Historyk: Przez 30 lat niepodległości Ukrainy ryzyko agresji nie było tak realne jak dziś

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 kwietnia 2021, 15:42
Ukraina Rosja
<p>Ukraina Rosja</p>/ShutterStock
Jeszcze nigdy przez 30 lat ukraińskiej niepodległości ryzyko pełnowymiarowej militarnej agresji nie było tak realne jak dziś - ocenia w piątek znany ukraiński historyk Jarosław Hrycak na portalu NV.ua.

"Martwię się o losy milionów Ukraińców, zniszczone, okaleczone życia. I to nie patos. Wszyscy mamy przyjaciół albo krewnych w Odessie, Dnieprze, Zaporożu czy Charkowie. Miastach i regionach, o kontroli nad którymi rozmawiają w rosyjskim sztabie generalnym od 2009 roku" - pisze Hrycak.

"Kreml chce odebrać nasz brzeg nad Morzem Czarnym i industrialne serce, a pozostałą część kraju przekształcić w rosyjski wariant Vichy - małego i słabego państwa z kolaboracjonistycznym rządem w Kijowie" - kontynuuje historyk, oceniając, że zachodnia Ukraina nie jest obiektem zainteresowania dla Kremla. Pisze przy tym, że jest to "słabszy wariant" możliwego rozwoju wydarzeń.

"Od kryzysu karaibskiego świat jeszcze nigdy nie zbliżał się tak do ryzyka trzeciej wojny światowej jak teraz" - ocenia, twierdząc, że jest to ten "ostrzejszy" wariant.

"Nie będę tworzyć prognoz. Ale chcę pożegnać się z iluzjami, które podzielałem razem z wieloma analitykami" - dodaje.

"Iluzja pierwsza: jak tylko Ukraina odejdzie od Rosji, Rosja przestanie być imperium. Nie przestała i nie przestanie. Wszystkie imperia wcześniej czy później upadają. Ale, by to się stało, nie wystarczy tylko utrata terytoriów na peryferiach, powinien wydarzyć się duży kryzys w samym centrum" - kontynuuje historyk.

"Iluzja druga: Ukrainie przeciwstawia się Kreml, a nie cała Rosja. Jeśli by tak było, obserwowalibyśmy antywojenne mityngi w Moskwie, Petersburgu, Nowosybirsku i innych miastach. Nawet w czasach sowieckiej interwencji w Pradze w 1968 roku odbywały się podobne manifestacje. Teraz ich nie widzimy" - czytamy.

"Iluzja trzecia: Rosję można reformować. Okazuje się, że nie. Przynajmniej nie w obecnym stanie i nie w obecnych rozmiarach" - pisze.

"Tak, wielu z nas nie chce wojny. Ale nie my ją wybieramy. I jeśli nie mamy wyboru, to postarajmy się przekształcić to zagrożenie w jeszcze jedno potwierdzenie tego, że Ukraina to nie Rosja i kroczy inną ścieżką rozwoju" - konkluduje historyk.

 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj