- Z badań preferencji konsumenckich w Niemczech wynika, że aż 60 proc. posiadaczy aut w tym kraju wybiera myjnię automatyczną, albo jest im obojętne, gdzie myją auta. U nas wygląda to inaczej, bo auto jest dla nas czymś więcej niż dla zachodnich Europejczyków. Dlatego bardziej je pieścimy, bardziej o nie dbamy - mówi Jerzy Bobrowicz.

Myjnie ręczne powszechnie uchodzą za takie, które dokładniej myją samochód niż automatyczne i w przeciwieństwie do nich nie powodują ryzyka zniszczenia lakieru. - Z automatycznych korzystają głównie firmy. Tam flotami zarządzają na ogół ludzie, dla których nie ma znaczenia to, że po kilku-kilkunastu myciach w automacie lakier może zmatowieć albo porysować się - mówi Grzegorz Rolkiewicz, właściciel trzech myjni Duo-Car w Warszawie.

Dla indywidualnego klienta ma to znaczenie ogromne. - Niektórzy klienci przyjeżdżają i pytają: jest Rafał? Bo, jak już przekonali się do wybranego pracownika, to chcą, żeby tylko on mył ich auto. Nawet jeśli to oznacza stanie w kolejce albo wiąże się z koniecznością ponownego przyjazdu - podkreśla Grzegorz Rolkiewicz.

Niezbędne procedury

Myjnię ręczną może prowadzić każdy, niepotrzebne są koncesje ani uprawnienia. Wymaga się tylko atestów na środki myjące. Wystarczy kupować detergenty od uznanych producentów, każdy z nich dysponuje atestem. Najpierw jednak trzeba myjnię zbudować. W skrajnych przypadkach załatwienie wszystkich procedur budowlanych trwa dwa lata, średnio zajmuje to rok, nawet jeśli myjnia ma mieścić się w blaszanej wiacie. Potrzebne są trzy dokumenty: decyzja o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, pozwolenie wodnoprawne i pozwolenie na budowę.

- Dogadałem się z właścicielem niepublicznego szpitala w Warszawie, że wydzierżawię pusty budynek poszpitalny. Urzędnik powiedział, że widziałby tam coś ładniejszego. I zgody nie dał. Przy innej lokalizacji nakazano mi dostosować kształt i kolory do pobliskiej stacji metra - opowiada Grzegorz Rolkiewicz.

Teren trzeba przygotować betonując podłoże. Wybudowanie i wyposażenie myjni z dwoma stanowiskami (bez kosztów zakupu działki) to co najmniej 50 tys. zł. W tej kwocie mieści się zakup i montaż tzw. separatora z odstojnikiem. Służy on do oczyszczania z substancji ropopochodnych brudnej wody po umyciu auta (do kanalizacji nie można odprowadzać ścieków zawierających nawet śladowe ilości oleju czy benzyny). Resztę wydamy na zakup kompresora (50 zł), odkurzaczy (500-1000 zł za sztukę) i urządzeń ciśnieniowych do mycia (8-10 tys. zł za dwie sztuki).

Dobrze mieć własny grunt

Dzierżawa działki pod myjnię kosztuje miesięcznie od 2,5 tys. do nawet 7 tys. zł, dlatego najlepiej mieć własny grunt. Jeszcze więcej kosztują pracownicy. W myjni dwustanowiskowej muszą pracować co najmniej dwie osoby (często stosuje się stawkę za godzinę pracy, w Warszawie - 4-5 zł plus prowizja od każdego umytego auta, np. w wysokości 10 proc. sumy, którą uiszcza klient). Liczba klientów zależy przede wszystkim od pogody. Gdy jest mróz i plucha, myjnie świecą pustkami.

- A pracowników i wtedy trzeba utrzymać, choć przychodów nie ma. Dlatego, by mała myjnia była dochodowa, musi na co dzień pracować w niej sam właściciel, a nawet sam myć auta - mówi Grzegorz Rolkiewicz.

- Klienci bardzo dużą wagę przywiązują do jakości tej usługi. Gdy auto wymyje się źle, niedokładnie, klient drugi raz nie przyjdzie. Moim zdaniem, jeśli jakaś myjnia ręczna ma przychody niższe od oczekiwań właściciela, to najczęściej przyczyną jest zła opinia - mówi Janusz Kowalski, współwłaściciel myjni CMS na warszawskiej Białołęce.

Nawet 500 złotych od auta

Drugim, najczęstszym powodem niskich przychodów jest źle dobrana lokalizacja. Najlepsza to zazwyczaj działka przy ruchliwej ulicy, w pobliżu dużych osiedli mieszkaniowych. Ręczna myjnia dwustanowiskowa może wyczyścić nawet 40 aut dziennie. Podstawowe, zewnętrzne mycie kosztuje 20-26 zł (trwa nie dłużej niż 15-20 minut), ale to tylko część przychodów. Wielu klientów zleca także czyszczenie wnętrza auta, co kosztuje 50-60 zł, woskowanie (w zależności od metody od 7 do 80 zł) czy polerowanie. To ostatnie robi się przy użyciu specjalnych past renowacyjnych, przywracających lakierowi połysk i zakrywających rysy. Taka usługa może kosztować nawet 500 zł od auta. Dobrze zarobić można także na praniu tapicerki, za co płaci się od 350 zł w górę. Biorąc to wszystko pod uwagę, właściciel małej ręcznej myjni może zarobić miesięcznie 5 tys. zł netto (średniorocznie, bo zima to martwy sezon i wtedy przychody są niższe). Ale nie od razu. By dojść do takich zarobków, czasem trzeba nawet trzech lat.

Rynek jest i będzie

Dużą zaletą myjni jest fakt, że jeśli usytuuje się ją w dobrym punkcie i odpowiednio wyeksponuje, to właściwie nie potrzebuje ona reklamy. Choć i dobrze położone obiekty się reklamują, przede wszystkim w internecie, w książkach telefonicznych itp. By było to efektywne, trzeba przeznaczyć na ten cel co najmniej 500-700 zł miesięcznie. Największa konkurencja to tzw. myjnie bezdotykowe, które przebojem podbijają rynek. Grzegorz Rolkiewicz uważa, że dla małych myjni ręcznych będzie miejsce na rynku.

- Choćby dlatego, że myjnie bezdotykowe i automatyczne nie oferują czyszczenia wnętrza auta - mówi.