"Pomimo wielu komplikacji i politycznych machinacji w czasie prezydentury (Petra) Poroszenki nastąpiło więcej reform strukturalnych niż w jakimkolwiek okresie niepodległości Ukrainy od 1991 r. - w energetyce, podatkach, zamówieniach publicznych, a nawet w walce z korupcją. Odbudował on ukraińską armię i podtrzymywał pozycję w sprawie de facto okupowanych przez Rosję wschodnich regionów, nie ulegając pokusie lekkomyślnej próby zbrojnego ich odbicia" - ocenia w komentarzu redakcyjnym "FT".

Zarazem, jak pisze, Poroszenko uosabia mętną linię rozdziału biznesu od polityki, co od dawna jest słabością Ukrainy, zaś wprawdzie udało się uspokoić sytuację na wschodzie kraju, problemem jest głęboki kryzys gospodarczy i rosnące ceny.

"Niektórzy postrzegają Zełenskiego jako nową twarz, niesplamioną polityką +starej+ Ukrainy. (...) Ale jego kandydatura wzbudza poważne obawy" - podkreśla "FT" i wymienia kompletny brak politycznego doświadczenia, co widać gdy nie wygłasza on przygotowanych wcześniej przemówień, lecz musi odpowiadać na pytania, niejasne powiązania z oligarchą Ihorem Kołomojskim, niepewność co do tego, czy będzie on potrafił rozmawiać zarówno z zachodnimi partnerami i MFW, oraz z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, co Poroszenko robi dość sprawnie.

Reklama

"Niektórzy mają wątpliwości, czy on w ogóle spodziewał się, że może wygrać - i czy chce tej posady" - pisze gazeta.

"Jeśli Zełenski wygra, rodzimi ukraińscy prozachodni reformatorzy i różni międzynarodowi doradcy, którzy przyjeżdżali do Kijowa, aby wspierać poprzednie kierownictwo powinni udzielić mu wsparcia. Mogą oni pomóc zapewnić, że polityczny neofita utrzyma swój pozornie rozsądny program i nie padnie ofiarą oligarchicznych interesów. Podobnie jak sama Ukraina, prezydent Zełenski będzie potrzebował wszelkiej pomocy jaką może dostać" - konkluduje "FT".

>>> Czytaj też: 72 proc. Ukraińców popiera Wołodymyra Zełenskiego [SONDAŻ]