Przedstawiciele ruchów miejskich przekonywali na piątkowej konferencji prasowej, że w bardzo prosty sposób można osiągnąć w stolicy "efekt" 10 linii metra i stworzyć w czasie jednej kadencji system połączeń kolejowych z wykorzystaniem istniejącej infrastruktury.

Kandydatka Koalicji Ruchów Miejskich na prezydenta Warszawy Justyna Glusman podkreśliła, że metro to nic innego jak kolej pod ziemią. Jak mówiła warszawskie linie kolejowe mogłyby pełnić tę samą funkcję, co metro, ale trzeba je zintegrować z siecią transportu miejskiego. Jako przykład, jej zdaniem, braku zintegrowania sieci miejskiej komunikacji z koleją jest stacja Śródmieście.

"To miejsce jest symbolem jak mało zintegrowany jest transport kolejowy, metro, tramwaje i autobusy w Warszawie" - powiedziała Glusman. Jak wskazywała, brakuje m.in. łącznika między stację kolejową i przystankiem metra Centrum.

"Wygodne węzły przesiadkowe to jest podstawa zintegrowanego transportu miejskiego" - podkreśliła Glusman. Jak mówiła, stacje kolejowe muszą być bezpieczne i łatwo dostępne dla osób z problemami z poruszaniem się, komunikacja kolejowa powinna być częstsza w godzinach szczytu, a ZTM i koleje powinny wprowadzić wzajemne uznawanie biletów.

Jan Mencwel ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze powiedział, że plan 10 linii metra w Warszawie składa się w 90 proc. z już istniejącej infrastruktury. "Połączyliśmy linie metra, linie SKM i inne linie kolejowe przebiegające przez Warszawę. Dodaliśmy tylko jedną, planowaną nowa linię. Jest to południowa linia obwodowa" - powiedział Mencwel.

"Gdybyśmy to wszystko traktowali jako jeden schemat, jedną sieć komunikacji kolejowej w Warszawie, można by właściwie mówić o 10 liniach metra. Gdyby kolej była zintegrowana z całą siecią komunikacji miejskiej, gdyby powstały dogodne przesiadki, to warszawska kolej przestałaby być odwrócona plecami do miasta" - dodał.

Agnieszka Klembowska ze stowarzyszenia Sąsiedzi dla Wesołej zwracała uwagę, że SKM to "genialny, superszybki" środek komunikacji w Warszawie. Ale - jak mówiła - jest też najbardziej nieprzewidywalnym sposobem podróży po stolicy ze względu na awarie taboru. Klembowska podkreślała też, że w tej chwili pociągi SKM jeżdżą dwa razy na godzinę, a to zdecydowanie zbyt rzadko.