Polska należy do grupy krajów, w które polityka klimatyczna uderza najbardziej. Tym bardziej dziwią niedawne wypowiedzi niektórych przedstawicieli naszego rządu popierających dążenie do ustanowienia globalnego systemu wymuszenia redukcji emisji gazów cieplarnianych.

DARIUSZ CIEPIELA* Jak polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej przekłada się na sytuację energetyki?

BOLESŁAW JANKOWSKI: Sektor energetyczny działa w otoczeniu ekonomicznym i prawnym, gdzie w coraz większym stopniu decyzje polityczne decydują o opłacalności inwestycji. Obecnie ceny uprawnień do emisji CO2 nie są wysokie. Będą jednak znacząco rosły, jeśli przyjęta zostanie propozycja światowej redukcji CO2 o 50 proc. do roku 2050, a w krajach UE redukcja emisji będzie na poziomie 80-95 proc. Wtedy ceny uprawnień poszybują powyżej 100 euro za tonę CO2. Ten czynnik będzie decydował o opłacalności inwestycji. Inwestycje energetyczne są realizowane na okres 30–50 lat, a czasem i dłużej, dlatego już teraz muszą być poważnie brane pod uwagę proponowane regulacje, jakie będą obowiązywały w przyszłości. Problem w tym, że te przyszłe regulacje są ciągle bardzo niepewne, a w dodatku w znacznej mierze wydają się nieracjonalne.

Czy jednak nawet niedoskonała, ale stabilna polityka klimatyczna nie jest dla energetyki lepsza od niepewności w tym względzie?

Rozumiem część energetyków, którzy chcą wesprzeć polityków w stworzeniu struktury, która pozwoli ustabilizować warunki ekonomiczne w dłuższym okresie. Trzeba jednak mieć świadomość, że czynnik ekonomiczny wynikający z decyzji politycznych, może w przyszłości także ulec zmianie, tak jak to działo się wielokrotnie wcześniej i dzieje się obecnie. Podjęcie konkretnych decyzji inwestycyjnych w energetyce w obecnej chwili jest obarczone ogromnymi ryzykami, nie można mieć jednak komfortu, że nawet jeśli dojdzie do porozumień dotyczących przyszłych unijnych lub globalnych działań dotyczących redukcji CO2, to ten element polityki będzie stabilny przez kolejne kilkadziesiąt lat.