„FT” komentuje: Tragedia dowiedzie siły Polski

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 kwietnia 2010, 07:15
“Boże igrzysko” – tak brytyjski historyk Norman Davies zatytułował swoją obszerną pracę o historii Polski. Sobotnia tragedia, w której prezydent Polski Lech Kaczyński zginął w katastrofie lotniczej z całym zastępem polskich przywódców i dygnitarzy, znowu plasuje ten kraj w samym sercu europejskiego kontynentu, niczym igraszkę beztroskiej lub okrutnej opatrzności.

Takie śmiertelne żniwo może okazać się niszczycielskie dla każdego kraju. Ale osobowość ofiar i okoliczności śmierci sprawiają, że straty są jeszcze trudniejsze do zniesienia.

Lista pasażerów wskazuje na ślady bolesnej polskiej historii. Kaczyńskiemu towarzyszył Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent antykomunistycznego rządu Polski na uchodźctwie, który strzegł symbolicznej kontynuacji przedwojennego polskiego państwa aż do czasu pierwszych, w pełni wolnych wyborów prezydenckich w 1990 roku.

Innym pasażerem była Anna Walentynowicz, robotnica i działaczka opozycyjna w stoczni gdańskiej, której zwolnienie z pracy zainicjowało strajk, wiodący się do utworzenia „Solidarności. Kaczyński, który sam był ważnym przywódcą „Solidarności”, zginął z ludźmi dźwigającymi świadectwo zmagań z przeszłości tego, najbardziej obciążonego pamięcią kraju Europy, oraz z wieloma najbardziej prominentnymi przedstawicielami współczesnego życia publicznego.

Fakt, że katastrofa dotknęła polską delegację w drodze do Rosji dla uczczenia masakry w Katyniu z 1940 roku, gdzie Stalin polecił zamordować 20 tysięcy polskich oficerów, schwytanych podczas sowieckiej inwazji we wschodniej Polsce, może jedynie umocnić przeświadczenie Polaków, iż są przeklęci przez historię.

Jednak najbardziej liczy się to, co tragedia uwidacznia w sprawie obecnej sytuacji Polski. Nie można pozwolić na destabilizację polityki kraju, ani też jego miejsca w świecie.

Śmierć Kaczyńskiego zjednoczyła Polaków. Są również wszelkie dane ku temu, by sądzić, że tragedia nie stanie źródłem wzrostu napięć w stosunkach z Rosją.

Pomimo strat tak wielu przywódców, instytucje polskiego państwa funkcjonują. Zgodnie z konstytucją prerogatywy władzy prezydenckiej przejął przywódca parlamentu, który ogłosi wybory prezydenckie w ciągu 60 dni. Bank centralny dał jasno do zrozumienia, że jego praca nie zostanie zakłócona.

To może być słabe pocieszenie. Ale z punktu widzenia historycznych zmagań Polski, to nie są sprawy błahe. Zachowanie normalności, w jej prozaicznym aspekcie, stanowi wielkie zwycięstwo, do którego ofiary przyczyniły się za swego życia.

img_1760_191780.jpg
Ludzie zebrali się przed pałacem prezydenckim
i02_2010_070_000_0010_001_192673.jpg
Tuż po godzinie 12 pod budynkiem sejmu najważniejsze osoby w państwie oddały hołd zmarłym w katastrofie parlamentarzystom
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj