Choć spadek wydajności pracy wystąpił na całym świecie, najbardziej zaznaczył się on w krajach rozwiniętych. Po obydwu stronach Atlantyku widać jednak pod tym względem wyraźne różnice. Amerykańscy pracodawcy na kryzys zareagowali cięciami zatrudnienia (co pomogło w utrzymaniu wzrostowej tendencji wydajności), w Europie natomiast przyrost bezrobocia był znacznie mniejszy, ale wydajność pracy mocno się zmniejszyła. W przypadku krajów rozwiniętych występuje jeszcze inne, bardziej niepokojące zjawisko: otóż w przyszłości będzie im zapewne trudniej niż dotąd osiągnąć wzrost poziomu życia, ponieważ wykorzystanie przez nie siły roboczej, umiejętności pracowników, maszyn i rozwiązań technicznych stało się mniej efektywne.

Te niepokojące dane pojawiły się w dorocznym raporcie o tendencjach w produktywności, przygotowanym przez Conference Board, działającą w skali globalnej organizację biznesową, która na bieżąco analizuje produkcję, zatrudnienie i liczbę przepracowanych godzin na całym świecie. Wśród dużych gospodarek pod względem wydajności szczególnie marnie wypadły Niemcy i Wielka Brytania, ponieważ pracodawcy z tych państw chronili pracowników i nastawiali się raczej na czekanie na ożywienie, unikając gwałtownych cięć zatrudnienia w stylu amerykańskim. To nadchodzące ożywienie po obydwu stronach Atlantyku ma być jednak – według prognoz – równie słabe.

Jak zatem przewiduje Bart van Ark, główny ekonomista Conference Board: – Powolny wzrost wydajności pracy bez zwiększenia zatrudnienia to najbardziej prawdopodobny scenariusz dla obydwu tych regionów. – Choć gospodarka państw uprzemysłowionych przeżywa okres słabości, to kraje rozwijające się, przede wszystkim Chiny, mogą się w 2010 roku spodziewać utrzymania tendencji wzrostu zatrudnienia i wydajności pracy. – Kraje rozwijające się stają się konkurencyjne w skali globalnej już nie tylko z uwagi na niskie koszty, ale i ze względu na występujący tam szybki wzrost produktywności – mówi Bart van Ark.

Choć w krótkim okresie wysoka wydajność pracy zapewnia osiągającym ją krajom przewagę konkurencyjną, w długim okresie to nie wystarczy. O długofalowych wynikach gospodarki przesądza bowiem jej zdolność wykorzystania umiejętności ludzi, inwestycji i maszyn do produkowania wartościowych towarów i usług i do podnoszenia standardu życia: ekonomiści mówią wtedy o całkowitej efektywności czynników produkcji. W minionej dekadzie w krajach rozwiniętych następował spadek wskaźników, obrazujących całkowitą efektywność czynników produkcji. Zmniejszył się on nawet poniżej poziomu w krajach rozwijających się – co sugeruje, że jeśli kraje uprzemysłowione nie doprowadzą do szybszego niż dotychczas wzrostu zatrudnienia, inwestycji oraz umiejętności pracowników, utrzymanie przez nie trwałego i solidnego tempa wzrostu gospodarczego może się okazać niemożliwe, co odbije się na poziomie życia w tych państwach.

Jednocześnie z informacjami Conference Board o spadku wydajności pracy pojawiły się dane ONZ, z których wynika, że napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych zmniejszył się w zeszłym roku na świecie o ponad 1/3. Na skutki recesji nałożyły się bowiem problemy z finansowaniem transakcji transgranicznych.