"Europa nareszcie zaczyna odnajdywać grunt pod stopami - okazuje się, że z szokiem związanym z Brexitem można sobie poradzić, gospodarka strefy euro dochodzi do siebie, kryzys migracyjny złagodniał, a wybory (parlamentarne) w Holandii dały nadzieję, że polityczny mainstream jest w stanie przeciwstawić się fali populizmu. Jednak wybory prezydenckie we Francji (...) mogą sprawić, że wszystkie te sukcesy staną się nieważne" - ostrzega brytyjski dziennik.

"W wyczerpującym nerwowo wyścigu, który wymyka się prognozom, każde z czworga głównych kandydatów ma szanse na wygraną" - podkreśla "FT", dodając, że w sondażach dzieli ich kilka punktów procentowych, więc rolę języczka u wagi mogą odegrać niezdecydowani wyborcy oraz wysoka absencja wyborcza.

Zdaniem gazety "scenariusz rodem z koszmaru" przewiduje, że do drugiej, decydującej tury wyborów dostanie się szefowa skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen i kandydat skrajnej lewicy Jean-Luc Melenchon. "Zwycięstwo któregokolwiek z tych rewolucjonistów równałoby się trzęsieniu ziemi odczuwalnemu poza granicami Francji. Oboje popierają gospodarczy protekcjonizm i ogromny, niefinansowany rozrost i tak rozdętego aparatu państwowego. Oboje grożą wycofaniem kraju z NATO i Unii Europejskiej (...) i opowiadają się za bliższymi relacjami z Rosją, podobnie zresztą jak kandydat centroprawicy Francois Fillon" - wymienia dziennik.

W ocenie "FT" ulgę przyniosłoby zwycięstwo w pierwszej turze któregoś z kandydatów mainstreamu: Fillona lub centrysty Emmanuela Macrona. Zauważa jednak, że zwycięzca wyborów i tak będzie miał problem z uzyskaniem parlamentarnej większości potrzebnej do efektywnego rządzenia.

Nawet jeśli polityczne centrum utrzyma się na pozycjach, zdaniem "FT" nie rozwieje to wrażenia, że "francuski system polityczny przeżywa kryzys". "To klęska (...) centroprawicowych i centrolewicowych partii politycznych, które rządzą krajem od 60 lat. Jeśli (żadne z tych środowisk) nie będzie reprezentowane w drugiej turze, będzie to wydarzenie bez precedensu, ale biorąc pod uwagę, że jednym z kandydatów jest zamieszany w skandale Fillon, jest to więcej niż prawdopodobne" - zaznacza dziennik. Jak ocenia, opinia osoby związanej z establishmentem może zaszkodzić nawet Macronowi, starannie podkreślającemu własną bezpartyjność.

"Apatia i wyalienowanie klasy politycznej nie są typowo francuskim zjawiskiem. W innych krajach kolejne rządy także nie odpowiadały na obawy społeczności poszkodowanych przez globalizację, nie dostrzegły pogłębiających się podziałów między stolicą i prowincją, nie zajęły się biedą i dyskryminowaniem niektórych mniejszości ani powszechną niechęcią do imigracji" - wskazuje "FT". Podkreśla, że we Francji, gdzie zarówno skrajna prawica, jak i skrajna lewica mają długą historię, skutki tych zjawisk są dotkliwsze.

Francja będzie wybierać spośród "dwojga kandydatów, którzy chcą zniszczyć obecny system, i dwóch, którzy przynajmniej spróbują go odnowić i odbudować". "Wyborcy powinni opierać się na rozsądku, a nie gniewie, i powinni pójść zagłosować. Zwycięzca wyborów, niezależnie od tego, kto nim będzie, będzie potrzebował jak najmocniejszego mandatu" - konkluduje "Financial Times".

>>> Czytaj też: Wybory w cieniu terroryzmu. Państwo Islamskie przyznaje się do ataku w Paryżu