– Od 1 do 6 marca trzy razy jechałam pociągiem Express InterCity. Raz na trasie z Warszawy do Bielska i z powrotem oraz ze stolicy do Poznania. Za każdym razem pociąg spóźniał się od 20 do 30 min – mówi Katarzyna Huczek, mieszkanka stolicy.

Nie przyznają się do winy

Tylko raz konduktor poinformował pasażerów, że opóźnienie wynika ze zmiany lokomotywy. Dwukrotnie winą za opóźnienie pracownik PKP Intercity obarczył spółkę PKP Polskie Linie Kolejowe, które modernizują tory.

Stan taboru jest fatalny, dlatego część pociągów kursujących między największymi polskimi miastami nie jest w stanie jeździć zgodnie z wyśrubowanym rozkładem jazdy. Paweł Ney z PKP Intercity przyznaje, że spółka ma kłopoty techniczne z lokomotywami rozwijającymi prędkość do 160 km/h. Tylko takie maszyny są w stanie przejechać trasę z Warszawy do Krakowa w czasie 2 godz. 30 min. Kiedy wagony ciągną starsze i wolniejsze lokomotywy, pociągi spóźniają się nawet o 20 min. Do takich sytuacji dochodzi także na trasach z Warszawy do Poznania, Katowic i Bielska-Białej.

Zwalają wszystko na remonty

W lutym pociągiem z Warszawy do Krakowa ciągniętym przez starą lokomotywę podróżował jeden z wysokich rangą pracowników PKP. – Już na peronie zorientowałem się, że przewoźnikowi nie uda się dojechać do celu zgodnie z rozkładem jazdy – mówi Dziennikowi Gazecie Prawnej kolejarz, prosząc o niepodawanie nazwiska i funkcji. – Jako powód opóźnienia konduktor podał remont torów, a tymczasem było wiadomo, że wynikał on z wolniejszej lokomotywy – dodaje.

Tymczasem Paweł Ney uważa, że spółka wobec pasażerów zachowuje się fair. Co więcej, żeby ratować sytuację, w ekspresowym tempie chce wyleasingować pięć szybkich lokomotyw jednego z niemieckich producentów taboru, które od połowy kwietnia skierowane zostaną na trasę z Warszawy do Katowic i Krakowa. – O opóźnieniach staramy się informować pasażerów na bieżąco – zapewnia.

PKP Intercity przekonuje, że problem jest marginalny. Według jej wyliczeń z 60 połączeń uruchamianych każdego dnia na najpopularniejszych trasach spóźniają się zaledwie trzy składy. Średnie opóźnienie wynosi 12 minut.

Pieniądze trudno odzyskać

Według innych statystyk spóźnia się aż co piąty skład wypuszczany na tory przez PKP Intercity, a średnie opóźnienie przekracza 20 min. Co w tej sytuacji może zrobić pasażer? Niewiele. Okazuje się, że w starciu z nierzetelną spółką jest praktycznie bezbronny. Wprawdzie przewoźnik przyjmie skargę, ale i tak reklamacje dotyczące opóźnień krótszych niż godzina nie mają większych szans na uwzględnienie.

Jak można dochodzić odszkodowania

Skargi i zażalenia są rozpatrywane przez przewoźników indywidualnie, na zasadach określonych w ich regulaminach. Pasażer, którego pociąg się spóźnił, powinien złożyć reklamację bezpośrednio u przewoźnika, czyli w punkcie odprawy lub w jednostce przez niego wskazanej.

W reklamacji możemy się domagać zwrotu pieniędzy, które wydaliśmy na bilet PKP. Jeżeli żądamy zwrotu np. za bilet lotniczy, bo przez spóźnienie pociągu nie zdążyliśmy na samolot, to zostaje nam tylko droga sądowa.

Odpowiedź na reklamację powinna być udzielona niezwłocznie, ale przewoźnik ma na to 30 dni od dnia przyjęcia reklamacji.

Brak odpowiedzi na reklamację oznacza, że została ona uwzględniona.

Od odmowy przysługuje odwołanie do prezesa Urzędu Transportu Kolejowego.

Samoloty spóźnienia mają w harmonogramie

Linie lotnicze do rzeczywistego czasu lotu dodają od 10 minut do kwadransa. Dzieje się tak najczęściej na transoceanicznych połączeniach. Sztuczne zawyżanie czasu lotu powyżej tej granicy, by uniknąć ewentualnych odszkodowań za spóźnienie, nie leży w interesie samych linii lotniczych. Im dłuższy jest czas przelotu, tym trudniej sprzedać bilet na dane połączenie – mówi nam rzecznik Lufthansy. Dokładny czas przelotu jest obliczany na podstawie analizy tysięcy wcześniejszych lotów, z których wyciąga się tzw. średnią lotu.

Polski Urząd Lotnictwa Cywilnego przypomina, że w Unii Europejskiej pasażerowie mogą liczyć na odszkodowanie w przypadku odwołania lotu, opóźnienia przekraczającego trzy godziny bądź też w związku z odmową przyjęcia na pokład.