Chrystyna z Kijowa: Po raz drugi nie zgodziłabym się na tułaczkę po świecie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 kwietnia 2023, 12:35
Uchodźcy z Ukrainy
Uchodźcy z Ukrainy/Shutterstock
43-letnia Chrystyna z Kijowa w połowie kwietnia wróciła do domu po ponadrocznym pobycie w Wiedniu, gdzie wraz z ośmioletnią córką mieszkała u znajomych. Nasza ucieczka ze stolicy Ukrainy była dramatyczna, ale po raz drugi nie zgodziłabym się na tułaczkę po świecie - przyznała kobieta w rozmowie z PAP.

Tuż po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na nasz kraj (w lutym 2022 roku - PAP) nie zamierzałam nigdzie wyjeżdżać. Po tym, gdy 6 marca ubiegłego roku nieopodal naszego domu spadły dwie rakiety, postanowiliśmy jednak z mężem, że on wraz z 21-letnim wówczas synem pozostaną w Kijowie, a ja wyjadę z córką do Wiednia. Znajomi stamtąd zaoferowali nam swoją pomoc jeszcze w lutym" – relacjonowała Chrystyna.

Uciec z miasta

Kilkakrotne próby wydostania się z oblężonego Kijowa spełzły na niczym, dlatego kobieta postanowiła, że spróbuje dostać się do zachodnich granic kraju samochodem.

"Podróż była okropna, staliśmy w ogromnych korkach. Nie wszędzie dało się dotrzeć, dlatego jechaliśmy objazdami. Szukaliśmy benzyny, noclegów, mijaliśmy zburzone przez rosyjskie wojska budynki. A najgorsze było to, że dwukrotnie trafiliśmy pod ostrzał, po czym nasza córka zaczęła się jąkać" – wspominała Chrystyna, dodając, że z Kijowa do granicy z Rumunią dotarli dopiero czwartego dnia.

Na granicy kobieta pożegnała się z mężem i przy pomocy wolontariuszy przedostała się z córką Alisą do Rumunii, a następnie udała się stamtąd do Wiednia.

Dziecięca trauma

"Podróż trwała tydzień. Spałyśmy z córką na dworcach, u nieznajomych ludzi, w hostelach, hotelach – dosłownie wszędzie. Ludzie w każdym kraju przyjmowali nas bardzo serdecznie, czego im nigdy nie zapomnimy" – powiedziała kobieta, podkreślając, że z trudem wspomina tamte chwile, ponieważ córka po rosyjskich ostrzałach prawie przez cały czas płakała, wymiotowała i bała się odejść od matki.

"Alisa nadal zaczyna się niepokoić, gdy nie widzi mnie przez ponad kwadrans. Bardzo chorobliwie reaguje na język rosyjski. W Wiedniu jest bardzo dużo Rosjan, dlatego stroniłyśmy od atrakcji turystycznych" – opowiadała rozmówczyni PAP.

Jak dodała, jeszcze latem ubiegłego roku zamierzała powrócić do Kijowa, lecz mąż z synem przekonali ją, by tego nie robiła, ponieważ - jak przypuszczali - zima na Ukrainie może być bardzo trudna.

Kobieta przyznała, że rozłąka z rodziną kosztowała ją wiele stresu. "Dlatego, pomimo wszelkich okoliczności, nie zgodziłabym się na taką tułaczkę, gdybym jeszcze raz musiała podjąć decyzję o wyjeździe" - zakończyła Chrystyna.

Z Kijowa Tatiana Artuszewska 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj