Czy to już koniec podatku Morawieckiego? Mniej zamożni mają na tym skorzystać, jednak jak zawsze, najważniejsze są szczegóły

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 lipca 2025, 12:54
[aktualizacja 1 lipca 2025, 12:54]
pasy bezpieczeństwa, samochód, fotelik
Czy to już koniec podatku Morawieckiego? Mniej zamożni mają na tym skorzystać, jednak jak zawsze, najważniejsze są szczegóły/Shutterstock
Nowego podatku nie będzie. Po prostu zapłacimy więcej w ramach tego, który już obowiązuje. Takie stwierdzenie to oczywiście pewne uproszczenie, jednak nie da się ukryć, że o końcu podatku Morawieckiego nie ma co marzyć, a Polska musi wywiązać się z podjętych zobowiązań.

Czy mniej zamożni zapłacą za błędy ogółu?

W ostatnich dniach tzw. podatek Morawieckiego jest na ustach wielu osób. O co dokładnie chodzi? To nie jest taki podatek, jak VAT czy PIT. Nie ma też nic wspólnego z podatkami lokalnymi takimi, jak na przykład podatek od środków transportowych, mimo że dotyczy on samochodów. Ten podatek to w istocie opłata, którą miałyby uiszczać podczas pierwszej rejestracji pojazdu w Polsce osoby kupujące starsze, używane samochody, a więc w praktyce mniej zamożni obywatele. Polska zobowiązała się do jej wprowadzenia jeszcze przed końcem 2024 roku, podczas ustaleń dotyczących KPO. Co było celem? Chodziło o to, by powstrzymać masowy napływ do Polski starych samochodów, które emitują duże ilości zanieczyszczeń. W praktyce więc miał zostać wdrożony mechanizm, który czyniłby ich nabywanie mniej opłacalnym, co uderzyłoby w osoby o niższych dochodach i przerzuciłoby na nie koszty finansowe walki ze zmianami klimatu.

Czy to koniec podatku Morawieckiego, czy tylko pozory?

Jak się okazuje, obecny rząd postanowił jednak wrócić do rozmów na ten temat z Komisją Europejską. Jednak czy to oznacza, że Polska może wycofać się z podjętego zobowiązania wprowadzenia przedmiotowych opłat? Niestety nie. Słowa o odejściu od podatku Morawieckiego należy rozumieć inaczej. W odpowiedzi na interpelację poselską resort finansów wskazał, że w ramach KPO Polska zobowiązała się do wdrożenia dwóch reform opartych na zasadzie „zanieczyszczający płaci”. Pierwsza z nich to kamień milowy E3G. Dotyczy ona wprowadzenia opłaty rejestracyjnej od pojazdów emitujących zanieczyszczenia. Druga to z kolei kamień milowy E4G, który przewiduje wprowadzenie opłaty środowiskowej dla pojazdów emitujących zanieczyszczenia. I to w tym drugim przypadku kryje się tak zwany haczyk. Ministerstwo Finansów nie planuje bowiem wprowadzenia nowego obciążenia podatkowego dla właścicieli pojazdów spalinowych, natomiast postanowiło, że kamień milowy E3G będzie zrealizowany w drodze modyfikacji zasad obciążenia podatkiem akcyzowym. Celem planowanych zmian nie jest więc odejście od poboru opłaty, a jedynie zróżnicowanie jej w taki sposób, by osoby nabywające małe pojazdy płaciły mniej, a te nabywające duże, odpowiednio więcej. Wysokość opłat ma być również uzależniona od ilości zanieczyszczeń generowanych przez pojazd i ma realizować zasadę „zanieczyszczający płaci więcej”. Podsumowując, nie ma mowy o tym, że nie trzeba będzie płacić. Opłata będzie po prostu pobierana w innej formie, inną drogą – poprzez wprowadzenie zmian w istniejących już przepisach dotyczących podatku akcyzowego. Co istotne, tak obliczany podatek będzie dotyczył zarówno nowych, jak i używanych pojazdów rejestrowanych w Polsce po raz pierwszy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj