To był ostatni z krańców Europy, na który dotarliśmy samochodem elektrycznym. O ile wcześniejsze, były rzeczywiście najdalej na północ, zachód i południe wysuniętymi drogami kontynentalnej Europy, o tyle wschodni kraniec wybraliśmy symbolicznie. Zamiast gór Ural dotarliśmy nad Cieśninę Bosfor. Nie chcieliśmy bowiem zostawiać w Rosji choćby kopiejki, ani za ropę, ani za prąd.

W drodze z Warszawy do Stambułu i powrotnej wokół Bałkanów, liczącej łącznie 5,2 tys. km, przetestowaliśmy infrastrukturę ładowania elektryków i porównaliśmy ceny na ładowarkach w łącznie 13 państwach. Poza Polską były to Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Turcja, Grecja, Albania, Czarnogóra, Chorwacja, Słowenia, Austria i Czechy.

Reklama

Łatwiej dziś na biednym południu, niż w 2018 na bogatej Północy

Pierwszą, pozytywną, refleksją, jaka się nam nasuwa po powrocie jest to, że dziś w najbiedniejszych krajach Europy (Albanii, Czarnogórze) jest już dużo łatwiej o stacje ładowania aut elektrycznych niż cztery lata temu na północy najbogatszego państwa kontynentu i lidera rozwoju elektromobilności – Norwegii. Nissanem Leafem na Nordkapp dojechaliśmy właściwie cudem, bardzo oszczędzając energię. W tym roku na Bałkanach nie musieliśmy już nigdzie oszczędzać, bo nie był żadnego problemu ze znalezieniem stacji ładowania po drodze.

Polskę wyprzedziły biedniejsze państwa Europy

Drugą, smutną, refleksją jest to, że Polska zostaje na szarym końcu rozwoju stacji ładowania w Unii Europejskiej. Pod względem liczby ładowarek, ich mocy, a także dostępności kilku punktów ładowania w jednym miejscu (tzw. hubów) wyprzedziły nas już nie tylko bogatsze państwa regionu − Austria, Słowenia, czy Słowacja, ale też biedniejsze od nas Chorwacja, Bułgaria i Rumunia. Dziś wyprzedzamy jeszcze biedniejsze kraje spoza Unii: Turcję, Albanię czy Czarnogórę, bo w tych ostatnich niemal w ogóle nie ma dziś jeszcze szybkich ładowarek. Jest już za to sporo punktów ładowania o mniejszej mocy (11-22 kW AC).

Jedna karta na większość Europy

Trzecią refleksją, tym razem mieszaną, jest fakt, że podróże po Europie stają się znacznie łatwiejsze nie tylko ze względu na rozwój liczby stacji ładowania, ale też dzięki współpracy operatorów stacji ładowania w formie roamingu. Zmorą pierwszych eRajdów – na północ i zachód Europy – była konieczność instalowania w każdym kraju jednej, dwóch, a nawet trzech różnych aplikacji do ładowania auta na prąd.

Jaki jest obecnie najłatwiejszy sposób ładowania auta za granicą? Czy ładowanie auta podrożało? Jak wygląda dofinansowanie aut elektrycznych w Polsce? Czy Polacy chętnie kupują elektryki? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl