Według tego źródła taką propozycję przedstawiono amerykańskiemu sekretarzowi stanu Rexowi Tillersonowi, który przebywa z dwudniową wizytą w Ankarze. Anonimowy przedstawiciel tureckich władz dodał, że Stany Zjednoczone rozważają tę ofertę.

Tillerson w czwartek przybył do Turcji na trudne rozmowy z tureckimi sojusznikami, z którymi relacje są ostatnio wyjątkowo napięte m.in. z powodu wsparcia udzielanego przez USA Kurdom z YPG.

W czwartek wieczorem szef amerykańskiej dyplomacji spotkał się z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem. Rzeczniczka Departamentu Stanu USA poinformowała, że były to "produktywne i otwarte" rozmowy. Jak podaje "Wall Street Journal", spotkanie trwało 3,5 godziny i Tillerson był jedynym przedstawicielem USA biorącym w nim udział. Szef tureckiego MSZ Mevlut Cavusoglu pełnił rolę tłumacza - donosi gazeta, powołując się na amerykańskich urzędników.

Pod koniec stycznia Turcja wszczęła zbrojną ofensywę przeciw Kurdom w regionie Afrin na północnym zachodzie Syrii przy granicy tureckiej, obawiając się, że Kurdowie skonsolidują tereny odbite tam z rąk bojowników Państwa Islamskiego. Władze w Ankarze na tym skupiają obecnie swe główne wysiłki w Syrii, zarzucając Amerykanom, że popierając YPG, popierają jedną organizację terrorystyczną w walce przeciw drugiej.

Turcja twierdzi, że USA nie spełniły dotąd swych obietnic: nie przestały zbroić YPG, nie odebrały im ciężkiej broni po pokonaniu islamistów w Syrii i nie wycofały sił YPG z miasta Manbidż niedaleko Afrinu. Turecka ofensywa do tej pory ograniczała się do Afrinu, ale Turcja otwarcie rozważa rozszerzenie jej na obszary (m.in. Manbidż), gdzie mogłoby dojść do konfrontacji jej wojska z siłami wspieranymi przez Amerykanów.

>>> Czytaj też: Ambasador USA: "Z braku porozumienia z Polską korzystają nasi przeciwnicy"