Premierzy Polski i Węgier Mateusz Morawiecki i Viktor Orban we wspólnej deklaracji podtrzymali stanowisko ws. budżetu UE na kolejnych siedem lat. "Nasze stanowisko jest niezmienne od początku negocjacji dotyczących propozycji budżetu, przedstawionych w 2018 r." - napisano w oświadczeniu podpisanym w czwartek w Budapeszcie.

W zawierającej sześć punktów deklaracji stwierdzono, że wspólnym celem obu rządów jest "przeciwdziałanie powstaniu mechanizmu, który nie tylko nie wzmocni, ale wręcz podważy zasadę praworządności w Unii poprzez zdegradowanie jej do roli narzędzia politycznego".

"Proponowana warunkowość obchodzi Traktat, stosuje niejasne definicje i niejednoznaczne terminy bez wyraźnych kryteriów, na których mogą opierać się sankcje, i nie zawiera żadnych sensownych gwarancji proceduralnych" - zaznaczono.

"Nasze kraje działały i działają w oparciu o lojalną współpracę i solidarność. Pozostajemy gotowi do pomocy w rozwiązaniu obecnej sytuacji. Podtrzymujemy, iż wymaga to istotnych zmian obecnie proponowanego mechanizmu" - dodano.

Według polskiego i węgierskiego rządu "wynik negocjacji pomiędzy prezydencją Rady i Parlamentem Europejskim nie jest zgodny z porozumieniem osiągniętym przez szefów państw i rządów na lipcowej Radzie Europejskiej".

Reklama

"Poszukujemy rozwiązań, które pozwolą jak najszybciej udostępnić niezbędne środki finansowe wszystkim państwom członkowskim" - czytamy w deklaracji.

Wskazano w niej, że "obecna sytuacja uniemożliwiająca szybkie zakończenie procesu legislacyjnego jest stworzona przez tych, którzy ustanowili związek pomiędzy zasadą praworządności a budżetem UE". "Nasze stanowisko jest jasne od początku negocjacji, począwszy od propozycji Komisji w 2018 r. Wiadomo było, iż związek ten niesie ze sobą ryzyko blokady procesu zatwierdzenia wieloletnich ram finansowych/ nadzwyczajnego unijnego planu na rzecz odbudowy (Next Generation EU)".

"Naszą wspólną propozycją jest ułatwienie szybkiego przyjęcia pakietu finansowego poprzez ustanowienie dwutorowego procesu. Z jednej strony wiązałby się on z ograniczeniem zakresu wszelkiej dalszej warunkowości budżetowej do ochrony interesów finansowych Unii, zgodnie z lipcowymi ustaleniami Rady Europejskiej. Z drugiej strony wymagałby on omówienia, w ramach Rady Europejskiej, kwestii ustanowienia związku pomiędzy zasadą praworządności a interesami finansowymi Unii. W przypadku podjęcia decyzji o ustanowieniu takiego związku należy rozważyć podjęcie odpowiednich procedur przewidzianych przez Traktaty, w tym zwołanie konferencji międzyrządowej, w celu wynegocjowania odpowiednich zmian w Traktatach. Postanowiliśmy ujednolicić nasze stanowiska w tych sprawach. Ani Polska, ani Węgry nie zaakceptują żadnej propozycji, która zostałaby uznana przez drugie państwo jako nie do przyjęcia" - napisano w deklaracji.

Morawiecki: To niezwykle niebezpieczne dla spójności całej Europy

Morawiecki stwierdził, że wieloletni budżet UE przyjęty podczas długiego posiedzenia Rady Europejskiej w lipcu był sukcesem całej Wspólnoty.

"To było w lipcu. Dzisiaj jednak stajemy wobec nowego wyzwania, nowego zupełnie mechanizmu, który przez swoją arbitralność, polityczność stosowania, motywowane politycznie decyzje może doprowadzić i niechybnie by doprowadził do rozczłonkowania Unii Europejskiej, a może nawet do rozpadu Unii - tym mechanizmem jest arbitralnie interpretowane rozporządzenie dotyczące tak zwanej praworządności, a w rzeczywistości rozporządzenie, które ma odnosić się do budżetu, ale pod tym pretekstem odnosi się do innych spraw" - mówił szef polskiego rządu.

"To jest niezwykle niebezpieczne dla spójności całej Europy, to jest złe rozwiązanie, które grozi rozpadem Europy, rozpadem Unii Europejskiej w przyszłości" - dodał.

"Warunkowość, która została zaszyta w tym rozporządzeniu proponowanym dzisiaj, prowadzi Unię Europejską na manowce. My nie chcemy, żeby Unia zboczyła ze swojego kursu. A ten kurs musi polegać na tym, że 27 państw charakteryzuje się 27 różnymi porządkami prawnymi, tradycjami, także wizją przyszłości. Ta różnorodność musi być szanowana, musi być doceniana" - oświadczył premier.

Szef polskiego rządu przywołał tzw. kryzys luksemburski z lat 60. (gdy istniała EWG - PAP). "Prezydent Francji Charles de Gaulle stosował politykę pustego krzesła przez ładne parę miesięcy, ponieważ walczył o własne prawo weta" - powiedział. "Prawo weta jest prawem zaszytym w traktatach" - podkreślał premier Morawiecki.

Jest to prawo, aby "dbać o interesy każdego z państw członkowskich". "Dzisiaj atakowane są Węgry, Polska, Słowenia, jutro może być to Bułgaria, Hiszpania, Włochy, bo komuś coś innego się może nie spodobać" - zaznaczył.

"Nie zawahamy się użyć weta, nie tylko dla dobra Węgier i Polski, ale dla dobra całej Unii Europejskiej" - podkreślił premier.

Szef polskiego rządu powiedział, że "Polska i Węgry działają nie tylko w swoim imieniu, ale także dla dobra całej Unii Europejskiej". Wyraził też przekonanie, że dzięki wspólnej postawie uda się przekonać do "zmiany prób pogwałcenia traktatów, które zostały wczoraj rozpoczęte".

"Dzisiaj nie czas na rozchybotanie naszej europejskiej łódki, tylko na wspólną walkę z COVID-19 i powrót do unii, która jest unią gospodarczą. Unii, która może służyć dobrze dla rozwiązywania problemów gospodarczych w najbliższych dekadach tak, jak przysłużyła się w minionych dziesięcioleciach" - powiedział premier.

Morawiecki zapewnił, że Polska I Węgry będą razem utrzymywać zdecydowane stanowisko dla obrony traktatów, Unii Europejskiej i suwerenności obu krajów.

Orban: Węgry nie przyjmą żadnych propozycji, które byłyby nie do przyjęcia dla Polski

Podpisaliśmy wspólne oświadczenie odnoszące się do negocjacji budżetu UE; Węgry nie przyjmą propozycji nie do przyjęcia dla Polski, razem będziemy walczyć - powiedział w czwartek w Budapeszcie premier Węgier Viktor Orban po spotkaniu z Morawieckim.

Orban powiedział na wspólnej z polskim premierem konferencji prasowej, że rozmawiali m.in. o suwerenności i niezależności Polski i Węgier oraz o tym, jak oba kraje mogą zachować swoje wartości narodowe i utrzymać suwerenność, "dodając swoją siłę do siły Unii Europejskiej".

Poinformował podpisali z Morawieckim wspólne oświadczenie. "Ujednolicimy nasze interesy i argumenty w tej dyskusji i Węgry nie przyjmują żadnych propozycji, które byłyby nie do przyjęcia dla Polski. (...) Będziemy razem walczyć" - oświadczył Orban.

Przypomniał, że podczas lipcowego szczytu UE odbyła się jedna z "najdłuższych i najostrzejszych dyskusji w historii Unii". "Daliśmy sobie i prezydencji niemieckiej szansę na to, by do końca obecnego roku spróbować znaleźć spójność między podejściem różnych państw członkowskich do budżetu UE i różnych regulacji prawnych. (...) Stworzyć takiej spójności nadal się nie udało" - powiedział. Według niego, kwestię środków europejskich chce się obecnie połączyć ze sprawą praworządności "ze strony ideologicznej, a nie faktycznej".

Dyskusja polityczna co do praworządności oraz kwestie ekonomiczne co do zażegnania kryzysu to są sprawy nie dające się połączyć; ci którzy chcą łączyć te sprawy są nieodpowiedzialni - stwierdził w czwartek premier Węgier Viktor Orban.

Premier Węgier oświadczył, że jeśli jakaś unijna decyzja narusza interes Węgrów, to on jest zobowiązany temu przeciwdziałać i tak zamierza zrobić.

Stwierdził, że wśród spraw, które różnią Węgry i część państw unijnych są "kwestia migracji, suwerenności państw i sprawa gender". "Nie mogę pozwolić na takie ryzyko dla Węgier, by musiały przyjąć (w tych sprawach) stanowiska, których Węgrzy nie mogą przyjąć" - oświadczył Orban.

Dodał, że kolejną sprawą, jaką musi poruszyć, jest kwestia pieniędzy, bo ma świadomość, że prasa międzynarodowa uważa różnicę zdań pomiędzy Polską i Węgrami a UE za sprawę pieniędzy. "To jest pomyłka. Czy to prawnik, czy polityk, czy dziennikarz myli się, jeśli uważa, że to jest sprawa finansowa. To jest dyskusja nie do rozwiązania przy pomocy pieniędzy" - powiedział Orban.

Mówił, że pieniądze na walkę ze skutkami epidemii koronawirusa to nie będą po prostu dodatkowe środki, ale będą pochodzić z kredytu branego przez UE i trzeba będzie się liczyć z ryzykiem spłaty tego kredytu także za kraj, który nie będzie w stanie go spłacić. Dodał, że unijny tzw. fundusz odbudowy jest potrzebny w szczególności tym państwom, których zadłużenie budżetu jest powyżej 100 proc. PKB, a w przypadku Węgier - jak zaznaczył - jest to "dużo poniżej" tego poziomu.

"Dyskusja polityczna co do praworządności oraz kwestie ekonomiczne co do zażegnania kryzysu, to są sprawy nie dające się połączyć, ci którzy chcą łączyć te sprawy są nieodpowiedzialni" - powiedział Orban. Dodał, że w czasie kryzysu są potrzebne szybkie decyzje, zatem "połączenie dyskusji politycznej ze sprawami zażegnania kryzysu finansowego, to nie jest odpowiedzialne zachowanie".

Von der Leyen napisała do premiera ws. mechanizmu praworządności

Przewodnicząca Komisji Europejskiej tłumaczy w liście do premiera Morawieckiego, że warunkowość jest powiązana bezpośrednio z należytym zarządzaniem finansami, a nie ogólnymi naruszeniami praworządności. Wyjaśnia, że w rozporządzeniu chodzi tylko o takie naruszenia, które mogą mieć wpływ na zarządzanie funduszami unijnymi i interesy finansowe UE.

Źródło w polskiej dyplomacji potwierdziło PAP, że list taki wpłynął.

"List wyjaśnia, dlaczego uważamy, że propozycja jest zgodna z wnioskami Rady Europejskiej z lipca" - powiedział zastrzegając anonimowość rozmówca PAP. Von der Leyen wskazała też, że w razie zastrzeżeń do mechanizmu warunkowości, decyzje w oparciu o niego można zaskarżyć do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Pismo to jest odpowiedzią na list, jaki premier Morawiecki skierował w połowie miesiąca do przywódców UE w tym szefowej KE. Zaznaczył w nim, że Polska nie może zaakceptować obecnej wersji mechanizmu praworządności. Jak podkreślił prowadzi do prymatu politycznych i arbitralnych kryteriów nad oceną merytoryczną.

Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że w liście który został wysłany w tym tygodniu von der Leyen tłumaczy, że mechanizm warunkowości różni się od procedury z art. 7 unijnego traktatu. Szefowa KE argumentuje, że warunkowość jest powiązana bezpośrednio z należytym zarządzaniem finansami, a nie ogólnymi naruszeniami praworządności. Niemka podkreśla, że w rozporządzeniu chodzi tylko o takie naruszenia, które mogą mieć wpływ na zarządzanie funduszami unijnymi i interesy finansowe UE.

W piśmie powtórzone zostały też wcześniejsze argumenty, o tym, że cała procedura oceny ma być równa i uczciwa. "Rozporządzenie przewiduje, że państwo członkowskie może zwrócić się do przewodniczącego Rady Europejskiej do wniesienia sprawy na szczyt. Decyzje podjęte w ramach tej regulacji są zawsze pod nadzorem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości" - zaznaczył rozmówca PAP.

Źródło w polskiej dyplomacji potwierdziło PAP, że list taki wpłynął, ale nie chciało odnosić się do jego treści.