MARCIN PIASECKI, PAWEŁ SOŁTYS

Szefem banku Pekao SA będzie pan tylko do najbliższego poniedziałku...

JAN KRZYSZTOF BIELECKI*

Tak jest, 11 stycznia po południu wychodzę.

Dlaczego tak się stało?

Zakończyłem pracę w porozumieniu z radą nadzorczą banku.

Nieoficjalne informacje są takie, że nie podobał się panu proponowany przez włoskich właścicieli nowy sposób zarządzania bankiem.

Nie mogę tego komentować. Jesteśmy spółką giełdową, a wszelkie spekulacje dotyczące wewnętrznych spraw Banku Pekao czy też grupy UniCredit mogą mieć wpływ na kurs akcji.

>>> Czytaj też: "Bielecki odszedł przez Włochów"

Odchodzi pan z żalem?

Może się starzeję, ale ze wzruszeniem. Do części pracowników wiadomość o mojej rezygnacji dotarła późnym wieczorem podczas szkolenia, na którym byłem obecny. Widziałem ich zaskoczenie, musiałem zareagować. Kiedy zacząłem mówić o moim odejściu, kilkaset osób zaczęło bić brawo. Oklaski trwały i trwały i wiedziałem, że są bardzo szczere. Nigdy bym się nie spodziewał takiego zrozumienia. Powiedziałem wtedy, że taką scenę widzę po raz drugi w życiu. Pierwszy raz miał miejsce, gdy poseł Ziółkowska złożyła wotum nieufności wobec mojego rządu. Czuło się napięcie, niektórzy wręcz uważali, że to próba rekomunizacji w Polsce. Ja akurat byłem na spotkaniu z kombatantami AK. Gdy ta wiadomość dotarła na salę, kombatanci w żołnierski sposób zademonstrowali swoje poparcie dla mnie w podobny sposób. To było również bardzo wzruszające.

Czy wiceprezes Pekao SA Luigi Lovaglio też żegna pana z żalem? Ponoć był ostry konflikt między panami.

Nigdy konfliktu nie było. Mogę natomiast powiedzieć, że silna pozycja banku na rynku, jakość jego portfela – wszystko to w ogromnym stopniu zawdzięczamy Luigi Lovaglio. Przez sześć lat siłą Pekao SA było właśnie to, że dwie osoby o różnych temperamentach, innym spojrzeniu na bank potrafiły ze sobą rozmawiać. Przez ten czas pokłóciliśmy się tylko raz. Dotyczyło to dość drobnej kwestii dotyczącej sposobu wewnętrznej komunikacji w banku. To wszystko. Nie mam słów, aby określić, jak wiele ja, a także klienci i akcjonariusze Pekao, zawdzięczamy temu człowiekowi.

Co teraz stanie się z bankiem Pekao SA?

Kryzys jednoznacznie zweryfikował nasz rynek. Klienci zaczęli bardziej profesjonalnie patrzeć na sektor bankowy. Zwracają teraz uwagę na to, czy dany bank ma pieniądze, czy ma silne kapitały, czy ma płynność. Czyli czy jest bankiem bezpiecznym i czy będzie w stanie w każdej chwili wypłacić klientowi jego pieniądze. Analitycy też zaczęli patrzeć nie przez pryzmat pięknego wyglądu, lecz jakości portfela, którą wyznaczają konkretne liczby. W tym konkursie wypadamy dobrze, a nawet bardzo dobrze. Rynek potwierdził sens myśli Miltona Friedmana, że prawdziwy biznes to ten, który przynosi zysk.

>>> Czytaj też: "Rezygnacja prezesa nie zaszkodzi Pekao"

To jaki będzie zysk netto za 2009 rok?

Najpierw tę informację musimy podać rynkowi. Jednak jesteśmy bankiem przewidywalnym. Myślę więc, że również w czwartym kwartale nie rozczarujemy.