Neurobiolodzy przekonują nas, że kłamstwo jest zachowaniem (niekoniecznie językowym), którym ludzie chcą osiągnąć pożądany skutek. Kłamstwem są zachowania, dzięki którym zyskujemy korzyści kosztem innych członków naszej społeczności. Zwolennikiem takiego ujęcia kłamstwa jest między innymi ewolucjonista Richard Dawkins. Opisał je w książce „Samolubny gen”.

Zjawisko kłamstwa łączy się z hipotezą makiawelicznej inteligencji (MIH). Zakłada ona związek pomiędzy ewolucją inteligencji, a ewolucją społeczną. Zwolennicy tej hipotezy (między innymi badacze tacy jak Nicolas Humphrey czy Frans de Waal) twierdzą, że stosunki społeczne naczelnych charakteryzują się manipulacją i oszustwem. Im dany osobnik jest lepszy w kłamaniu i demaskowaniu nieuczciwych zachowań, tym jego szanse na odniesienie sukcesu w ewolucyjnym „wyścigu zbrojeń” są większe. Nie wyklucza to możliwości współpracy i wchodzenia ludzi w sojusze. Jednak jako posiadacze wyjątkowej inteligencji rozwinęliśmy też niebywałe umiejętności manipulowania i kłamania.

Badacze przetestowali zdolność do skutecznego kłamania makiawelistów za pomocą eksperymentu wykorzystującego „dylemat więźnia” (szczegóły w podlinkowanym artykule). Kłamstwa osób o takim typie osobowości były o wiele wiarygodniejsze i trudniejsze do wykrycia, niż kłamstwa osób manipulujących znacznie rzadziej.

Ludzie dzielą kłamstwa na kategorie. Svenn Lindskold i Pamela S. Walterem przeprowadzili badanie, które dobitnie to potwierdziło. Poddali mu ponad 300 osób w różnym wieku. Okazało się, że kłamstwa można uporządkować według stopnia ich akceptacji przez respondentów. Najbardziej tolerowane są kłamstwa, które chronią innych przed urazem, zakłopotaniem oraz uczuciem wstydu (średnia 9,09 na skali 1-11; gdzie 1 to najbardziej nieakceptowalne, a 11 najbardziej akceptowalne kłamstwa). Dalej znalazły się kłamstwa, które nikogo nie krzywdzą, a chronią kłamiących przed karą spowodowaną niewielkimi przewinieniami (średnia 7,22) oraz kłamstwa wpływające na osoby zajmujące ważne stanowiska, które przynoszą korzyści kłamcy, ale nikogo nie krzywdzą (6,64). Na samym końcu znalazły się kłamstwa krzywdzące innych, a przynoszące korzyść kłamcy (1,91). Akceptujemy więc kłamstwa altruistyczne, tolerujemy te, które wynikają z indywidualizmu, natomiast potępimy te, które wynikają z egoizmu.

Kłamstwo towarzyszy nam każdego dnia. W książce „Psychologia kłamstwa” Tomasz Witkowski przywołuje badania przeprowadzone w 1975 roku przez Richarda Edgleya, Eugene'a Turnera oraz Murreya Olmsteda. Wykazały one, że aż 61,5 proc. naszych naturalnych rozmów ma kłamliwy charakter. Inne badania autorstwa Dale’a Hample’a dowodzą, że w ciągu tygodnia ludzie kłamią średnio 13 razy. Jakie to najczęściej kłamstwa? Witkowski pisze, że ponad 80 proc. wszystkich to świadome rozmijanie się z prawdą. Pozostałe przypadki to tzw. deformowanie prawdy, czyli różnego rodzaju przemilczenia, przesada, półprawdy czy zachowania maskujące. Kłamiemy zazwyczaj po to, by uniknąć konfliktu, zachowywać się zgodnie z konwencjami grzecznościowymi oraz chronić własny wizerunek. Znacznie rzadsze jest kłamanie w celu zmanipulowania kogoś lub wymuszenia na nim pożądanej reakcji.

Psychologiczny portret kłamcy

Jakie są charakterystyczne cechy kłamcy? Zajmujący się tym zagadnieniem Paul Ekman uważa, że istnieją tzw. naturalni kłamcy. Są to osoby, które już w dzieciństwie nabywają przekonania, że potrafią wprowadzić w błąd otaczające je osoby. Nie odczuwają przy tym żadnego strachu. „Naturalni” mają elastyczny i kombinatoryczny sposób myślenia. Ekman podkreśla także ich indywidualizm.

Niektóre czynniki mają ogromny wpływ na skuteczność kłamania. To przede wszystkim inteligencja. Witkowski zauważa, że kłamca jest zazwyczaj intelektualnie sprawny oraz posiada bardzo dobrą pamięć, tak by „nie gubił się w zeznaniach”. Potwierdzają to badania – częściej kłamią osoby z wyższym wykształceniem. Ludzi można generalnie podzielić zdaniem badacza na dwa typy osobowości: idealistów i pragmatyków (to bardzo uproszczony model). Ci drudzy praktycznie podchodzą do każdej społecznej sytuacji oraz znacznie umiejętniej kontrolują emocje i reakcje. Mają też mniej oporów natury moralnej. Są też lepszymi kłamcami. Ostatnią typową cechą kłamcy jest psychopatia. Psychopaci są pozbawieni empatii oraz lekceważą normy społeczne. Nie oznacza to oczywiście, że każda kłamiąca osoba jest inteligentnym psychopatą. Statystycznie jednak znacznie częściej kłamią osoby, które posiadają wyżej wymienione cechy.

Osobami, które kłamią częściej i łatwiej im to przychodzi są na pewno ekstrawertycy – twierdzi psycholog, specjalistka w zakresie psychologii kłamstwa Natalia Hofman. - Osoby towarzyskie, lubiane i lubiące przewodzić grupie często, ze względu na chęć utrzymania swojego wysokiego statusu na tle grupy, kłamią: żeby utrzymać dobre relacje oraz nie okazywać słabości. Zwykle tacy kandydaci mówią dużo i bardzo barwnie, a w ich wypowiedziach należy szukać kłamstwa – dodaje. Innym typem osobowości skłonnej do kłamstwa jest manipulator. Hofman podkreśla, że w trakcie zadań wymagających poświęcenia dla innych może się okazać, że takie osoby potrafią działać jedynie w pojedynkę, a wobec innych są nieufne i podejrzliwe.

Autorzy kontrowersyjnej książki „Płeć mózgu” Anne Moir oraz Davida Jessela twierdzą, że kobiety kłamią z większą częstotliwością. Przekonują, że to przedstawicielki płci pięknej częściej są patologicznymi kłamczyniami. Kobiety i mężczyźni różnią się też pod względem rodzaju popełnianych kłamstw. Charakterystyczne dla pierwszej z grup jest fałszywe pomniejszanie własnej wartości w towarzystwie przedstawicieli płci przeciwnej. Uzasadnia się to najczęściej tym, że kobiety dzięki temu lepiej radzą sobie w społecznym systemie skonstruowanym przez mężczyzn.

Duże znaczenie w interesującym nas obszarze ma kontekst kulturowo-geograficzny. Największymi kłamcami są, jak się pewnie domyślacie, ludzie żyjący w krajach zachodnich. Kłamstwo łączy się nierozerwalnie z inteligencją i jest korzystne w społecznych relacjach.

>>> Multitasking, przemęczenie i paraliżujący stres. To codzienna rzeczywistość pracowników zawodów „kreatywnych”. Jak sobie z tym radzić? Czytaj tutaj >>>

Jak z kłamstwem radzą sobie firmy

Chociaż kłamiemy bardzo często, nasza skuteczność wykrywania kłamstwa jest niewielka i polega najczęściej na zgadywaniu. Zdecydowanie ponadprzeciętną zdolnością do wykrywania kłamstw charakteryzują się… pracownicy służb specjalnych.

Przeprowadzono badania, w których określali oni wraz z przedstawicielami innych zawodów (sędziami, psychiatrami czy studentami), czy oglądana przez nich na nagraniu kobieta mówi prawdę, czy kłamie. Znaczny odsetek „tajniaków” rozpoznał kłamstwo w aż 70-80 proc. przypadków.

Jednym z najnowszych sposobów firm na radzenie sobie z kłamstwem jest wykorzystywanie wiedzy na temat technik rozpoznawania kłamstwa. Jak zauważa Natalia Hofman, rekruterzy posiadają wiedzę za zakresu prowadzenia naboru, konstruowania ogłoszeń oraz psychologii osobowości, ale słabo radzą sobie z identyfikowaniem kłamstwa. - Proces rekrutacyjny to specyficzna sytuacja, w której kłamstwo jest czymś oczywistym i nawet mając wiedzę z zakresu psychologii, ale nie znając technik rozpoznawania kłamstwa, możemy ulec złudzeniu pierwszego wrażenia i np. efektowi aureoli – mówi Hofman.

Psychologia kłamstwa to narzędzie nieznane większości firm. Nie znaczy to jednak, że nie ma na niego zapotrzebowania, bowiem rotacje, szczególnie w dużych i średnich firmach, są ogromne – ludzie zmieniają pracę średnio co 3-6 miesięcy.

Firmy interesują się wykrywaniem fałszywych zachowań pracowników tylko wtedy, gdy przekładają się one na wyniki i efektywność pracy. Do ich oceny najczęściej wykorzystuje się monitoring i odsłuchiwanie rozmów zatrudnionych (stosowane zazwyczaj w call center). Hofman zauważa, że przedsiębiorstwa monitorują zazwyczaj na stanowiskach pracy oraz w miejscach pozwalających śledzić proces komunikacji. - Kamery nie tylko śledzą, czy pracownik poświęca czas na właściwe zadania, ale często mogą także zapobiegać działaniom lobbingowym albo stanowić dowód w sprawie – twierdzi Hofman.

Popularny w ostatnich latach etap rekrutacji assessment center pozwala wychwycić sprzeczności w zachowaniu kandydata – między innymi niezgodność w jego werbalnym i niewerbalnym zachowaniu.

Firmy stosują także testy osobowości oraz tzw. jawne testy uczciwości. Te drugie mają formę bezpośrednich pytań o postawy kandydata wobec różnego rodzaju nieetycznych zachowań (np. agresji i niecierpliwości wobec klientów albo stosunku do własności firmy). Popularnym testem osobowości jest Kwestionariusz Osobowości Eysencka. Uzyskiwane w nim wyniki otrzymujemy na 6 skalach: ekstrawersji-introwersji, neurotyzmu (stopnia stabilności emocjonalnej), psychotyzmu, skali kłamstwa (przedstawiania siebie w korzystnym świetle), skłonności do uzależnień oraz dokonywania przestępstw.

Naukowcy podejmują ciekawe próby znalezienia skutecznych metod walki z oszustami. Badania w tym zakresie toczą się dwutorowo: jednym tropem podążają badacze, którzy szukają chemicznych środków wywołujących „prawdomówność”, drugi z kolei opiera się na fizjologicznych wskaźnikach mówienia nieprawdy. Do substancji psychoaktywnych zwiększających szanse na uzyskanie prawdziwych odpowiedzi należy między innymi potentat sodu (nazywany potocznie serum prawdy). Jest to substancja wywołująca stan zamroczenia, który zwiększa szanse na uzyskanie od przepytywanej osoby utajnianych przez nie informacji. Inną substancją tego typu jest LSD. Obecnie stosowanie serum prawdy jest zabronione przez prawo międzynarodowe i traktowane jako forma tortur.

Ile to kosztuje?

Firmy, które zatrudniają niewłaściwe osoby ponoszą duże straty. Z kilku powodów. Jak wylicza Hofman, ważne są tutaj 3 aspekty. Nieudolna rekrutacja to po pierwsze strata czasu ˗ tworzenie ogłoszenia, rozmowy wstępne, rozmowy właściwe, testy psychometryczne, assessment center, wynajęcie firmy headhunterskiej itp. Po drugie, strata czasu i kosztów potrzebnych na wyszkolenie i wdrożenie nowego pracownika. To w końcu straty tzw. know how. - Szkolenia specjalistyczne trwają na wielu stanowiskach pracy wiele miesięcy oraz kosztują nawet kilkanaście tysięcy złotych – mówi Hofman. Dawanie nieodpowiednim osobom dostępu do wrażliwych biznesowych informacji może narazić firmę na utratę klientów. - Oczywiście są w umowach zapisy o poufności, ale zawsze istnieje ryzyko, że mamy na pokładzie osobę, której celem jest pozyskanie wiedzy na temat naszej firmy i nawet najlepiej skonstruowana umowa nie zapobiegnie wydobyciu cennych danych – podsumowuje Hofman. 

>>> Polecamy: Millenialsi – pokolenie narcyzów. Jak ich zaburzenia osobowości wpływają na rynek pracy?