Chodzi o tzw. współpracę strukturalną w dziedzinie obronności (PESCO - Permanent Structured Cooperation). Decyzję pójściu w tym kierunku przywódcy podjęli na czerwcowym szczycie UE. PESCO ma prowadzić do pogłębienia współpracy wojskowej w UE - finansowania projektów, rozwoju technologii wojskowych i wzmocnienia przemysłu obronnego UE. Decyzję w sprawie uruchomienia tej współpracy, przywódcy mają podjąć na grudniowym szczycie.

Podczas pierwszego dnia Rady Europejskiej liderzy uznali, że postępy w pracach nad PESCO są znaczące. To - ich zdaniem - pozwoli na uruchomienie tej formy współpracy przed końcem roku. Uważają, że jest szansa na to, aby szybko podjęto też zobowiązania i rozpoczęto pierwsze wspólne projekty.

Przywódcy zapowiedzieli też opracowanie "elastycznego i solidnego" finansowania w ramach Europejskiego Funduszu Obrony. Ma to przyczynić się do umocnienie europejskiego przemysłu obronnego, w tym małych i średnich firm tego sektora. Rozwój europejskiego przemysłu obronnego - jak głoszą konkluzje szczytu - będzie także wymagał unijnego wsparcia dla małych i średnich firm.

O ten zapis w konkluzjach szczytu zabiegała premier Beata Szydło. Jak mówiła na konferencji w czwartek, dla Polski ważne jest by PESCO gwarantowała uczestnictwo państw oraz małych i średnich firm na równych zasadach. Dodała, że dla Polski bardzo ważne jest także to, by ta inicjatywa współgrała z działaniami, które państwa członkowskie, w tym Polska, prowadzą w ramach NATO.

Podczas czerwcowego szczytu wszyscy szefowie państw i rządów zgodzili się na propozycję KE w sprawie stworzenia Europejskiego Funduszu Obronnego. Komisja Europejska wcześniej tłumaczyła, że jest to niezbędne, „ponieważ w Europie mamy 178 typów systemów broni, a USA mają 30”. Z Europejskiego Funduszu Obronnego mają być finansowane badania i innowacje w zakresie wyposażenia obronnego i technologii obronnych, a później potencjalnie wspólne zakupy sprzętu zainteresowanych państw członkowskich.

KE przewiduje 500 mln euro na 2019 i 2020 rok w ramach specjalnego programu dotyczącego obrony i rozwoju przemysłowego, a po 2020 roku 1 mld euro rocznie. Propozycja zakłada, że stanie się on dźwignią dla finansowania krajowego, dzięki czemu ma dać całkowite inwestycje w rozwój zdolności obronnych w wysokości 5 mld euro rocznie po 2020 roku.

To, że kraje UE jednomyślnie zgodziły się na uruchomienie PESCO, nie oznacza, że wszystkie będą chciały wejść do tego kręgu. Pogłębieniu współpracy wojskowej od dawna sprzeciwiała się Wielka Brytania i teraz dodatkowo w obliczu jej wyjścia z UE trudno wyobrazić sobie, by chciała iść w tym kierunku. Polska wstępnie zgłasza zainteresowanie, ale stawia warunki. Nasz kraj nie chce, by unijna obrona dublowała wysiłki NATO. Jest też obawa, że otwarcie naszego rynku zbrojeniowego w razie wspólnych zakupów zaszkodzi naszemu przemysłowi.

Urzędnicy unijni przekonywali, że warunki wejścia do współpracy PESCO mają być przygotowane w taki sposób, by najlepiej wszystkie państwa członkowskie mogły w niej uczestniczyć. Na tym etapie nie wiadomo jednak, jakie dokładnie miałyby to być kryteria. Ich przygotowaniem mają się zająć unijni ministrowie.

Załącznik do unijnego traktatu mówi, że zainteresowane kraje muszą intensywnie rozwijać zdolności obronne przez krajowe finansowanie, a także brać udział w siłach wielonarodowych, głównych europejskich programach dotyczących wyposażenia oraz działaniach Europejskiej Agencji Obrony.

W momencie podpisywania Traktatu Lizbońskiego w 2007 r. zakładano, że państwa członkowskie do 2010 r. będą miały zdolność dostarczenia jednostek bojowych i logistyki do wsparcia ich zadań na okres od 30 do 120 dni.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)