Od września energetycy będą musieli sprzedawać odbiorcom prąd produkowany z metanu ulatniającego się w kopalniach węgla i uzyskiwanego z biomasy – zakłada nowelizacja prawa energetycznego. Oznacza to, że na firmy energetyczne spadnie kolejny obowiązek sprzedaży prądu produkowanego z konkretnego rodzaju paliwa. Już teraz muszą kupować, a potem sprzedawać prąd ze źródeł odnawialnych oraz produkowany razem z ciepłem z węgla czy gazu ziemnego.

– Wstępnie szacujemy, że obowiązek zakupu energii elektrycznej wytwarzanej z metanu będzie oznaczał wzrost cen energii o 2–5 zł na 1 MWh – mówi Marcin Ludwicki, wiceprezes zarządu Energi Obrót.

Średnie gospodarstwo domowe zużywa rocznie około 2 MWh energii elektrycznej rocznie, a więc metanowa podwyżka nie byłaby dotkliwa.

Ostatecznie o jej wysokości zadecydują dwa parametry – ilość energii z metanu, jaką rocznie będą musieli sprzedać odbiorcom energetycy i wartość tak zwanej opłaty zastępczej. Chodzi o to, że dla sprzedawcy prądu z metanu potwierdzeniem wykonania obowiązku jego sprzedaży będzie albo przedstawienie regulatorowi świadectwa pochodzenia tego rodzaju prądu lub gdyby świadectw na rynku zabrakło, uiszczenie opłaty zastępczej. Nie wiadomo jeszcze, jaka będzie jej wysokość. Określi ją regulator, ale ma na to czas prawie do połowy maja. Nie wiadomo też jeszcze, ile dokładnie prądu z metanu będą musieli sprzedawać energetycy odbiorcom, bo jak podaje regulator, nie ma jeszcze rozporządzenia ministra gospodarki, które to określi.

– Natomiast wiadomo, że w przypadku produkcji energii elektrycznej z metanu będzie jedno świadectwo pochodzenia. Niezależnie od tego, czy będzie produkowana z metanu wydobywającego się z kopalń, czy uzyskiwanego z biomasy. Te nowe certyfikaty będą umownie zwane fioletowymi – mówi Agnieszka Głośniewska z Urzędu Regulacji Energetyki.

Będą je sprzedawali producenci prądu z metanu, a uzyskiwane z tego tytułu dodatkowe przychody mają poprawić opłacalność wytwarzania energii z metanu i skłonić przedsiębiorców do jego wykorzystywania na szerszą niż dotąd skalę.

– Bez przychodów z certyfikatów inwestowanie w produkcję prądu z metanu byłoby w ogóle nieopłacalne lub czas zwrotu inwestycji byłby bardzo długi. Trudno jednak znaleźć na ten temat jakieś wiarygodne dane – mówi przedstawiciel firmy energetycznej.

Obecnie z polskich kopalni węgla kamiennego wydobywa się rocznie około 800 mln m3 metanu, ale z tego ponad 500 mln m3 ulatnia się do atmosfery poprzez systemy wentylacji kopalń. Pozostałe około 250 mln m3 metanu jest wyłapywane i używane do produkcji ciepła oraz prądu. Oznacza to, że w przeliczeniu na prąd obecnie można by z metanu kopalnianego rocznie wyprodukować 1 TWh energii. To niewiele, bo 1 proc. ubiegłorocznego zużycia prądu przez odbiorców w Polsce. Znaczenie gospodarcze metanu może się zwiększyć dopiero za kilka lat, bo zdaniem specjalistów nie ma jeszcze dobrze sprawdzonych technologii, które by umożliwiały wychwycenie tych ulatniających się około 500 mln m3 metanu rocznie.