Niedziele handlowe 2018 [KALENDARZ]

A pan pracuje w niedziele?

W tym roku obchodzę 40-lecie pracy zawodowej w soboty i w niedziele. Od początku kariery akademickiej wykładam w weekendy. Dostrzegam w ustawie o zakazie handlu w niedziele sporo hipokryzji, bo nie chronimy wszystkich pracowników przed pracą w ten dzień.

To może dobrze, że zakaz jest ograniczony? Przynajmniej nie zrujnuje nam gospodarki. Choć udział handlu jest w niej istotny, bo według danych z 2015 r. to ok. 16 proc. PKB.

Sam handel tak dużo PKB nie tworzy – to prawda. Ale znacznie ważniejsze jest to, że ma potężny udział w tych pozostałych 84 proc. Bo przecież bez pośrednictwa handlu wytwarzanie PKB będzie utrudnione. Oczywiście w tym roku ubytek będzie niewielki, bo tych dodatkowych wolnych dni nie będzie tak wiele – ledwie 23. Ale w przyszłym roku będą to już trzy niedziele w miesiącu, a za dwa lata zakaz stanie się całkowity – i sprawa robi się poważna, bo jedna siódma dni roboczych w roku zostanie wyłączona z obrotu gospodarczego w handlu. Możemy już szacować, że tegoroczna wartość konsumpcji wyniesie 1,3 bln zł, więc trudno oczekiwać, że da się taki sam wynik wypracować w ciągu 6 dni zamiast 7 dni. Jeśli z tego procesu wyłączymy jeden dzień, to nie należy oczekiwać, że konsumenci, producenci i sprzedawcy w takim samym stopniu dołożą się do wytwarzania PKB.

>>> Czytaj też: Coraz mniej spokojny dzień odpoczynku. Co Zachód robi w niedziele?

Skąd ta pewność?

Udowodnili to już dawno temu jeden z ojców ekonomii Léon Walras i jeden ze słynnych uczniów jeszcze słynniejszego Johna Maynarda Keynesa – Richard Kahn. W gospodarce zachodzą procesy mnożnikowe i handel jest tym elementem, który ten mnożnik rozkręca lub go ogranicza. Tu widzę wielkie niebezpieczeństwo związane z zakazem handlu w niedziele – zaburzenie interakcji między poszczególnymi elementami budującymi PKB. W tym roku tego typu efekty będą jeszcze ograniczone, ale w kolejnym mogą już być istotne.

Może handel internetowy wypełni tę lukę po zakazie tradycyjnej sprzedaży.

Takie głosy już słychać, a dodatkowo właściciele sklepów mówią o wprowadzeniu dłuższych godzin pracy w inne dni tygodnia, a nawet o trzeciej zmianie. To wszystko może wpłynąć na odtworzenie powiązań i interakcji. Jednak trudno mi sobie to wyobrazić przy ponad 50 dniach w roku, gdy taki zakaz handlu będzie obowiązywał. Wówczas możemy stracić 0,5–0,6 proc. PKB. Przy tak rozpędzonej gospodarce jak w tym roku, ze wzrostem rzędu 4–5 proc., świetną koniunkturą za granicą, pewnie będzie to niezauważalne. W przyszłym roku jednak tempo wzrostu może spaść. Zgodnie z teorią Walrasa i Kahna my zawężamy obieg gospodarczy i to jest niebezpieczne.

CAŁY TEKST PRZECZYTASZ W MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ