Surowa zima panująca od Chin i Japonii po Europę i Amerykę Północną przyczyniła się do znacznego wzrostu zysków różnego typu tankowców.

Beneficjentami w pierwszej kolejności stali się właściciele tankowców transportujących produkty naftowe, kiedy w Ameryce Północnej popyt na olej opalowy z Europy zaczął w grudniu drastycznie się zwiększać. Dahlman Rose, nowojorski bank inwestycyjny twierdzi, że średniej wielkości tankowce, kursujące między Europą i wschodnim wybrzeżem USA zarobiły, według stanu w zeszły piątek, 18 582 dolarów dziennie.

W zeszłym roku branża radziła sobie fatalnie, gdyż znaczne dostawy nowych statków w połączeniu ze spadającym na świecie popytem na nośniki energii sprawiły, że zyski zeszły dobrze poniżej kosztów operacyjnych. Jeszcze w listopadzie tankowiec średniej wyporności można było wyczarterować za zaledwie 2 500 dolarów dziennie.

Anders Engholm, wiceprezydent ds. tankowców, kopenhaskiej firmy Torm, wielkiego operatora tankowców do przewożenia produktów naftowych, uważa, że kiepska pogoda potrwa jeszcze przynajmniej dwa tygodnie.

„Dla biznesu, to bardzo dobrze” – powiada – „To doskonały początek roku”

CZYTAJ TEŻ: Światowe zapasy destylatów pływają i drożeją

Zła pogoda pomogła właścicielom tankowców klasy lodołamaczy – statków ze wzmocnionymi dziobami, odpornymi na lód – które torują szlaki na większości wód Morza Bałtyckiego – ocenia Kristian Morch, szef operacyjny oddziału Maersk Tanker w koncernie AP Moller-Maersk. Niemal połowa spośród 173 tankowców na produkty naftowe firmy Maersk ma przeciwlodowe wzmocnienia.

Z kolei Torm podał, że za tankowce klasy lodołamaczy mogą zarabiać dodatkowo 5 000 dolarów dziennie.

„To zdecydowanie pozytywny skutek” – mówi Kristian Morch – „Dwa tygodnie temu statki lodołamacze w ogóle nie zyskiwały żadnej premii za rejs po Bałtyku”.

Tankowce do transportu ropy naftowej, które w zeszłym roku także mogły liczyć tylko na słabe taryfy, ostatnio również skorzystały. Wielki transportowiec ropy naftowej płynący z Zatoki Perskiej do Japonii może obecnie zarobić 73 000 dolarów dziennie – ocenia londyński broker okrętowy ACM Shipping. Jeszcze 18 grudnia fracht taki wynosił tylko 42 500 dolarów.

Johnny Plumbe, dyrektor wykonawczy ACM przyznaje, że opłaty za tankowce rosną zbyt szybko w odpowiedzi na wydarzenia rynkowe i równie szybko spadają. Ale dodaje: „Sądzę, że obecnie jest w tym trochę racji”.

 CZYTAJ  TEŻ: Tankowce nie mają co wozić

Frachty wzrosły zarówno z powodu pogody, jak i ze względu na bardzo rozpowszechnioną praktykę używania tankowców do magazynowania ropy naftowej – mówi Plume – Wiele tankowców pływa teraz znacznie wolniej, żeby zaoszczędzić paliwo. Nie ma jednak jasności, czy te tendencje się utrzymają.

Kristian Morch podkreśla, że każdy wzrost frachtów należy powitać z zadowoleniem. „Ale czy dla nas zmieni to zasadniczo nowy rok 2010, czy też nie, wolałbym w tej chwili tej kwestii nie roztrząsać” – dodaje.