Andrzej Krajewski, „Krew cywilizacji. Biografia ropy naftowej”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2018

„Ekskrement szatana” to tylko jedno z określeń, jakich ropa naftowa dorobiła się w czasie swojej burzliwej, choć nie tak długiej historii. Jej początki sięgają 1852 r., kiedy Abraham Schreiner przyniósł próbki oleju ziemnego do lwowskiej apteki Pod Złotą Gwiazdą. Dziś ropa jest jak stara bogaczka – wciąż potężna, ale jednocześnie zmęczona życiem. Liczymy się z nią, bo w końcu na każdym kroku mamy do czynienia z produktami i usługami, których bez Jej Wysokości Ropy by nie było. Ale jednocześnie coraz chętniej zerkamy na boki, wypatrując następcy tronu. Dlaczego poszukujemy alternatywy? Czy źle nam z tym panowaniem ropy? Trochę źle. Przecież dobrze wiemy, że jej fortuna nie jest i nigdy nie była czysta. I nie chodzi tu tylko o kolor samego surowca, lecz o ilość nieszczęść, które ropa światu przyniosła.

Kacper Pobłocki, „Kapitalizm. Historia krótkiego trwania”, Wydawnictwo Bęc Zmiana, Warszawa 2017

To opowieść o reorientacji zglobalizowanego świata, która sprawia, że polska peryferyjność staje się peryferyjnością zapośredniczoną (zyskujące coraz większe znaczenie Południe poznajemy poprzez Zachód), na co nakłada się rewolucja urbanizacyjna (połowa populacji Ziemi już mieszka w miastach). Pobłocki zabiera nas w podróż po drogach i bezdrożach kapitalizmu. Pisze o finansjalizacji, długu i neoliberalnym ekonomicznym okultyzmie. Cofamy się do X w. i ze zgrozą odkrywamy (ponoć wśród historyków od dawna to wiadomo), że założyciel państwa Polan Mieszko I zbudował je na handlu niewolnikami. Taki był sens jego „jednoczenia” ziem polskich. Łapał niewolników i sprzedawał ich do krajów Orientu. Na koniec trafiamy z powrotem w XXI w. z jego nierównościami i zjawiskiem nowego feudalizmu.

Andrzej Szahaj, „Neoliberalizm, turbokapitalizm, kryzys”, Książka i Prasa, Warszawa 2017

Najnowsza książka Szahaja składa się z ok. 30 tekstów publikowanych w latach 2016–2017. Krążą one wokół typowych dla autora tematów: dobra wspólnego, osłabienia pracy, obrony prowincji, przyszłości kapitalizmu. Czasem to interwencje inspirowane konkretnymi wydarzeniami (zakaz handlu w niedzielę), częściej ogólna, erudycyjna refleksja mądrego obserwatora procesów politycznych. Tym cenniejsza, że w generacji Szahaja tego typu wrażliwość jest zjawiskiem unikatowym. „Neoliberalizm...” jest trzecią częścią serii, po „Kapitalizmie drobnego druku” (2014) i „Inny kapitalizm jest możliwy” (2015). Dzięki konsekwencji wydawcy udało się też zachować graficzną ciągłość okładek. Na pierwszej (czerwonej) widnieje zaciśnięta pięść. Na drugiej (niebieskiej) jest dłoń złożona w geście wiktorii z jednym poranionym palcem. Trzecia (zielona) dłoń układa się w znak verso pollice, z kciukiem skierowanym w dół.

Jan Toporowski, „Kredyt i kryzys. Od Marksa do Minsky’ego”, Książka i Prasa, Warszawa 2017

Toporowski należy do autorów, którzy uważają, że większość dzisiejszych debat i dylematów dotyczących gospodarki już się kiedyś rozgrywała. Zmieniły się czasy i okoliczności, ale nie natura ekonomicznych procesów. Dlatego „Kredyt i kryzys...” da się czytać również jako podróż autora (i czytelnika) w ostatnią ćwiartkę XIX w. i połowę XX w. W czasy, gdy podobnie jak dziś kapitalizm przypominał dzikiego zwierza wściekle goniącego swój własny ogon. A ówcześni autorzy próbowali to zjawisko opisać. Toporowski to tradycja ekonomii heterodoksyjnej, do tego pilny czytelnik Marksa, Luksemburg, Kaleckiego i Minsky’ego. Gdy po 2008 r. stało się jasne, że ekonomia neoklasyczna nie ma monopolu na prawdę, autorzy tacy jak Toporowski zyskali na atrakcyjności. Z tego właśnie powodu, że umieją dostrzec rzeczy i zjawiska, które neoklasykom przez lata umykały.

Stefan Sękowski, „Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku”, Trzecia Strona, 2017

„Żadna zmiana...” to głos niezgody na polską rzeczywistość ogłoszony przez Stefana Sękowskiego, związanego z „Nową Konfederacją” i publikującego w tygodniku „Do Rzeczy”. Kto spodziewa się produktu podobnego do książek wydawanych w ostatnich latach w tych właśnie rejonach publicystyki, tego czeka zaskoczenie. Sękowski konsekwentnie odmawia przesuwania pionków rozstawionych mu na szachownicy przez starszych kolegów. Zgłasza aspiracje do mówienia własnym głosem. I za to należy mu się szacunek. A przynajmniej życzliwe zainteresowanie. Pozycje, z których Sękowski formułuje zarzuty, można nazwać anarcholiberalizmem. Ale nie liberalizmem balcerowiczowskim. Ani tym bardziej korwinizmem. Autor sam siebie przedstawia jako spadkobiercę tradycji republikańskiej. Podkreśla rolę wspólnoty wolnych i solidarnych obywateli, organizujących świat w oparciu o czytelne reguły oraz instytucje.

Marcin Mrowiec, „Austriacka Szkoła Ekonomii. Jak może pomóc wyjaśnić stagnację gospodarki Japonii”, PWN, Warszawa 2018

Tę książkę można czytać na dwa sposoby. Pierwszy – to opis problemów gospodarki państwa. Dzięki niej można wyjść poza minimum wiedzy o Kraju Kwitnącej Wiśni: wojenną klęskę, powojenny cud samochodowo-telewizorowy i stracone ćwierćwiecze po 1990 r. Drugi poziom lektury – to wykłady autora, który jest zwolennikiem szkoły austriackiej. Mrowiec gra zresztą z czytelnikiem uczciwie. Od razu mówi mu, że będzie się poruszał w ramach zbudowanych przez poddanych cesarza Franciszka Józefa – Carla Mengera i Ludwiga von Misesa (pojawia się tu nawet intrygujący trop, że ich liberalizm miał w sobie specyficzny polsko-szlachecki pierwiastek). Do których potem swoje dołożyli Friedrich Hayek i amerykańscy kontynuatorzy jego dzieła. Z szalonym libertarianinem Murrayem Rothbardem na czele.

Arkadiusz Sieroń, „Efekt Cantillona. Czyli dlaczego pieniądz ma znaczenie?” CeDeWu, Warszawa 2017

Wzrost podaży pieniądza różnie oddziałuje na gospodarkę. To zależy od tego, jakimi kanałami ten pieniądz zostanie do gospodarki wprowadzony. Zjawisko to zwane jest efektem Cantillona od nazwiska Irlandczyka (hiszpańskiego pochodzenia), który w 1733 r. poświęcił temu zjawisku oryginalny esej. Czasem używa się jeszcze określenia „efekt pierwszej rundy”. Arkadiusz Sieroń sięgnął do Cantillona i pokazał, jak można przy pomocy tamtej argumentacji opisać zjawiska rozgrywające się we współczesnej gospodarce światowej.

>>> Polecamy: Pisarze spisani na straty. Jak działa rynek wydawniczy?

Andżelika Kuźniar, „Międzynarodowy handel produktami wiedzy”, Oficyna Wydawnicza SGH, Warszawa 2017

Wiedza jest środkiem produkcji. We współczesnej gospodarce nie da się jej oddzielić od kapitału, pracy i technologii. Projekty racjonalizatorskie, nowe odmiany roślin, znaki towarowe, nazwy handlowe, domeny internetowe, programy komputerowe, bazy danych, tajemnice służbowe czy dane osobowe. To wszystko są rodzaje wiedzy, którymi się handluje. A przepływy finansowe wygenerowane w ten sposób są już dostrzegalne i wywołują wiele ważnych zjawisk ekonomicznych oraz społecznych. Praca Andżeliki Kuźniar ze Szkoły Głównej Handlowej to całościowe ujęcie tego fenomenu.

Anna Chmielewska, Andrzej Sławiński, „Zrozumieć rynki finansowe”, Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 2017

Duet ekonomistów z SGH próbuje w tej książce wytłumaczyć, na czym polegają rynki finansowe. Nie jest to klasyczny poradnik w stylu „jak inwestować i stać się bogatym”. Zdaniem autorów w najbliższych latach będzie rosło zapotrzebowanie na osoby mające uniwersalną wiedzę na temat zarządzania finansowego, którą można wykorzystać w przedsiębiorstwach i instytucjach publicznych. To ciekawy trop. Pozwala mieć nadzieję, że doszliśmy w Polsce do momentu, w którym rynki finansowe stają się zwykłym uczestnikiem ekonomicznej codzienności. A nie tylko budzącym niezdrową ekscytację kapeluszem, z którego finansowi magicy (podobno) wyciągają króliki tłustych profitów.

Przemysław Banasik, „Sąd zaangażowany społecznie. -pożądany kierunek zmian”, Wydawnictwo C.H. Beck, Warszawa 2017

Sądy nie cieszą się naszym zaufaniem. Mówiło się o tym w Polsce od lat. Z początku cicho, ostatnio zaś rozjazd między elitami sędziowskimi a resztą obywateli został podchwycony przez PiS. I wszedł do głównego nurtu debaty politycznej. Czy uda nam się zaufanie do sądów odzyskać, nie wysadzając w powietrze całej konstrukcji wymiaru sprawiedliwości. Zdaniem autora książki można to zrobić. A kluczem do sukcesu jest większe zaangażowanie społeczne polskiego sądu i sędziów.

>>> Czytaj też: Nieodparty urok burżuazji. Bez niej nie byłoby niczego? [RECENZJA]