Nie uda się zrealizować wszystkich inwestycji potrzebnych do zorganizowania mistrzostw Euro 2012 z budżetu miasta. Systematycznie wyczerpujemy możliwości w zakresie zaciągania kredytów oraz emisji obligacji. Chcemy poszukać alternatywnego finansowania dla stadionu - mówi GP Andrzej Bojanowski, wiceprezydent Gdańska.

9 marca wpłyną oferty w przetargu na generalnego wykonawcę stadionu. Miasto ma co prawda w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym zarezerwowane 800 mln zł na budowę areny, ale urzędnicy przyznają, że to w tej chwili niepewne pieniądze. W kryzysowych czasach miasto nie dysponuje już faktycznie taką ilością gotówki, jaką zapisano w budżecie. Przychody magistratu mogą się bowiem znacząco różnić od założeń.

Gdańsk może liczyć na dotację z budżetu państwa zaledwie w wysokości 144 mln zł. To tylko 20 proc. szacowanych na niemal 700 mln zł kosztów obiektu. Podobnie jest w innych miastach. Wyjątek stanowi Stadion Narodowy w Warszawie, który będzie finansowany w całości z budżetu.

Tymczasem samorządowi pieniądze potrzebne są na wielkie inwestycje drogowe, które mają ruszyć jeszcze w tym roku. Chodzi m.in. o obwodnicę miasta - Trasę Zieloną i kolejny etap Trasy Sucharskiego, komunikacyjnego kręgosłupa miasta. Na wszystkie inwestycje infrastrukturalne zaplanowane do 2012 r. miasto potrzebuje co najmniej 3 mld zł.

Dlatego Gdańsk, który przewodzi grupie miast szukających dodatkowych źródeł pieniędzy (są jeszcze Poznań i Wrocław), chce m.in., by spółki celowe powołane do wybudowania stadionów mogły brać udział w ich finansowaniu - przede wszystkim poprzez emisję obligacji - a po zakończeniu budowy stać się operatorem obiektów i móc na nich zarabiać. Żeby było to możliwe, potrzebna jest zmiana specustawy o Euro 2012. Projekt jest po uzgodnieniach w Sejmowej Komisji Sportu, w najbliższych tygodniach nowelizacją ma zająć się Sejm.

Informacje o kłopotach z finansowaniem stadionów niepokoją spółkę PL.2012, która koordynuje i nadzoruje przygotowania do mistrzostw.

- Wybudowanie stadionów jest priorytetem - podkreśla Katarzyna Meller z PL.2012.

Jacek Bochenek, dyrektor projektu Euro 2012 w firmie doradczej Deloitte Polska, pomysł miast na finansowanie stadionów obligacjami lub kredytami ocenia sceptycznie.

- Na bankowym rynku brakuje obecnie pieniędzy. Może nie być chętnych na zakup obligacji - mówi Bochenek.

Jaka jest zatem rada dla miast poszukujących dodatkowych pieniędzy?

- Wszystkie dostępne rozwiązania sfinansowania inwestycji na Euro w jakimś sensie uwzględniają rolę państwa - uważa Jacek Bochenek.

Z taką opinią nie zgadza się Zbigniew Wierzbowski z kancelarii Wierzbowski Eversheds, która brała udział w przygotowaniach polskiej oferty w wyścigu o organizację Euro 2012.

- Pytanie nie powinno brzmieć: czy banki zechcą sfinansować budowę stadionów, ale jak je do tego skusić. Wszystko zależy od tego, jakie im się zaproponuje zabezpieczenie inwestycji. Na stadionie można przecież dobrze zarabiać - uważa Zbigniew Wierzbowski.