Bartuś: Wolność non olet. Czy Zachód zrobi to, co głosi? [FELIETON]

Ten tekst przeczytasz w 10 minut
24 lutego 2023, 06:00
Rok od wybuchu wojny w Ukrainie. Mural przedstawiający Władimira Putina, Kaszira, Moskwa
Rok od wybuchu wojny w Ukrainie. Mural przedstawiający Władimira Putina, Kaszira, Moskwa/PAP/EPA
Dawno nic tak nie obnażyło totalnej hipokryzji politycznych i gospodarczych elit Zachodu, jak ta wojna - pisze w felietonie Zbigniew Bartuś.

Czy wynajmiesz mieszkanie Rosjaninowi, którego syn bombarduje ukraińskie dzieci? Sprzedasz auto Saudyjczykowi, który oklaskiwał publiczne ścinanie głów na „placu siekania”? Ubijesz interes z budowlańcem z Kataru wierzącym, że prawa człowieka muszą się bezwzględnie podporządkować prawom szariatu? Jakie powinniśmy mieć relacje z ludźmi, którzy chcą swobodnie korzystać z owoców zachodniego dobrobytu, a nie podzielają wartości Zachodu, a nawet nimi gardzą?    

Takie pytania zadawane są od bardzo dawna, ale Joe Biden swą wizytą w Kijowie i przemówieniem w Warszawie faktycznie, a nie tylko teoretycznie, postawił każdą z tych kwestii na ostrzu noża. W sensie geopolitycznym, czyli nowego światowego ładu, ale też ludzkim, humanistycznym i mikroekonomicznym. Każdy z nas musi się zastanowić, co to znaczy, że stawką morderczej wojny w Ukrainie są: wolność, demokracja i fundamentalne prawa człowieka.

Dawno nic tak nie obnażyło totalnej hipokryzji politycznych i gospodarczych elit Zachodu, jak ta wojna. Nie chodzi nawet o setki byłych ministrów, a nawet przywódców państw, w zarządach i radach nadzorczych rosyjskich firm, które dzisiaj uznajemy dość zgodnie za organizacje finansujące zbrodnie putinowskiego reżimu. Chodzi bardziej o gigantyczny rozdźwięk między oficjalnie głoszonymi wartościami Zachodu a powszechną praktyką – zarówno topowych polityków i wielkiego biznesu, jak i milionów zwykłych ludzi. Ów rozdźwięk wynika(ł) z porażająco banalnego pecunia non olet oraz kapitulancko-cynicznego założenia, że świat jest, jaki jest i trzeba z nim jakoś żyć, bo i tak nic nie da się zmienić. Jeśli po tej wojnie, albo jeszcze w jej trakcie, wrócimy do takiego myślenia, to faktycznie nie zmieni się nic.

Imigranci, apb Jędraszewski i wartości Zachodu

Na razie słyszymy (i wygłaszamy) solenne zapewnienia, że powrót do business as usual z satrapą Putinem jest niemożliwy. Ale czy na pewno? I co z innymi autorytarnymi reżimami? Czy zasada „chcesz korzystać z zachodniego dobrobytu, szanuj fundamentalne zachodnie wartości” powinna obowiązywać tylko w relacjach z Rosją, Iranem i Koreą Północną? No i co z ludźmi migrującymi z wszelkich zakątków świata na Zachód - za chlebem, ale niekoniecznie za wolnością i prawami człowieka? 

Trzeba przyznać, że podstawowe założenia naszej (ordo)liberalnej demokracji nie ułatwiają odpowiedzi na to pytanie. W krajach tracących swe kolonie w drugiej połowie XX wieku górę wzięła opinia, że osoby osiedlające się na Zachodzie mają oczywiste prawo pielęgnowania swej religii, kultury, tradycji, poglądów na świat – nawet jeśli cały ten bagaż bywa niezgodny lub sprzeczny z naszymi wartościami i nieakceptowany przez większość tubylczych społeczeństw. Przymykanie oczu na wiele kontrowersyjnych praktyk – w tym narracji nienawistnych wobec Zachodu – odbywało się w imię zachodniej tolerancji. Dziś wiemy, że skutki takiego podejścia bywają nieodwracalne – i tragiczne.

To dlatego lewicowy rząd słynącej z równości i dobrobytu Danii zaostrzył politykę migracyjną rozpoczętą przez prawicowych poprzedników: w praktyce ogranicza napływ nowych imigrantów, finansując obozy poza Europą, a jednocześnie wymusza dekoncentrację skupisk imigrantów „niezachodnich”, aby zapobiec tworzeniu się gett kontestujących podstawowe duńskie wartości. Kopenhaga była i jest ostro krytykowana przez część obrońców praw człowieka za „brak tolerancji dla inności”. Ale wielu komentatorów ocenia, że właśnie taka powinna być nowa europejska polityka: „zero tolerancji dla wrogów tolerancji i wolności”. 

Badania prowadzone w ostatnich latach wśród Europejczyków pokazały, że powszechne w większości krajów (także w kolejnych pokoleniach migrantów) stało się oczekiwanie, aby ci, którzy szukają w Europie szansy na lepsze życie, podzielali nasze podstawowe wartości i przestrzegali obowiązujących reguł. Wzbudza to ogromne kontrowersje i opory w kręgach liberalnych oraz wśród obrońców praw człowieka. Główne pytanie brzmi: jakie główne wartości Zachodu miałby przyjąć przybysz?

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś

Nawet jeśli przyjmiemy, że to powinny być wartości chrześcijańskie, na których zbudowano Unię Europejską, to innej odpowiedzi udzieli Tygodnik Powszechny, a innej arcybiskup Marek Jędraszewski; ba, istnieje duże prawdopodobieństwo, że metropolita krakowski w ogóle nie odwoła się do wartości (obecnego) Zachodu, które przecież notorycznie w swych wystąpieniach miażdży. Podobnie – inny katalog zasad stworzy europosłanka Sylwia Spurek, a inny ekipa obrońców Okopów Świętej Trójcy, tradycyjnej rodziny i kotletów. Jeden ankietowany w Biedronce Polak powie, że imigrant powinien szanować wolność i mieć w sobie odpowiednią dozę tolerancji, a inny każe się wszystkim uczyć Roty.

Kto jest przeciw wolności

Zerojedynkowość wojny w Ukrainie stworzyła Zachodowi unikatową okazję do powiązania wolnościowej narracji z realnymi działaniami. Ta wojna wymusza na każdym z nas odpowiedzi na pytania, które wydawały się dotąd zbyt skomplikowane. To z kolei pozwala nam tworzyć katalog wspólnych wartości łączących Europejczyków, albo nawet szerzej – cały Zachód. Joe Biden wymienił je w swoim przemówieniu. Teraz musimy ustalić, czy naprawdę w nie wierzymy. I kto jest z nami, a kto przeciw nam – i co powinno z tego wynikać. W praktyce, a nie tylko w szumnych deklaracjach.

Co myślimy, gdy Viktor Orbán, w orędziu o stanie państwa, obwinia o rozlew krwi w Ukrainie oraz kryzys gospodarczy w Europie - państwa Zachodu, które nie wiadomo po co wspierają Ukraińców dostarczając broń i pieniądze oraz mnożąc niezrozumiałe i szkodliwe sankcje na Rosję - broniącą przecież swych odwiecznych ziem? Co powinniśmy odpowiedzieć przywódcy Węgier, gdy twierdzi, że Rosja nie będzie realnym zagrożeniem dla NATO, o ile NATO nie będzie się mieszać w nie swoje sprawy i przekonuje, że warunkiem pokoju w Ukrainie jest oddanie Rosji tego, czego ta się słusznie domaga?

Jak nam się podoba Donald Trump – zapewniający, że jeśli odzyska fotel prezydenta USA, to tej samej nocy zadzwoni do prezydentów Ukrainy i Rosji, aby zorganizować spotkanie w celu rozwiązania konfliktu w Ukrainie – i zakończy wojnę w 24 godziny? Jak? Dokładnie tak, jak w Jałcie, Poczdamie, Teheranie. Dogadując się z satrapą ponad głowami ofiar, które de facto go nie obchodzą. Jak oceniamy tak rozumianą „wolność” (przy okazji dane, z których wynika, że Trump umiłował sobie wolność od niepłacenia podatków).

Co myślimy o sporcie, który ponoć nie ma nic wspólnego z polityką: „bo to tylko gra”? Czy mamy prawo zachwycać się „tylko grą”, gdy w finale turnieju - sponsorowanego przez zachodnich potentatów - Rosjanka, która „wyemigrowała” do Kazachstanu, spotyka się z Białorusinką, która 99 procent czasu spędza w luksusach na Zachodzie, ale rodziców ma w Mińsku i pozostaje pieszczoszką reżimu, bo w ogóle nie wie, co się dzieje w Ukrainie? 

Czy chcemy grać w piłkę w Katarze? Czy mecz w siatkówkę z Irańczykami – w kontekście dramatu tamtejszych kobiet – można nazwać „czystą grą”? 

Czy wydaje nam się normalne, że w przeddzień rocznicy wojny, gdy Biden jedzie pociągiem do Kijowa, by zadeklarować obronę wolności, WTA oferuje organizatorom Wimbledonu pół miliona dolarów za dopuszczenie rosyjskich i białoruskich tenisistek do tegorocznych rozgrywek? Czy chcemy takich menedżerów w zarządach naszych zrzeszeń, stowarzyszeń, organizacji?

Czy nie przeszkadza nam fakt, że niektóre zachodnioeuropejskie sieci handlowe zaopatrują nie tylko „zwykłych Rosjan”, ale i rosyjską armię? Czy smakuje nam piwo od globalnego potentata, który pozostał w Rosji i korzystając z bojkotu innych - zwiększa tam sprzedaż jak nigdy?

Jak czujemy się z tym, że najpopularniejszym serwisem dzieci i nastolatków na Zachodzie, także w Polsce – głównym miejscem ich zabawy i podstawowym źródłem wiedzy (?) o świecie - stał się TikTok? Serwis jak każdy inny? Z programowanym w Pekinie algorytmem profilującym odbiorcę lepiej niż YT i przez to zabójczo uzależniającym? Wyposażony w ssawę danych osobowych o niewyobrażalnej mocy i użyteczności, której możemy się tylko domyślać? I bezsprzecznie powiązany z Komunistyczną Partią Chin?

Jak nam się ogląda filmiki na telefonach made in China i korzysta z dziesiątków innych sprzętów wyprodukowanych w Chinach – w sytuacji, gdy te Chiny kupują od Putina rekordowe ilości ropy, którą my (ofiarnie) odrzuciliśmy, by zbrodniarz nie miał z czego finansować zbrodni?

Kiedy przestaniemy być hipokrytami? 

Kiedy zaczniemy robić to, w co wierzymy? Albo to, co deklarujemy jako obiekt swej wiary? I czy to w ogóle możliwe w erze globalizacji?

Kiedy pod wpływem Bidena zadajemy sobie to pytanie, ogromna część świata niekoniecznie myśli o wojnie w Ukrainie to, co my. Badania opinii w różnych krajach dowodzą, że Rosja, którą dwie trzecie mieszkańców Unii i trzy czwarte Anglosasów uważa za wroga, jest w oczach około 80 procent Hindusów i Chińczyków (czyli 40 procent populacji globu) oraz blisko 70 procent Turków (!) - partnerem lub wręcz sojusznikiem. Nie tylko dwie trzecie Chińczyków, ale i gros Turków, formalnych aliantów Polski i Ameryki, sądzi, że Stany Zjednoczone nie wspierają Ukrainy w imię wolności, lecz w celu utrwalenia dominacji Zachodu. Która większości świata – z licznych, głównie historycznych i organoleptycznych powodów – mocno się nie podoba. Niezależnie od tego, że podoba się jej iPhone i mercedes.

To teraz wróćmy do pytań zadanych na samym początku. Co z nimi zrobimy? I czy naprawdę cokolwiek? W trakcie przemówienia Bidena zyskałem mnóstwo nadziei. Ale zaraz dopadły mnie wątpliwości - zwłaszcza po tym, jak tuż po wyjeździe prezydenta USA nasi politycy postanowili wciągnąć naród w kolejny swój spór w porażająco istotnej kwestii. A mianowicie: kto i jak długo ściskał dłoń przywódcy wolnego świata. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj