Kluczowi w tej grze są dwaj tradycyjni sojusznicy Kremla w UE – Francja i Niemcy. Najpierw Rosjanie zawarli strategiczne kontrakty z koncernami niemieckimi. Teraz premier Władimir Putin pojechał do Paryża, by lobbować na rzecz transferu technologii do firm rosyjskich. Podczas rozpoczętej wczoraj wizyty czysta polityka zeszła na drugi plan. Priorytetem są sprawy gospodarcze. Putin zamierza przekonać Electricite de France i GDF Suez, by włączyły się w budowę dwóch strategicznych gazociągów: Północnego, który już w 2011 r. połączy Rosję z Niemcami – z pominięciem sprawiających problemy Ukraińców, Polaków i Białorusinów – oraz South Stream. Wcześniej koncern Total zyskał dostęp do jednych z największych na świecie złóż gazu ziemnego Sztokman na Morzu Barentsa, a Renault kupił 25 proc. udziałów w zakładach AwtoWAZ produkujących Ładę.

W zamian za kontrakty i udział w 140-milionowym rynku Rosja chce mieć dostęp do branż związanych z nowoczesnymi technologiami – głównie wojskowymi i kosmicznymi. – Paryż nie ma oporów jak Waszyngton czy Londyn, by dzielić się nimi z Moskwą – mówi nam Tatiana Kastueva z Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych.

Zaledwie kilka dni temu Kreml po raz pierwszy kupił broń od Francji – wart pół miliarda dolarów okręt desantowy klasy Mistral. Rosja chce także zdobyć licencję na budowę we własnych stoczniach kolejnych jednostek tego typu. Łakomym okiem spogląda na kosmodrom Kuru w Gujanie Francuskiej. Choć od katastrofy amerykańskiego promu Columbia w lutym 2003 r. ma praktycznie monopol na podróże w kosmos, to rakiety Sojuz są przestarzałe i coraz mniej przydatne. Wchodząc w spółkę z Francuzami, Rosja mogłaby zyskać dostęp do technologii stosowanych do budowy rakiet Vega, które mają wejść do użytku w przyszłym roku. Podobnie jest w dziedzinie atomistyki (francuskie firmy są liderem w budowie reaktorów do elektrowni jądrowych). Właśnie tę dziedzinę czeka w najbliższych latach boom, a Rosja chciałaby odejść od starych technologii nuklearnych i przejąć część lukratywnego rynku.