Jak pani patrzy na kolejną odsłonę zamieszania z Brukselą? Czy prezydencka ustawa o Sądzie Najwyższym nie okazała się błędem?
Absolutnie nie. Prezentując projekt, prezydent wskazał, że to narzędzie dla rządu do załatwienia sporu z Brukselą. Był jeszcze drugi istotny element, czyli przywrócenie możliwości prowadzenia postępowań dyscyplinarnych i utworzenie Izby Odpowiedzialności Zawodowej.
Reklama
Ustawa miała odblokować środki z Krajowego Planu Odbudowy. Wciąż ich nie ma, a Komisja Europejska twierdzi, że ustawa nie wypełnia warunków porozumienia. Ustawa wprowadza też test bezstronności sędziego, ale są pierwsze przykłady postępowań sądowych, gdzie się go nie stosuje, lecz sięga po przepisy ogólne, kodeksowe.
Nie oceniamy tego w takich kategoriach. Nowy test bezstronności i niezawisłości nie miał zastąpić instytucji kodeksowych, a stanowić ich uzupełnienie. Test od instrumentów kodeksowych różnią chociażby przesłanki stosowania. To od strony postępowania zależy, z którego chce skorzystać. To rozszerzenie praw obywateli. Wokół KPO wciąż trwają rozmowy między KE i administracją rządową. Ale widać, choćby po wywiadzie przewodniczącej Komisji Ursuli von der Leyen dla DGP, że cały czas pojawiają się nowe, zupełnie zaskakujące postulaty ze strony KE. Do porozumienia potrzebna jest dobra wola obu stron.
A jaki jest ten nowy postulat KE?
To kwestia możliwości bezkarnego kwestionowania statusu sędziów przez innych sędziów. Z tego, co wiem, taki postulat w negocjacjach KPO do tej pory nie występował.
„Z naszej wstępnej oceny wynika, że nowa ustawa nie gwarantuje sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej” – to słowa Ursuli von der Leyen ze wspomnianego wywiadu dla DGP.
To jest zupełnie nowy postulat, na który absolutnie prezydent nie wyraża zgody i nigdy nie wyrazi, bo jest to żądanie wprost sprzeczne z konstytucją, która gwarantuje sędziom nieusuwalność.
Czyli KE posuwa się zbyt daleko?
Przekracza czerwoną linię. Dyskusja o statusie sędziego sprowadza się do tego, czy ktoś sędzią jest, czy nie jest. A o tym decyduje prezydent, wykonując swoje prerogatywy na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa i wręczając nominacje sędziowskie. I to zamyka sprawę. Opuszczenie stanu sędziowskiego jest możliwe tylko w przypadkach określonych prawem. Komisja wychodzi teraz nawet poza orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE.
W jakim sensie?
Po pierwsze było postępowanie przed TSUE dotyczące pytania prejudycjalnego zadanego przez sędziego Kamila Zaradkiewicza. W toku podnoszone były wątpliwości, czy jest on sędzią w rozumieniu krajowym i europejskim. TSUE przyjął to pytanie prejudycjalne do rozpatrzenia, w żadnym miejscu nie zakwestionował statusu sędziego Zaradkiewicza. Po drugie było również pytanie zadane przez Izbę Pracy Sądu Najwyższego, w którym próbowano finezyjnie oddzielić status sędziowski od stosunku służbowego sędziego. Trybunał, odpowiadając na to pytanie, wskazał jasno, że jest to niemożliwe. Oczywiście wywiad przewodniczącej von der Leyen to jeszcze nie jest oficjalne stanowisko Komisji, niemniej jest bardzo niepokojący, bo stawia sprawę w kontrze do konstytucji i orzecznictwa – krajowego i TSUE.