Z badań przeprowadzonych przez Quinnipiac University w pierwszej połowie lipca wynika, że w takich kwestiach jak ochrona zdrowia, radzenie sobie z kryzysem, nierówności rasowe, czy koronawirus, przewaga Bidena nad Trumpem jest miażdżąca. Jedynie polityka gospodarcza prowadzona przez obecnego prezydenta USA odpowiada blisko połowie ankietowanych, pisze Noah Smith w opinii dla Bloomberg.com

Rozwój ekonomiczny, jaki rozpoczął się w 2009 roku był wyjątkowy, zupełnie nieporównywalny do boomu z lat 60. i 90. XX wieku. Analizując poprzednią dekadę należy wziąć pod uwagę nie tylko długość okresu prosperity, ale i poprzedni kryzys z roku 2008. Jego skutki jeszcze przez wiele lat po wygaśnięciu odczuwała amerykańska gospodarka. Dlatego patrząc na wzrost realnego produktu krajowego brutto na mieszkańca można zauważyć, że ożywienie gospodarcze mimo, że wolniejsze niż w innych okresach, było jednak odczuwalne dla większości Amerykanów.

Końcówka najdłuższego w powojennej historii Stanów Zjednoczonych czasu nieprzerwanego rozwoju gospodarczego zakończonego marcowym wybuchem pandemii koronawirusa przypadła na prezydenturę Trumpa, który poza „byciem prezydentem” tak naprawdę nie zrobił nic więcej. Jeśli już, to prowadzona przez niego polityka gospodarcza prawdopodobnie przyniosła więcej szkody niż pożytku.

Pozorny boom gospodarczy czasów Trumpa

Reklama

Jedyną grupą społeczną, jaka odczuła poprawę swojej sytuacji ekonomicznej w ciągu ostatnich pięciu latach, byli najgorzej wynagradzani pracownicy. Wprawdzie przeciętna płaca dla osoby zatrudnionej na pełnym etacie zaczęła już rosnąć podczas drugiej kadencji prezydenta Baracka Obamy, ale trend ten był dalej kontynuowany za czasów Trumpa, zauważa Noah Smith. Na początku 2020 roku średnie tygodniowe wynagrodzenie dla pracowników powyżej 16-go roku życia wynosiło ponad 360 USD ( źródło: Federal Reserve Bank of St. Louis).

Prawdopodobnie nieprzerwany wzrost płac był związany z długością trwania boomu gospodarczego, a nie z tym, co zrobił Trump. Pracownicy o niskich zarobkach i kiepskim wykształceniu są zazwyczaj pierwszymi, którzy są zwalniani w czasie recesji i ostatnimi, którzy są zatrudniani, gdy gospodarka ożywa. To oznacza, że ​​ich dochody rosną zwykle dopiero pod koniec długich okresów rozwoju gospodarczego.

Ale czy Trumpowi należy przypisać sukcesy związane z kontynuowaniem wzrostu ekonomicznego kraju? Jego zagorzali zwolennicy będą wskazywać na wojnę handlową z Chnami jako czynnik, który miał zwiększyć liczbę miejsc pracy w amerykańskim przemyśle wytwórczym. Prawda jest jednak taka, że nikt nie zdecydował się na masowe przenoszenie ​​produkcji z Azji do USA, a sam trend tworzenia nowych miejsc pracy w fabrykach okazał się wyjątkowo słaby.

USA kontra Chiny, czyli pyrrusowa wojna handlowa

Natomiast cła nałożone przez administrację Trumpa prawie na pewno utrudniły życie amerykańskim producentom, gdyż podniosły ceny importowanych komponentów. Na przykład taryfy na wyroby stalowe znacząco przełożyły się na wzrost kosztów produkcji amerykańskich samochodów. Co więcej, te taryfy szkodzą również konsumpcji: liczne badania ekonomiczne wykazały bowiem, że prawie cały koszt podatków importowych nałożonych przez Trumpa został przerzucony na konsumentów w Stanach Zjednoczonych.

A co z obniżkami podatków wprowadzonymi przez Trumpa? Ich wpływ jest trudniejszy do oszacowania. Obniżki podatków od osób prawnych miały napędzić wzrost gospodarczy poprzez stymulowanie inwestycji. Jeśli jednak firmy nie zdecydują się, by więcej inwestować, żadne działanie polityczne prawdopodobnie nie będzie miało większego wpływu na gospodarkę. Analiza przygotowana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i badania przeprowadzone przez Congressional Research Service w 2019 roku wykazały, że wzrost amerykańskich inwestycji ledwie przyspieszył w odpowiedzi na reformy Trumpa z 2017 roku. Dlatego długotrwałe skutki ich zastosowania będą trudne do wskazania, a wydłużenie okresu nieprzerwanego rozwoju gospodarczego prawdopodobnie nie było związana z obniżkami podatków.

Sukcesy poprzedników przypisujemy następcom

Jeśli więc wojna handlowa Trumpa zaszkodziła nieco gospodarce, a obniżki podatków nie przyniosły natychmiastowego efektu, w jaki sposób Trumpowi udało się za utrzymać wzrost gospodarczy? Biznesmeni o bardziej republikańskich poglądach poczuli się bardziej bezpieczni mając republikanina w Białym Domu, prawdopodobnie mieli większą skłonność do inwestowania, jak to było w pierwszych dwóch latach prezydentury Trumpa. Wydatki inwestycyjne zaczęły spadać dopiero pod koniec 2018 roku.

Ale nawet jeśli Trump wywołał krótkotrwały wzrost optymizmu gospodarczego w 2017 i 2018 roku, nie jest to rzecz, którą można powtórzyć. Wojna handlowa Trumpa znacząco obniżyła zaufanie przedsiębiorców. Obecna katastrofalna odpowiedź Trumpa na pandemię koronawirusa jest zapowiedzią ochłodzenia amerykańskiej gospodarki w nadchodzących latach, pisze Noah Smith.

Mimo to Trump nadal cieszy się sporym uznaniem wśród Amerykanów. Jedynym wytłumaczeniem tej sytuacji może być fakt, że aktualny prezydent USA odziedziczył ożywienie gospodarcze po swoim poprzedniku. Trwało ono tak długo, ponieważ gospodarka wyszła z poważnego kryzysu jakiego doświadczyła w 2008 roku, a Trump poprzez złą politykę handlową jedynie delikatnie zaszkodził temu ożywieniu. Sektor prywatny, wspomagany przez niskie stopy procentowe Rezerwy Federalnej, nadal sam się „uzdrawiał”. A to, że wielu Amerykanów wciąż dobrze ocenia politykę gospodarczą Trumpa jest niefortunnym wynikiem ludzkiej skłonności do przypisywania następcom zbyt dużego uznania za działania ich poprzedników, uważa Noah Smith.