Zginęły co najmniej dwie osoby - nastolatek zabity w stolicy kraju Caracas i kobieta zastrzelona w San Cristobal, mieście położonym w pobliżu granicy z Kolumbią. W ten sposób liczba śmiertelnych ofiar protestów w ostatnich dniach wzrosła do siedmiu.

Zwolennicy obecnego prezydenta zebrali się na wiecu w Caracas.

Prezydent Maduro oskarżył opozycję o atakowanie policjantów i rabowanie sklepów. Poinformował, że zatrzymano ponad 30 osób.

W środę wenezuelska filia koncernu samochodowego General Motors poinformowała o wstrzymaniu działalności, po tym jak władze nieoczekiwanie przejęły jedną z jej fabryk uniemożliwiając produkcję. Skonfiskowano też mienie zakładów, w tym samochody.

Ostatni kryzys spowodował Sąd Najwyższy Wenezueli, który postanowił przejąć władzę z rąk kontrolowanego przez opozycję parlamentu. Po 3 dniach wycofał się z tego zamiaru, ale nie zapobiegło to nowej fali gwałtownych protestów.

Wenezuela, posiadająca jedne z największych złóż ropy naftowej na świecie, już od kilku lat boryka się z pogłębiającym się kryzysem gospodarczym. Inflacja bije światowe rekordy (w tym roku według ocen MFW przekroczy 700 proc.), występują dotkliwe braki podstawowych towarów, szerzy się przestępczość.

Kolejne wybory mają odbyć się w roku 2019, ale opozycja twierdzi, że kraj już stoi na skraju przepaści.