dominującą pozycję na rynku, także z punktu widzenia samej technologii.

Dochodzą też do nas informacje, że Huawei spodziewa się ruchów blokujących ze strony USA i zaczął budować jakiś czas temu rezerwy w tym zakresie, które mają wystarczyć na dwa lata. Niemniej będzie im bardzo ciężko. Czynnik ten może wpłynąć korzystnie na pozycję producentów sprzętu z Europy, którzy są bezpośrednią konkurencją dla Huawei.

Twierdzi się, że Europa może mieć wielką trudność w odcięciu się od Huawei, gdyż podstawą budowy sieci 5G ma być starsza sieć 4G, tymczasem w 16 państwach europejskich sieci 4G/LTE w ponad 50 proc. zostały zbudowane z wykorzystaniem sprzętu chińskich dostawców. W Polsce wskaźnik ten wynosi 60 proc. Czy w obliczu tak dużego uzależnienia od Chin europejskie firmy telekomunikacyjne zdecydują się na kosztowny demontaż i wymianę sprzętu związanego z siecią czwartej generacji?

Rzeczywiście będzie to stanowić duży problem, gdyż w tej chwili, gdy mówimy o budowie sieci 5G, to mamy na myśli tzw. architekturę non-standalone (NSA), czyli taką, która jest powiązana z siecią poprzedniej generacji 4G. Tymczasem faktem jest, że te historyczne powiązania z dostawcami chińskimi są w Europie olbrzymie. Dlatego odpowiedź na pytanie, czy będzie to opłacalne ekonomicznie, najprawdopodobniej brzmi: nie.

Huawei, internet, sieć 5G / Bloomberg / Geert Vanden Wijngaert

Trzeba jednak pamiętać, że rozmowy dotyczące sieci piątej generacji nie są rozmowami związanymi tylko z ekonomią, ale w ogromnej mierze także z wymiarem strategicznym i geopolitycznym. Dlatego decyzje w tym zakresie najpewniej nie będą opierały się tylko o to, czy to się opłaca w sensie ekonomicznym, ale w oparciu o argumenty polityczne, perspektywę długoterminową. Decydenci muszą mieć świadomość kosztów takich decyzji i dlatego ich podjęcie będzie bardzo trudne.

Na rynku są obecnie trzy liczące się podmioty jeśli chodzi sprzęt związany z siecią 5G: Huawei, Ericsson i Nokia. Jeśli wyeliminujemy z tego grona Huawei, zostaną nam tylko dwa podmioty. Czy będą one w stanie skutecznie obsłużyć proces budowy sieci piątej generacji, nie windując przy tym kosztów?

Katalog dostawców jest rzeczywiście wąski. Niemniej myślę, że europejscy dostawcy już wiedzą, że muszą się przygotować na konieczność obsłużenia jeszcze większego rynku, co oczywiście z ich punktu widzenia jest korzystne.

Co więcej, wpisuje się to w działania, które podejmuje teraz Unia Europejska, czyli zwiększania tzw. autonomii strategicznej w obszarze cyfrowym. W ramach tej strategii kładzie się nacisk na to, aby wzmacniać europejskie przedsiębiorstwa oraz na to, aby były one w stanie dostarczać rozwiązań nie tylko na rynek europejski, ale także na zewnątrz. Dzięki temu Europa będzie mogła polegać w większym stopniu na własnych zasobach. Dlatego zwiększenie roli europejskich firm byłoby zgodne z ogólną strategią rozwoju UE.

Warto jednak pamiętać, że w dyskusji o 5G pojawia się jeszcze jeden ważny wątek, który jest silnie promowany przede wszystkim w niektórych kręgach w USA. Chodzi o stawianie na rozwiązania tzw. „open-RAN”, które będą zmieniać sposób budowy sieci 5G. Otóż rozwiązania te będą stawiały na większą wirtualizację i tym samym będą otwierały rynek dla nowych podmiotów, które wykorzystają fakt rosnącego oparcia sieci 5G o software i wezmą udział w jej budowie. Dlatego w długiej perspektywie pojawia się szansa, że sama architektura sieci będzie tworzona w taki sposób, że pojawi się możliwość udziału w tym procesie nowych podmiotów.

Wydaje się, że na poziomie politycznych deklaracji Polska opowiedziała się po stronie USA, co zapewne będzie oznaczało odejście od chińskich dostawców. Tymczasem pod koniec czerwca opublikowano Rozporządzenie dot. bezpieczeństwa 5G, które jest dość niejednoznaczne w swojej wymowie. Dokument ten bowiem nie wyklucza żadnego podmiotu z rynku oraz stwierdza, że operatorzy sieci 5G podlegają rekomendacjom, jakie ma prawo wydać pełnomocnik ds. cyberbezpieczeństwa. To brzmi jak dość luźne zobowiązanie.

Rzeczywiście zapisy Rozporządzenia czytane literalnie nie wskazują jednoznacznie zamknięcia rynku dla jednego, konkretnego dostawcy. Co więcej, nie stwierdzają też, aby wydawane przez pełnomocnika ds. cyberbezpieczeńtwa rekomendacje miały mieć obligatoryjny charakter. Zatem sam dokument jest tak skonstruowany, że dopuszcza w mojej ocenie różne interpretacje. Natomiast na stronie Ministerstwa Cyfryzacji pojawiła się wypowiedź ministra Marka Zagórskiego, który jest pełnomocnikiem ds. cyberbezpieczeństwa, że wydawane przez niego rekomendacje będą musiałby być wprowadzane w życie. Ich treść będzie nam dużo mówiła, jaką decyzję w sprawie chińskich dostawców podjęła Polska.

Czy można w ogóle spodziewać się wykluczenia wprost chińskich dostawców infrastruktury 5G na poziomie takiej rekomendacji?

Kiedy obserwuję sytuację w innych krajach Unii Europejskiej, to de facto decyzje podejmowane na poziomie politycznym nie wykluczają jednego konkretnego dostawcy. Raczej wprowadzają albo bardzo wyśrubowane wymagania związane z bezpieczeństwem i kontrolą pewnych elementów, albo idą w stronę rekomendacji korzystania z tych dostawców, do których mamy zaufanie.

Jak Pani zdaniem rozstrzygnie się kwestia zaufania do chińskich dostawców infrastruktury 5G w Europie?

Na gruncie europejskim zasadniczy kierunek działań został wyznaczony przez dokument, który funkcjonuje pod nazwą „5G Toolbox”. To zestaw rekomendacji, które państwa członkowskie powinny brać pod uwagę przy okazji budowania sieci piątej generacji. Otóż mówi on wprost, że dokonując analizy ryzyka i oceniając, czy możemy polegać na danym dostawcy, należy brać pod uwagę nie tylko czynniki techniczne, ale także te o charakterze strategicznym, m.in. otoczenie prawne danego podmiotu.

Tymczasem jeśli chodzi o chińskich dostawców infrastruktury 5G, to funkcjonują oni w otoczeniu prawnym, które explicite zobowiązuje je do dzielenia się informacjami z podmiotami państwowymi, z agencjami wywiadowczymi. Zachodzi tu zatem bardzo duże niebezpieczeństwo, że takie instrumenty będą wykorzystywane do wpływania na dostawców, a to z kolei będzie zagrażało w sposób uzasadniony bezpieczeństwu kluczowej infrastruktury, na której będziemy budować rozwój gospodarczy i nasze życie. Ten czynnik, który jest głównym elementem zaufania do naszych partnerów biznesowych, nie może nie być brany pod uwagę.

W grze o przyszłość infrastruktury 5G są państwa, które mają szczególne znaczenie. W Europie niewątpliwie takim państwem są Niemcy, nie tylko ze względu na rozmiar gospodarki i polityczną wagę, a także na silne powiązania gospodarcze z Chinami. Jak w tym kontekście ocenia Pani perspektywy rozwoju sytuacji w Niemczech?

Rzeczywiście, przyszłe decyzje i kierunek rozwoju sieci 5G, także jeśli chodzi o cyfrową autonomię strategiczną Europy, będą silnie kreowane przez klimat i decyzje podejmowane przez Niemcy. Tym bardziej, że Berlin od 1 lipca objął prezydencję w Radzie Unii Europejskiej, co daje mu dodatkowe narzędzie wpływu politycznego na Wspólnotę. Z tego powodu Polska musi bacznie obserwować, jak ta dyskusja będzie się kształtowała za naszą zachodnią granicą. Niestety ciężko tu cokolwiek przewidywać, bo Niemcy, jak mało który europejski kraj, są gospodarczo powiązane z Chinami i to w ramach swoich strategicznych sektorów. Ta decyzja będzie dla nich bardzo trudna.

Z jednej strony widzę u naszych zachodnich sąsiadów świadomość, że 5G to nie jest tylko temat na dziś, ale kwestia, która długofalowo zdecyduje o pozycji poszczególnych państw w wyścigu technologicznym, a przez to w wyścigu geopolitycznym. Z drugiej strony taka świadomość ściera się z krótko- i średnioterminowymi interesami ekonomicznymi. Dlatego nie spodziewam się, że w Berlinie zapadnie jednoznaczna decyzja odcinająca chińskich dostawców od rynku niemieckiego, bo to stawiałoby wszystkie powiązania gospodarcze na ostrzu noża. Pytanie brzmi, jak restrykcyjnie będą określone kwestie związane z bezpieczeństwem, wielkością dostępu do rynku firm chińskich. Będziemy tu szli raczej w stronę bardziej hybrydowego rozwiązania.

Na początku czerwca ministrowie gospodarki Francji i Niemiec zapowiedzieli stworzenie europejskiej platformy do przechowywania i przetwarzania danych w chmurze - Gaia-X. Celem tej inicjatywy ma być nie tylko uniezależnienie się do Chin, ale także od USA. Czy takie kroki mogą stanowić przesłankę, że jednak Stary Kontynent realnie postawi na cyfrową suwerenność?

Gaia-X jest bardzo ambitnym projektem i zdecydowanie pozytywnie oceniam ten kierunek. Europa musi się obudzić ze snu związanego z brakiem własnych działań w obszarze suwerenności cyfrowej, jeśli chce się stać podmiotem wyścigu technologicznego. W przeciwnym razie będziemy grać w drugiej lidze, a na to sobie po prostu nie możemy pozwolić.

Jednocześnie oceniam takie działania mocno realistycznie. Niestety gdy popatrzymy na rynek dostawców rozwiązań chmurowych, to podmiotów europejskich w czołówce tak naprawdę nie ma lub jest ich bardzo mało. Dlatego tutaj same deklaracje nie wystarczą. Oczywiście nie powinniśmy i nie będziemy w stanie odciąć się od dostawców amerykańskich i raczej nie taki jest realny cel tych działań. Bardziej chodzi o to, aby w okresie długofalowym wzmacniać również rozwiązania europejskie, abyśmy po prostu byli w grze i mieli możliwość wyboru pomiędzy różnymi opcjami.

Na szczęście rozmowa o cyfrowej, strategicznej autonomii zyskuje na sile i przebiega nie tylko w warstwie politycznego rzucania haseł, ale pojawiają się konkretne rozwiązania.

Jakie?

Na przykład ogłoszenie europejskiej strategii w zakresie danych – to bardzo istotny dokument przygotowany przez Komisję Europejską. Mowa w nim o tym, że aby wystartować w technologicznym wyścigu, który jest zdominowany przez przedsiębiorstwa nieeuropejskie, trzeba wykorzystać i uwolnić dostęp do danych. Są one absolutnie kluczowym zasobem jeśli chodzi o rozwój nowych technologii.

Innym dokumentem jest biała księga dotycząca sztucznej inteligencji. Mowa w nim o rozwiązaniach bardziej regulacyjnych, ale które mają pomóc kształtować strategiczny ekosystem związany z rozwojem sztucznej inteligencji wedle reguł europejskich. Może to wpłynąć na to, jak będzie się wyglądać globalne podejście do AI, bo Unia, co pokazał przykład RODO, ma możliwość kształtowania rozwiązań rodzących skutki dla innych graczy.

Krótko mówiąc, widzę tu wielowymiarową strategię UE, która ma szansę poprawić naszą pozycję, ale bądźmy też realistami – nie będziemy w stanie polegać tylko i wyłącznie na sobie. Zresztą nie sądzę, aby było europejską ambicją.

Czy Polska trochę nie wyłamuje się z tego dążenia do europejskiej suwerenności cyfrowej? W 2018 roku utworzono u nas Chmurę Krajową, a na początku maja tego roku podpisano porozumienie pomiędzy Chmurą Krajową a amerykańskim Microsoftem. Później doszła zapowiedź wielkich inwestycji Google. To wszystko firmy amerykańskie.

Polska obecnie nie wyróżnia się w jakiś znaczący sposób na tle innych krajów, ponieważ cały rynek europejski jest zdominowany przez dostawców amerykańskich. Oczywiście zobaczymy, jak te wielkie inwestycje będą u nas wyglądać w praktyce. W ich ramach nie chodzi bowiem tylko o inwestowanie w data center, ale także np. w szkolenia, czyli inwestycje miękkie.

Firmy amerykańskie postawiły na wsparcie cyfrowej transformacji nad Wisłą, co mam nadzieję będzie rezonowało na cały region. Odbieram to jako dobrą decyzję, bo warto działać jednak dwutorowo – wykorzystywałabym instrumenty i współpracę ze strategicznymi partnerami amerykańskimi, ale jednocześnie próbowałabym rozwijać potencjał europejski tak, aby zaczął on odgrywać rolę i był interoperacyjny.

Jakie obszary, oprócz rozwoju sieci 5G i tworzenia centrów danych, będą miały kluczowe znaczenie dla pozycji państw w wyścigu technologicznym w najbliższym czasie?

Niewątpliwie obszarem, gdzie będziemy obserwować bardzo silną rywalizację, będzie rozwój sztucznej inteligencji i komputerów kwantowych. W najbliższym czasie to ten pierwszy element, czyli sztuczna inteligencja, będzie miał fundamentalne znaczenie dla pozycji poszczególnych krajów. AI zrewolucjonizuje funkcjonowanie gospodarek oraz ich poszczególnych sektorów. Przełoży się to na siłę ekonomiczną państw. Technologia ta wpłynie również mocno na obszar bezpieczeństwa, w tym tego „twardego”, czyli militarnego – widać tu wyraźną aktywność Rosji i Chin.

Czy możemy powiedzieć, że Ameryka wciąż jest liderem pod tym względem?

Mamy tu do czynienia z ciekawą sytuacją. Otóż kilka lat temu USA przeżyły moment absolutnego szoku i zaskoczenia, ponieważ wcześniej rzeczywiście dominowało przekonanie, że to Ameryka jest liderem w obszarze badań nad AI i to oczywiście była prawda. Trochę jednak przegapiono moment, którym na prawie równiej pozycji w tym wyścigu stanęły Chiny. Wynika to z kilku względów. Chiny zrozumiały, że obszar AI będzie decydujący dla ich siły politycznej, ekonomicznej oraz w zakresie bezpieczeństwa. Pekin wobec tego zaczął inwestować w rozwój szeroko rozumianych zasobów w tym zakresie. Udało się to do tego stopnia, że w ostatnim raporcie dla Kongresu USA stwierdza się jednoznacznie, że Państwo Środka jest już na takim poziomie rozwoju sztucznej inteligencji, że stało się bezpośrednim rywalem Stanów Zjednoczonych i w najbliższym czasie może osiągnąć pozycję lepszą niż Ameryka.

Co równie ważne, w Pekinie jest także wola polityczna. Otóż Chiny zadecydowały, że do 2030 roku będą liderem innowacji w zakresie AI. Tymczasem świat Zachodu przez lata był przyzwyczajony, że Chiny są światowym podwykonawcą, czyli że nie są innowacyjni, raczej kopiują, mogą wykonywać pewne działania w łańcuchu dostaw na rzecz bardziej rozwiniętych państw, ale same w sobie nie są innowatorami. Okazało się jednak, że ta strategiczna decyzja Chin, aby zmienić model funkcjonowania państwa, zadziałała. Państwo Środka, mając dostęp do olbrzymiej ilości danych, mając polityczną wolę, aby inwestować w sektory i firmy zajmujące się AI, zaczęło mieć bardzo dobre wyniki.

Podsumowując, USA mają przewagę jeśli chodzi o kwestie związane z badaniami podstawowymi i rozwojem sztucznej inteligencji w wymiarze naukowym, ale Chiny dominują jeśli chodzi o wdrożenia AI, a to z kolei może mieć bardzo duży wpływ na dalsze etapy rozwoju tej technologii.

Joanna Świątkowska / Materiały prasowe
BIO: Joanna Świątkowska – ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, adiunkt na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie gdzie zaangażowana jest m.in. w rozwój Centrum Cyberbezpieczeństwa AGH. Pomysłodawczyni i inicjatorka Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa – CYBERSEC i Dyrektor Programowy konferencji w latach 2014-2019. W latach 2016-2017 była członkiem Zespołu ds. bezpieczeństwa cyberprzestrzeni Rzeczypospolitej Polskiej funkcjonującego w ramach Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W latach 2015-2018 redaktor naczelna kwartalnika European Cybersecurity Journal. W 2017 wpisana na prestiżową listę New Europe 100 Challengers 2017 opracowaną przez „Financial Times”, „Res Publica”, Google i International Visegrad Fund.