Forsal logo

Kostiuczenko: Wcale nie jestem pewna, czy Rosja w ogóle istnieje jako państwo [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
9 października 2021, 21:30
Zagraniczni dziennikarze często opisują Rosję jako silny, autorytarny organizm z potężnym władcą Putinem, który wszystkie problemy rozwiązuje sam - własnoręcznie - i to jeszcze przed śniadaniem. Tymczasem nie można się bardziej pomylić. Władza Putina trwa w murach Kremla i nie sięga w głąb naszego kraju - mówi w wywiadzie Jelena Kostiuczenko, dziennikarka rosyjskiego dziennika „Nowaja Gazieta”.

Z Jeleną Kostiuczenko rozmawia Piotr Kofta

Wstrząsający zbiór reportaży „Przyszło nam tu żyć” Jeleny Kostiuczenko, dziennikarki rosyjskiego dziennika „Nowaja Gazieta”, był jedną z najlepszych książek non-fiction 2020 r. Kostiuczenko potrafi pisać o Rosji z perspektywy zwykłego człowieka - i takiego, który został przez Rosję skrzywdzony, i takiego, który uważa, że potrafi w tym świecie przetrwać, decydując się na jakiś rodzaj emigracji wewnętrznej albo współpracy z systemem. A systemem tym rządzi prawo siły.

Zaczęła pani pracować jako reporterka bardzo młodo. Czy było to spowodowane jakimś poczuciem misji?

Nie, nie chodziło o żadną misję. Moja przygoda z dziennikarstwem rozpoczęła się, kiedy byłam w szkole średniej - stało się to właściwie przypadkiem. Pochodzę z ubogiej rodziny i w tamtym czasie zarobkowo myłam podłogi. W szkole mogliśmy skorzystać z rocznego kursu przygotowania zawodowego, a jedną z opcji było dziennikarstwo. Powiedziano nam, że za opublikowane teksty będziemy dostawać honoraria. Pomyślałam, że to może być lepsza propozycja niż mycie podłóg - i miałam rację. Regionalna gazeta, w której potem pracowałam w Jarosławiu, znajdowała się pod pełną kontrolą miejscowych władz. Nie widziałam w tym nic osobliwego, wydawało mi się, że tak właśnie powinno być. Któregoś razu - znów przez przypadek - kupiłam „Nowają Gazietę”, otworzyłam ją na artykule Anny Politkowskiej i doznałam wstrząsu: zrozumiałam, że to, czym się do tej pory zajmowałam, to nie było żadne dziennikarstwo. Uświadomiłam sobie również, że chcę pracować w „Nowej Gaziecie”. Problem w tym, że najbliższa redakcja mieściła się w Moskwie - nie było mnie stać, żeby tak zwyczajnie się tam przenieść. Dostałam się więc na Moskiewski Uniwersytet Państwowy, na studia dziennikarskie. A w 2005 r. zaczęłam pracę w „Nowej Gaziecie”, miałam wtedy 17 lat.

To były wczesne lata rządów Putina i jego ekipy. Czy społeczeństwo rosyjskie uwierzyło wówczas, że ten człowiek może być gwarancją sensownej przyszłości?

Nie chodziło o wiarę, raczej o ulgę, że skończyły się lata 90., które dla Rosjan były niezwykle ciężkie. Pamiętam, co ludzie mówili, kiedy Putin został wybrany: że przynajmniej młody i że nie pije... Dziennikarze „Nowej Gaziety” nie mieli jednak żadnych złudzeń.

Wspominam o tym, bo nazwisko Putina w pani zbiorze reportaży właściwie się nie pojawia.

Dla większości Rosjan Putin, Moskwa czy rząd są kompletną abstrakcją. To zjawiska istniejące wyłącznie w telewizji, niemające większego wpływu na to, jak wygląda codzienne życie.

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP I NA E-DGP

Źródło: MAGAZYN DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj