27 przywódców państw UE uwielbia wychwalać solidarność, która łączy kraje europejskie. Nawet słowa mają tu swoje znaczenie. Słowo „unia” za pośrednictwem języka francuskiego pochodzi od łacińskiego „unus”, co oznacza „jeden”. Z kolei słowo „solidarność” pochodzi od „solidus”, oznaczającego „solidny, cały i niepodzielny”. Tak jak dobre małżeństwo, UE ma być unią solidarności.

Reklama

W rzeczywistości jednak taką unią nie jest, zaś wrogowie Europy o tym wiedzą. Obejmuje to m.in. rosyjskiego prezydenta Władimira Putina oraz autokratów w Chinach i poza nimi. Największym problemem Unii Europejskiej jest niezdolność do postrzegania zagrożeń, odpowiedzialności i poświęceń jako wspólnych.

Energetyczna broń Putina

Obecnie Unię Europejską podgryza Putin – zarówno poprzez prowadzenie fizycznej wojny przeciw Ukrainie, jak i prowadząc wojnę hybrydową przeciw UE. Jego ulubioną bronią jest energia. Putin wykorzystał ostatnie 20 lat na osłabianie Europy, tzn. uzależnianie jej od rosyjskiego gazu oraz innych węglowodorów, poprzez budowę sieci rurociągów do naiwnych państw, takich jak Niemcy. W tym roku, zaraz po inwazji na Ukrainę w lutym, rosyjski przywódca odbezpieczył broń i położył palec na spuście.

Na początku lata Putin zmniejszył przesył gazu przez gazociąg Nord Stream 1 biegnący z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku do 60 proc. jego możliwości. W tym tygodniu rosyjski przywódca przykręcił kurek do 20 proc. możliwości przesyłowych gazociągu. W przyszłości może zakręcić go jeszcze bardziej lub zupełnie wyłączyć. Putin grozi Europejczykom, że będą marznąć w nieogrzewanych domach oraz może zmusić ich do zamknięcia części europejskiego przemysłu.

I tak jak w czasie każdego kryzysu, Unia Europejska zastanawia się, co zrobić z tym bałaganem. Dlatego też kraje najbardziej narażone – w tym przypadku na czele z Niemcami – odwołują się do słynnego już poczucia solidarności.

Propozycja KE ws. oszczędzania gazu

W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska (KE) zaproponowała, że państwa UE zmniejszą wykorzystanie gazu o 15 proc. z obowiązkowymi cięciami, jeśli okaże się to konieczne. Reakcja na tę propozycję była nieunikniona, zrozumiała oraz mało uspokajająca.

Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja oraz kilka innych państw, nie polegają głównie na gazie z Rosji i dlatego ryzyko w ich przypadku nie jest duże. Co więcej, jakiekolwiek oszczędności gazu, które państwa narzucą swoim firmom i konsumentom, nie pomogą Niemcom, ponieważ nie istnieje odpowiednia infrastruktura przesyłowa, pozwalająca na transport zaoszczędzonego surowca z Madrytu czy Malty na przykład do Bawarii czy Berlina. Dlaczego zatem państwa te miałyby się zgodzić na przymusowe racjonowanie surowca?

Poza tym, czy Niemcy nie ponoszą odpowiedzialności za tę sytuację? Wielu Europejczyków przez lata ostrzegało Berlin przed budową dwóch gazociągów Nord Stream oraz przed wygaszaniem istniejących elektrowni atomowych. Zadowolone z siebie Niemcy ignorowały jednak swoich partnerów i wyśmiewały zagrożenie pochodzące z Kremla. Dlatego Niemcy, którzy teraz proszą Hiszpanów o branie krótszego prysznica, wydają się zabawni.

Kryzys strefy euro

I pełni hipokryzji. Dekadę wcześniej – w czasie kryzysu strefy euro – role były odwrócone. Problemy finansowe, które rozpoczęły się w USA, spowodowały wyprzedaż obligacji takich państw strefy euro, jak Grecja, Hiszpania i Portugalia. Pojawiła się nawet groźba wyjścia Grecji ze strefy euro. Ale gdy wówczas kraje te poprosiły Niemcy oraz inne państwa północy o solidarność, to przede wszystkim otrzymywały wykłady i pouczenia na temat swojej rozrzutności i zaciągania zbyt dużych długów.

Kryzys uchodźczy

Unia Europejska nie była skłonna do okazania większej solidarności w latach 2015-2016, gdy ponad milion uchodźców przybyło z Turcji do Grecji, która wciąż leczyła rany po kryzysie strefy euro. Niektóre państwa członkowskie – w tym Niemcy – zaoferowały pomoc, ale już inne, takie jak Polska i Węgry, odmówiły.

Pandemia koronawirusa

Tak samo w 2020 roku, gdy wybuchła pandemia SARS-CoV-2. Instynktownym odruchem państw członkowskich było zamknięcie granic – nawet dla maseczek i sprzętu medycznego – co z osławionego jednolitego rynku uczyniło parodię. Europejczycy byli wtedy niebezpiecznie blisko walki o szczepionki. Ostatecznie Bruksela zdecydowała się na wspólne działania, ale Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej przyznała wówczas, że „dostrzegliśmy przebłysk otchłani” – czyli rozpadu UE.

A gdyby najeźdźcą w 2020 roku była Rosja i jej żołnierze, a nie wirus? Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia UE, państwom frontowym na wschodzie Unii można wybaczyć, że mówienie o „europejskiej armii” uważają za śmieszne. Czy Holendrzy, Włosi i Niemcy wysłaliby swoich synów i córki na śmierć, aby bronić Estończyków, Łotyszy czy Polaków? Odpowiedź brzmi: tak. Ale dlatego, że państwa te należą do NATO i mają wsparcie USA, a nie dlatego, że są w Unii Europejskiej i wykazują się dużą solidarnością.

Wrogowie UE wykorzystują jej słabość

Największe potęgi świata rozumieją tę słabość Unii Europejskiej. Przyjaciele Europy w Waszyngtonie martwią się tym problemem, a jej wrogowie w Moskwie i w Pekinie próbują tę słabość wykorzystać. Aby dodatkowo wzmocnić wewnętrzne konflikty w UE, Turcja i Białoruś próbowały stworzyć nowe kryzysy uchodźcze.

Europejscy przywódcy są tego tak samo świadomi, dlatego chcą deprecjonować tę słabość UE. Weźmy niemieckiego kanclerza Olafa Scholza i jego przemówienie z 19 lipca. Wychwalając europejską jedność, jednocześnie zaprzeczał jej istnieniu. Zdradził się ze swoim przekonaniem, gdy szybko przeszedł do żądań zakończenia praktyki stawiania weta przez poszczególne państwa UE oraz odrzucenia „egoistycznego blokowania europejskich decyzji”. Gdy to mówił, niemiecki kanclerz miał na myśli Węgry, ale inni uważają to samo o Niemczech.

Zgodnie ze swoim zwyczajem, 27 państw UE osiągnęło w tym tygodniu porozumienie ws. oszczędności gazu tak jak zwykle: czyli udając, że wypracowano porozumienie. Zużycie gazu będzie zmniejszone – gdzieś, w jakiś sposób – ale tak wiele krajów posiada klauzule opt-out, luki i wyjątki, że potrzeba szkła powiększającego, aby dostrzec w tym solidarność. Dla Putina spotkanie państw UE w Brukseli w tym tygodniu nie było niczym, co mogłoby go zdenerwować.

Autor: Andreas Kluth