Wielu zatrzymanym duchownym postawiono takie zarzuty, jak „propagowanie ekstremizmu”, „gromadzenie ludzi w celu zakłócenia porządku społecznego” czy „podżeganie do separatyzmu” – pisze brytyjska stacja, cytując ustalenia grupy Uyghur Human Rights Project (UHRP).

Na podstawie wypowiedzi krewnych tych osób UHRP twierdzi, że oskarżenia te stawiano często za wygłaszanie kazań, zwoływanie grup modlitewnych czy normalną działalność imamów.

Reklama

Zarzuty ekstremizmu były w Sinciangu stawiane na „wątpliwych podstawach prawnych” i dotyczyły „przestępstw, które nie powinny nawet być kwalifikowane jako przestępstwa” – ocenił specjalista ds. chińskiego prawa z Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona Donald Clarke.

Według niego za przesłanki świadczące o ekstremizmie uznawano między innymi posiadanie brody, niepicie alkoholu czy podróże zagraniczne.

Chiński rząd „od dawna ostrożnie podchodzi do imamów, ponieważ zdaje sobie sprawę z wpływu, jaki posiadają”, a „zatrzymania i uwięzienia z ostatnich kilku lat są tylko kulminacją trzech dekad represji mających na celu skrępowanie ujgurskiej kultury i religii” – twierdzi Peter Irwin z UHRP.

Organizacja prześledziła losy łącznie 1046 muzułmańskich duchownych, w większości Ujgurów, na podstawie dokumentów sądowych, relacji członków rodzin oraz doniesień prasowych ze zbiorów publicznych i prywatnych.

Podejrzewa się, że wszyscy oni zostali w którymś momencie zatrzymani, ale w wielu przypadkach nie znaleziono potwierdzających to dowodów, co według BBC wynika ze ścisłej kontroli, jaką chińskie władze sprawują nad informacjami z regionu Sinciang.

Dowody na zatrzymanie znaleziono w przypadku 630 duchownych, z czego 304 najprawdopodobniej trafiło do formalnych więzień. W sprawach, co do których badaczom udało się dotrzeć do informacji o długości wyroków, były one surowe – oceniła BBC.

W 96 proc. z takich spraw duchownych skazywano na co najmniej pięć lat więzienia. W 26 proc. było to co najmniej 20 lat więzienia, a wobec 14 wydano wyroki dożywocia – podała brytyjska stacja.

Eksperci ONZ zwracali w ostatnich latach uwagę na wiarygodne doniesienia o nawet ponad milionie Ujgurów i innych muzułmanów przetrzymywanych w Sinciangu w pozaprawnych „obozach reedukacji”. Pojawiły się też zarzuty o wykorzystywanie Ujgurów do pracy przymusowej, a nawet o ludobójstwo.

Chińskie władze odrzucają oskarżenia o łamanie praw człowieka wobec Ujgurów i innych mniejszości etnicznych w Sinciangu, nazywając te zarzuty „największymi kłamstwami stulecia”. Pekin twierdzi, że prowadzi w regionie kampanię szkoleń pracowniczych oraz zwalczania terroryzmu, separatyzmu i islamskiego ekstremizmu, co zapobiega zamachom terrorystycznym i pomaga tamtejszej ludności wychodzić z ubóstwa.(PAP)