Inwestorzy niemal jednomyślnie wycofywali kapitał z inwestycji w instrumenty kojarzone z ryzykiem. Indeks S&P 500 w USA stracił na wartości 0,9 proc., japoński NIKKEI spadł o 1,3 proc., a jeszcze silniej (o 2,5-3 proc.) taniały akcje w Chinach i Hong Kongu.

Zmiana nastrojów wynika w dużej mierze z nieoczekiwanego zacieśnienia polityki pieniężnej chińskiego banku centralnego. We wtorek poinformował on, iż o 50 pkt. bazowych wzrośnie stopa rezerw obowiązkowych. Ma to zmniejszyć udział spekulacyjnego kapitału krążącego w systemie bankowym i na rynku nieruchomości, które w ostatnim czasie osiągnęły najwyższe ceny od kilkunastu miesięcy. Znacznie dynamiczniejszy, od i tak już wysokich szacunków ekonomistów, wzrost gospodarczy skłania zagranicznych analityków do podnoszenia prognoz nie tylko dla Chin, lecz całego azjatyckiego kontynentu lub np. metali przemysłowych. Merrill Lynch oczekuje, że w 2010 r. metale podrożeją o ok. 32 proc. ponieważ w przeciwieństwie do 2009 r. popyt na nie wzrośnie nie tylko na skutek wyższej płynności instytucji finansowych, ale przede wszystkim w reakcji na rzeczywiste zapotrzebowanie.

Mówiąc o Chinach nie sposób pominąć zaostrzającego się powoli stylu prowadzenia zagranicznej polityki gospodarczej - zgrzyty w stosunkach z USA zaowocowały kilkanaście dni temu wprowadzeniem nowych ceł, a dzisiaj firma Google publicznie ogłosiła plan wycofania się z chińskiego rynku, gdzie władze wciąż cenzurują internet i wspomagają hackerów atakujących konta aktywistów walczących o przestrzeganie praw człowieka.

Po spokojnej pierwszej części tygodnia pod względem ilości publikacji makroekonomicznej, sytuacja zacznie się powoli zmieniać. W środę inwestorzy poznają dane o produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii i Beżową Księgę (raport o stanie amerykańskiej gospodarki), a w czwartek uwaga zostanie podzielona pomiędzy danymi o sprzedaży detalicznej w USA w grudniu, decyzją ECB w sprawie stóp procentowych oraz produkcją przemysłową w Europie.

Pierwsze minuty sesji na GPW przyniosły spadki głównych indeksów, ale ich szybki powrót w okolicę wczorajszego zamknięcia może świadczyć o sile popytu. Na rynku walutowym złoty nieznacznie tracił na wartości.