Jedynym rozwiązaniem, które daje szanse na przetrwanie rodzimego rolnictwa, jest – oprócz ograniczenia importu żywności spoza Unii – konsolidacja produkcji i „zmuszenie” zagranicznych agroholdingów do kupowania u polskiego rolnika.
W debacie o protestach rolników często umyka nam szerszy kontekst unijny. Ich prawdziwą przyczyną są z jednej strony spadające ceny skupu produktów rolnych (i to globalnie, a nie tylko w Polsce), z drugiej – szybujące koszty produkcji, spowodowane wzrostem cen środków produkcji (np. nawozów), podwyżkami stóp procentowych (które wywindowały koszty kredytów), a także nowymi regulacjami na poziomie wspólnotowym, choćby przepisami Europejskiego Zielonego Ładu. Co z tego, że rolnicy nadal mogą liczyć na unijne dopłaty, skoro ceny sprzedaży coraz częściej nie są w stanie pokryć poniesionych przez nich nakładów, a w rezultacie rachunek zamyka się ze stratą. Już choćby to pokazuje, że zboże czy cukier z Ukrainy nie są źródłem całego zła.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Marcin Kędzierski
publicysta, doktor nauk ekonomicznych, adiunkt w Katedrze Stosunków Międzynarodowych UEK, członek Polskiej Sieci Ekonomii i ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, Fot. Wojtek Górski
Zobacz
||
