Główny problem polityki zagranicznej UE? Eksperci: Uzależnienie od polityki handlowej Niemiec

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
21 września 2022, 09:56
Podstawowym problemem europejskiej polityki zagranicznej jest to, że w przeszłości była ona funkcją przede wszystkim niemieckiej polityki handlowej - ocenia w analizie opublikowanej w środę brukselski think-tank Eurointelligence. Komentuje w ten sposób żądania Berlina zniesienia jednomyślności w głosowaniach w Radzie UE.

Pod koniec sierpnia w przemówieniu wygłoszonym na Uniwersytecie Karola w Pradze kanclerz Niemiec Olaf Scholz zaproponował zlikwidowanie jednomyślności w głosowaniach dotyczących polityki zagranicznej w Radzie UE. "Z niemieckiego punktu widzenia problemem UE nie są brudne interesy Niemiec z Rosją i Chinami, ale fakt, że małe kraje mogą zawetować decyzje dotyczące polityki zagranicznej" - zwraca uwagę wywiadownia gospodarcza.

"Nadzieje (Niemiec) na odejście od zasady jednomyślności w głosowaniach nad polityką zagraniczną zostały rozwiane we wtorek na posiedzeniu Rady ds. Ogólnych. Czeska prezydencja w Radzie dyskretnie wysondowała stanowiska krajów i otrzymała jasną odpowiedź, że wiele z nich nie chce rezygnować z prawa weta, ponieważ potrzebują go, aby bronić się przed Niemcami. +Nie+ Węgier było do przewidzenia. Ale Irlandia również powiedziała nie, ponieważ - jej zdaniem - jest to niemądre odwracanie uwagi od pilniejszych działań, które są teraz niezbędne. Austria też jest na nie. (...) Tylko pięć krajów w pełni poparło inicjatywę Scholza: Francja, Włochy, Holandia, Dania i Szwecja" - relacjonuje Eurointelligence.

"Nie jest to zaskoczenie. Podstawowym problemem europejskiej polityki zagranicznej jest to, że w przeszłości kierowała się ona przede wszystkim niemiecką polityką handlową. To, co Scholz powinien był zrobić, zamiast stawiać żądania innym, to ogłosić odejście w niemieckiej polityce zagranicznej od modelu neomerkantylistycznego. A potem szukać sojuszników dla nowego kierunku. Nie chodzi o to, co UE może zrobić dla Niemiec, ale o to, co Niemcy mogą zrobić dla UE" - sugeruje think-tank.

Jego zdaniem, nie stało się tak ze względu na sposób, w jaki Niemcy definiują debatę.

"W tej debacie problemem z Nord Stream 2 nie jest sam rurociąg ani zależność, którą stworzył. Problem sprowadzany jest do winy Władimira Putina. Któż mógł przewidzieć, że zaatakuje on inny kraj?" - ironizuje Eurointelligence.

Zwraca też uwagę, że kolejną debatą, która nigdy nie odbyła się w Niemczech, a dotyczy wpływu dużej i trwałej nadwyżki na rachunku obrotów bieżących na politykę zagraniczną.

"Nie można być jednocześnie neomerkantylistą i obrońcą praw człowieka. Utrzymywanie się takich nadwyżek wymaga brudnych układów z dyktatorami w innych krajach. Tematem dyskusji, której Niemcy i UE potrzebują, powinien być interes europejskiej polityki zagranicznej. Czy naszą naczelną zasadą jest poszanowanie demokracji i praw człowieka? Czy ma zapobiegać nierównowadze geopolitycznej? A może nadal utożsamiamy nasze interesy z interesami BASF i VW? W Europie nie ma konsensusu w tej sprawie. Nie zaczynajmy więc od głosowania kwalifikowaną większością" - konkluduje think-tank.

Z Brukseli Artur Ciechanowicz (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj