Łowy rozpoczyna właśnie Energa, firma energetyczna kontrolowana przez państwo. Na badania i rozwój w najbliższych latach przeznaczy średniorocznie ok. 40 mln zł.

Także energetyczne PGE wyda co najmniej 25 mln zł rocznie na wspierane start-upów. Takimi inwestycjami zajmie się specjalistyczny fundusz PGE Ventures.

Z kolei paliwowy PKN Orlen pod koniec 2016 r. ruszył z serwisem, w którym można zgłaszać propozycje nowatorskich rozwiązań dla energetyki, marketingu czy sprzedaży.

Robią to już poczta i rząd...

Krok dalej w segmencie start-upów zrobiły już PKO BP i Poczta Polska. Bank w tym roku kupił spółkę fintechową ZenCard. Planuje też budowę ramienia inwestycyjnego, aby wspierać start-upy kapitałowo. Poczta Polska, która od 2016 r. przyjmuje zgłoszenia od start-upów z propozycjami biznesowymi, dostała ich w sumie ponad 260. W ramach programu Scale Up wybrała do realizacji dziewięć, m.in. samoobsługowe punkty nadawcze i odbioru w budynkach wielorodzinnych, inteligentne pocztowe skrzynki nadawcze, punkty telemedyczne, tzw. e-gabinety w placówkach pocztowych.

Rynek start-upów w Polsce

Rynek start-upów w Polsce

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nie próżnuje też prywatny biznes. W start-upy będzie inwestował m.in. Sebastian Kulczyk, jeden z najbogatszych Polaków. W pilotażowej edycji programu InCredibles wesprze 10 innowacyjnych projektów biznesowych, które dostaną m.in. pomoc fachowców z wybranej przez nich branży. Na najlepszą piątkę czeka przynajmniej po 100 tys. dol. Aż 200 mln zł na finansowanie start-upów może przeznaczyć nowy fundusz Fidiasz biznesmena Krzysztofa Domareckiego. Źródłem finansowania start-upów będą środki własne funduszu.

Ale w wielu przypadkach firmy nie ograniczają się do wykorzystywania własnego kapitału. Bardzo chętnie sięgają po środki, którymi dysponuje rząd, głównie w ramach funduszy unijnych. Poczta Polska korzysta np. z programów Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Do tego mogą dojść kredyty i pożyczki pochodzące zarówno z funduszy unijnych, jak i rynku bankowego oraz kapitałowego, a także dotacje unijne. Także PKO BP korzysta z programu Scale Up PARP i nie wyklucza współpracy z tymi, które zaoferuje Polski Fundusz Rozwoju (PFR) – strategiczna spółka państwowa, która ma stymulować rozwój gospodarki.

...anioły biznesu i Unia też

Z unijnych pieniędzy został utworzony budżet Start in Poland. Ponad 3 mld zł mają posłużyć do powstania w kraju do 2023 r. 1,5 tys. firm tworzących wysokiej jakości innowacyjne technologie. Ten budżet w dużej mierze rozdysponuje PFR. Jego pierwszy projekt PFR Starter FIZ da wsparcie spółkom na najwcześniejszym etapie rozwoju. Dostaną je poprzez wybranych pośredników finansowych. Jak informuje Eliza Kruczkowska, dyrektor ds. innowacji w PFR, nabór spotkał się z dużym odzewem ze strony funduszy venture capital.

Kolejnym źródeł finansowania start-upów w Polsce jest PARP, który też korzysta z pieniędzy unijnych. W sumie ma do wydania 1,481 mld zł. Najwięcej – 600 mln zł – pójdzie na tworzenie akceleratorów, których celem jest połączenie potencjału początkujących, kreatywnych przedsiębiorców z doświadczeniem dużych korporacji, w tym spółek Skarbu Państwa. Niewiele mniej, bo ponad 585 mln zł, jest do wykorzystania w ramach poddziałania 1.1.2 Rozwój start-upów w Polsce Wschodniej. Podobna kwota – 541,7 mln zł – czeka w Funduszu Pożyczkowym Innowacji. Pieniądze na start-upy ma też Narodowe Centrum Badania i Rozwoju. W sumie dysponuje kwotą niemal 2,5 mld zł.

Na tym tle znacznie skromniej wypadają środki dostępne na rynku prywatnym. Pieniądze na start-upy wykładają m.in. anioły biznesu, czyli prywatni inwestorzy, jak Sebastian Kulczyk czy Krzysztof Domarecki. Jest ich w Polsce nieco ponad 400. To niewiele w porównaniu z innymi krajami, jak choćby Wielką Brytanią, gdzie 66 przypada na 1 mln mieszkańców. Pieniądze oferuje też kilkadziesiąt prywatnych funduszy venture capital.

– Polski biznes dopiero zaczyna się angażować w start-upy i nie dysponuje wystarczającymi środkami, aby dać im większy impuls do rozwoju lub obawia się ryzykować większe pieniądze – mówi Arkadiusz Regiec, prezes platformy crowdfundingu udziałowego Beesfund. Do tej pory za jej pośrednictwem twórcy projektów biznesowych zebrali ponad 4,5 mln zł.

Rozmówcy DGP wskazują, że angażowanie własnych środków lub pozyskanych od inwestorów zwiększa szansę na dokładną weryfikację projektów. Przy wsparciu rządowym rośnie też często chęć do nadmiernego kontrolowania inwestycji. Efekt był taki, że z pieniędzy skorzystały bez większych sukcesów głównie platformy e-learningowe, które innowacyjności naszej gospodarki specjalnie nie podniosły.

– Mam nadzieję, że tym razem nie wpadniemy w taką pułapkę – dodaje szef Beesfund.

Pojawia się też pytanie, co wydarzy się w perspektywie kilku lat, kiedy nie będzie już wsparcia funduszy unijnych na obecnym poziomie.

>>> Czytaj też: Jakie są polskie startupy? Opublikowano najnowszy raport

Polowanie na jednorożca

– Czy polski ekosystem start-upowy rozwinie się na tyle, że wykształcą się naturalne chęci i narzędzia do inwestowania w ryzykowne przedsięwzięcia, czy tak jak w wielu krajach Europy zmniejszy się zainteresowanie tego typu inwestycjami – zastanawia się Jolanta Kokosińska, partner w PwC.

Inwestorzy i analitycy nie ukrywają, że wiele polskich start-upów marzy o szybkim wejściu na listę tzw. jednorożców, czyli firm, których wartość szybko przekracza miliard dolarów. Tyle że są do tego kompletnie nieprzygotowane. Taki status to domena przede wszystkim firm technologicznych, tymczasem u nas określenia „start-up” potrafią używać młodzi producenci tekstyliów czy spółki rozwijające znane już dobrze na rynku rozwiązania. Na dodatek często nie mają pojęcia, z jakimi obowiązkami wiąże się prowadzenie biznesu. Tymczasem plan wejścia do grona jednorożców od początku wymaga przemyślanej wizji i determinacji.

– Na polskim rynku już funkcjonuje kilka młodych firm technologicznych, które mają szanse na uzyskanie kapitalizacji powyżej miliarda dolarów. Jeżeli którakolwiek firma pretenduje do miana jednorożca, musi od początku myśleć o rynku minimum w kategorii obszaru Europy. Dlatego że uzyskanie tak dużego sukcesu finansowego w okresie poniżej 10 lat na rynku polskim jest praktycznie niemożliwe – mówi Krzysztof Domarecki.

Ciekawe doświadczenia ma w tym zakresie informatyczne Asseco, które samo inwestuje w start-upy. Ich potencjał dostrzegło już kilka lat temu i od tej pory przeanalizowało kilkaset firm, ale końcowe inwestycje były niewielkie.

– Patrząc na dalsze losy spółek, z którymi wówczas się spotykaliśmy, widzimy, że nie odniosły one większych sukcesów na rynku. Obecnie zmieniliśmy nasze podejście i wnikliwiej przyglądamy się innowacjom, a to, czy po drugiej stronie mamy do czynienia z zespołem współpracujących ze sobą ludzi, czy z firmą, jest dla nas drugorzędne – mówi Artur Wiza z Asseco Poland.

Eksperci przyznają, że pieniędzy na rynku jest więcej niż dobrych pomysłów.

Eliza Kruczkowska, dyrektor departamentu rozwoju innowacji w PFR, zapowiada w związku z tym, że fundusze PFR ostrożnie będą wybierać firmy, mając też świadomość, że nie wszystkie start-upy przetrwają na rynku.

– Mówi się o jednym na dziesięć. Dlatego będą szukać takich pomysłów, które zapewnią im zarobek, który pokryje stratę z tych, które nie przetrwają. Stopa zwrotu nawet z jednej inwestycji jest w stanie pokryć stratę z pozostałej części portfela inwestycyjnego – dodaje.

Zaznacza jednocześnie, że teraz o pieniądze nie będzie już tak łatwo i start-upy będą musiały być naprawdę innowacyjne. ⒸⓅ

OPINIA: Jerzy Kalinowski partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej

Statystycznie nieliczne start-upy odnoszą sukces rynkowy. Główną przyczyną jest nietrafiony pomysł biznesowy. W Polsce nadal próbuje się realizować wiele projektów, które są prostymi kopiami rozwiązań sprawdzonych w innych krajach. Źródłem klęski często jest niespełnienie oczekiwań klientów związanych zarówno z produktem, jak i jego obsługą, względnie przegranie walki z konkurentami. Innym problemem jest brak skalowalności biznesu, co przejawia się w problemach finansowych i operacyjnych przy bardzo szybkim wzroście rynkowym. Wiele start-upów, które mają dobre pomysły biznesowe, ponosi porażkę, gdyż nie ma odpowiednich zespołów i liderów, którzy potrafią szybko rozwijać i udoskonalać produkty. Ważna jest też umiejętność efektywnego zarządzania bardzo szybkim wzrostem, co jest kluczowe dla sukcesu większości takich przedwsięwzięć. ⒸⓅ

OPINIA: Michał Kulka współwłaściciel kancelarii prawnej Lawmore i grupy firm wspierających strategicznie inwestorów i start-upy

Finansowanie start-upów ze środków publicznych nie jest niczym wyjątkowym. To, co nas odróżnia od innych krajów, to bardzo duży udział środków publicznych i forma ich dystrybucji, a to jest powodem nadużyć. Przykładem może być wspieranie start-upów z konkursu POIG, działanie 3.1 „Inicjowanie działalności innowacyjnej”, na lata 2007–2013. Większość z tych pieniędzy została przejedzona lub, brutalnie mówiąc, ukradziona. A dowodem na to jest niewielka liczba przedsiębiorstw, które realnie działają do dziś. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest zwrotna pomoc państwa, powiązana z równoległą inwestycją prywatną.

>>> Polecamy: Start-up, czyli udawany biznes. Ani zysków, ani miejsc pracy