Najdobitniejszym efektem sankcji jest załamanie kursu rubla, ale co to będzie oznaczało w praktyce dla Rosjan?
System finansowy jest krwiobiegiem gospodarki. Wymuszona sankcjami podwyżka stóp procentowych oznacza, że rosyjscy kredytobiorcy zapłacą dwukrotnie wyższe raty. Rosjanie mają problemy z wybieraniem gotówki z bankomatu, o ile w ogóle mogą to robić. Firmy mają problemy z rozliczeniem się między sobą. Za chwilę pojawią się braki w sklepach, bo w coraz większym stopniu Rosja jest objęta embargiem transportowym, a ceny poszybują w górę. Zapewne inflacja przekroczy 20 proc.
Reklama
Widzieliśmy naradę u Putina w sprawach gospodarczych, jakie Rosja ma możliwości obrony?
Widać to było po minach uczestników narady. Putin chciał odbudowy ZSRR i mu się udało! Rosja wraca do gospodarki centralnie planowanej. Firmy są nacjonalizowane, wprowadzona jest kontrola obrotu dewizami czy limity wypłat, by chronić płynność sektora finansowego. Efekty paraliżu systemu bankowego w Rosji są obecnie zbliżone do olbrzymich kosztów, jakie ponosi w wyniku wojny ukraińska gospodarka. Już widzimy, że Rosjanie nie mogą płacić za granicą walutami, a podróże stały się niemożliwie. Visa, Mastercard i Apple Pay nie obsługują transakcji. Za chwilę zapewne upadną linie lotnicze, bo nie mogą serwisować samolotów, które zresztą nie mają gdzie latać. W tej sytuacji mit Putina, że Rosja jest potęgą i krajem gospodarczego sukcesu, który wyzwala Ukrainę, legł w gruzach. W ciągu dwóch–trzech dni zobaczyli to i zwykli Rosjanie, i otoczenie Putina. Oligarchowie są załamani. Nie po to uwijali się przez 20 lat, okradając Rosjan, budując gigantyczne majątki, żeby stracić je w tydzień. Szacuje się, że 100 oligarchów zgromadziło ponad 200 mld dol. Kilka dni temu Putin pokazał się niczym Kim Dzong Un na spotkaniu z pracownikami na budowie. Uważa się, że miał na sobie kamizelkę kuloodporną i w tej sytuacji nic dziwnego.
Co z sankcjami wobec rosyjskich surowców, nie pora na nie? A może Europa nie jest jeszcze gotowa?
Musimy być gotowi ponosić te koszty, ponieważ tu chodzi o nasze bezpieczeństwo. Oczywiście sankcje muszą być wykonalne i bardziej dotykać Rosję niż nas, tzn. nie destabilizować gospodarki europejskiej. Najważniejszym surowcem jest ropa, a w mniejszym stopniu chodzi o gaz. Ropa to niemal jedna trzecia ich przychodów budżetowych. I gdyby nastąpiło zwiększenie produkcji ze strony krajów arabskich i USA, to byłoby możliwe wprowadzenie takiego embarga lub po prostu spadłaby cena. To byłby niemal śmiertelny coś dla Rosji zwłaszcza, gdyby do tego doszły sankcje Chin. Wówczas Rosja znalazłaby się w takiej sytuacji jak Korea Północna czy Iran. Byłaby zamkniętym krajem z potężnym wzrostem bezrobocia, recesją i wysoką inflacją. Ograniczyłoby to możliwość finansowania zbrojeń i armii oraz zapewne wywołałoby prędzej czy później powstanie społeczeństwa przeciw reżimowi Putina. On ma więc coraz mniej czasu. Niestety nadal reaguje agresją, prowadząc coraz brutalniejsze ataki na ludność cywilną i dokonując zbrodni wojennych.
Tylko czym to się skończy? Większą desperacją Putina czy wewnętrznym przewrotem?
Historia pokazuje, że agresywni despoci nie cofali się sami. Robili to albo w obliczu siły i kończyli w bunkrze, lub usuwało ich otoczenie, ale dziś trudno przewidzieć, jaki to będzie scenariusz. Chiny zapowiedziały, że nie będą kupowały węgla w Rosji, zostały zablokowane rozliczenia między tymi krajami. To może oznaczać, że Chińczycy uznali, że osłabienie Rosji jest w ich interesie. Więc choć nawet na początku nie włączyli się do sankcji, to może obecnie uznali, że to dobry moment, by Rosja w obecnym kształcie de facto upadła.
Skoro mówimy o węglu z Rosji, nie powinniśmy wprowadzić na niego embarga?
Premier Morawiecki od początku bardzo aktywnie zabiega o twarde sankcje i zapowiedział również embargo na import węgla. Czekamy teraz na decyzję UE, ale to wydaje się przesądzone. Natomiast głównym filarem rosyjskiej gospodarki jest jednak ropa. Obecnie trwa nowa światowa gra na tym rynku, jak wyeliminować Rosję bez wywołania skokowego wzrostu cen. Natomiast krótkoterminowy efekt jest kosztowny, mimo uruchomienia przez USA dodatkowych rezerw cena ropa dobiła do 110 dol. za baryłkę. Dlatego USA i Europa będą bardzo ostrożne z decyzjami w tej sprawie, bo ropa np. po 140 dol. za baryłkę to mocny skok inflacji i złe scenariusze stagflacji na przyszły rok w ekonomii USA i Europy. To może wywołać złe nastroje i spadek poparcia dla Ukrainy w społeczeństwach zachodnich, więc trzeba działać ostrożnie, by tego scenariusza uniknąć.
Przed konfliktem byliśmy zajęci hamowaniem wysokiej inflacji. Jak ta wojna wpłynie na naszą gospodarkę?
Mamy dwa przeciwstawne wektory. Z jednej strony ceny ropy i gazu jeszcze poszły do góry, co niestety konsumuje część efektów tarczy inflacyjnej. Wzrost cen cały czas jest na podwyższonym poziomie ok. 8 proc. Ale z drugiej strony doszło do załamania cen emisji CO2. One w ciągu tygodnia spadły o jedną trzecią. To daje szanse na spadek cen energii, której większość mamy z węgla. I to może z kolei działać hamująco na wzrost cen.
Na ile trwały będzie ten spadek?
On może być trwały, bo w ciągu tygodnia zmieniły się przewidywania co do polityki energetycznej Europy. Niemcy zapewne wydłużą działania swoich elektrowni atomowych i nie będą wnosili zastrzeżeń do rozbudowy atomu w innych państwach UE, w tym Polsce. Oby, bo to konieczne dla prawdziwej niezależności i bezpieczeństwa energetycznego. Więc ścieżka transformacji energetycznej nie będzie tak agresywna, bo Niemcy i inne kraje muszą m.in. zwiększyć wydatki w dziedzinie obronności oraz uniezależnić się od importu z Rosji.
Będzie amnestia dla węgla?
Może nie tyle amnestia, ile ścieżka transformacji będzie bardziej racjonalna. W ostatnich 12 miesiącach nagle położono na stole bardzo ambitne cele redukcji emisji bez zwiększenia podaży certyfikatów na emisję CO2. To spowodowało, że ceny emisji wzrosły prawie trzykrotnie powyżej ścieżki cenowej wyznaczonej przez samą KE. Wszyscy zakładali, że cena uprawnień wyniesie 30–40 euro, ale nie 90 euro. Dziś jest szansa na to, że będziemy mieli trochę więcej czasu na dokonanie tej transformacji, chyba będzie konsensus co do budowy atomu, a to oznacza, że i koszty transformacji będą niższe dla społeczeństwa, a wraz z tym spadną rachunki za energię. To daje też szansę na łagodzenie presji inflacyjnej. Rząd najprawdopodobniej będzie zmuszony przedłużyć tarczę antyinflacyjną na drugie półrocze. Kluczowa walka dla wzrostu gospodarczego i ścieżki inflacyjnej rozegra się na rynku ropy. Tu są dwa scenariusze. Jeden zakłada, że cena ropy mocno rośnie, co stanowi ryzyko stagflacji w 2023 r. To byłaby zła wiadomość, oznaczająca, że Rosja więcej zarabia. Drugi scenariusz zakłada, że USA i Arabia Saudyjska uruchamiają olbrzymią podaż ropy, Europa odcina Rosję przy spadku cen rzędu 60–70 proc. To byłby idealny scenariusz, oznaczający gigantyczne koszty dla Rosji, a dla Europy i USA – wzrost gospodarczy i spadek inflacji.
Co z kursem złotego? W połowie lutego euro było za 4,50 zł, teraz jest za 4,80 zł.
Za złotym stoją silne fundamenty naszej gospodarki. Mamy nadwyżkę budżetową, silny wzrost na ponad 5 proc. PKB, gospodarka wykazuje wręcz oznaki przegrzania. Mamy bardzo silny sektor bankowy, który posiada jeden z najwyższych w Europie poziomów kapitałów i płynności. Natomiast to, co osłabia złotego, to nerwowość inwestorów – zarówno na globalnych rynkach, jak i w stosunku do krajów naszego regionu, bo przecież jesteśmy na głównym froncie wsparcia dla Ukrainy. To powoduje, że kapitał zaczyna uciekać z tej części Europy, ale zakładam, że to ma charakter krótkoterminowy. Złoty może podlegać teraz pewnym wahaniom w zależności od tego, jak wojna będzie przebiegać, natomiast nie ma powodu do tego, by złoty jakoś mocno tracił na wartości. Kolejny czynnik to wzrost cen ropy, której jesteśmy importerem. Zawsze gdy rośnie cena ropy, osłabia się złoty. Do tego dochodzą oczekiwane podwyżki stóp procentowych w Europie i USA, a to powoduje, że waluty wszystkich krajów wschodzących tracą na wartości. Mimo to fundamenty są dobre, dlatego w długim terminie o złotego się nie obawiam. Po okresie osłabienia kurs powinien się umocnić, tak jak to było podczas pandemii.
Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak
Cała rozmowa na gazetaprawna.pl