Kiedy byłem kilkulatkiem, w ciężkich czasach ponurego komunizmu, też były prezenty pod choinką, ale tylko dla dzieci. Pamiętam znakomicie to straszne napięcie w czasie wigilijnej kolacji, bo prezentów nie można było tknąć przed skończeniem posiłku. Ponadto rodzice utrzymywali w całkowitej tajemnicy, co się dostanie, i na tym polegała wspólna i tradycyjna zabawa. Prezenty były zawsze wspaniałe, chociaż nie przesadnie drogie, bo też niewiele można było kupić w tamtych czasach, nawet jeżeli się miało nieco pieniędzy.

Dzisiaj mamy do czynienia z szałem. Zachowujemy się jak ogłupiali lub ogłupieni. Kupujemy dzieciom najnowsze konsole do gry czy laptopy, nie bacząc ani na sens takiego obdarowania, ani na stan naszej kieszeni. Mam nieodparte wrażenie, że wszystkie te zachowania, łącznie z dawaniem prezentów dorosłym, co jest doprawdy komiczne, wynikają z kilku przyczyn, z których istnienia nie w pełni zdajemy sobie sprawę.

>>> Czytaj też: Przedświąteczna gorączka zakupów: czy inwestorzy mogą na niej zarobić?

Pierwsza jest stosunkowo najprostsza do wykrycia: obdarowując hojnie innych, sami siebie przedstawiamy sobie w lepszy sposób. Kompensujemy brak troski, brak uczuć, brak przyjaźni czy nawet kompletną obojętność, jaką żywimy wobec bliskich przez okrągły rok. Pieniędzmi, w dodatku najczęściej nie naszymi, ale pożyczonymi z banku, załatwiamy problem braku czasu dla bliskich, braku wyobraźni i braku prawdziwych uczuć. Przecież jak bachor dostanie skuter, to znaczy, że kochamy go bezbrzeżnie i nikt, łącznie z bachorem, nie może w to ani przez moment wątpić. Jak żonie kupimy zestaw perfum i pierścionek – to będzie nas kochała i będzie prawdziwą żoną, chociaż przez mijający rok różnie to bywało. Chcemy zatem zarówno za pieniądze zrobić rachunek sumienia, jak i za pieniądze uzyskać uczucia. Czy jest na to chociażby najmniejsza szansa? Żadnej.

Druga przyczyna polega na niebywałej skuteczności reklamy, promocji połączonej z owczym pędem. Koleżanka z pracy kupiła mężowi garnitur (bez przymiarki, więc będzie na pewno kłopot), to ja muszę swojemu kupić garnitur z kamizelką, żeby pochwalić się koleżance, a poza tym takie piękne garnitury pokazywali w telewizji. Na ogół kiedy myślimy czas pewien o zmianie pralki, zastanawiamy się nad wyborem, sprawdzamy ofertę w internecie, rozważamy, czy klasa energetyczna jest dostatecznie dobra, czy lepiej wkładać od boku, czy od góry. Ale przed świętami za podobne pieniądze kupujemy mnóstwo rzeczy, wybierając je jedynie pod totalnym wpływem reklam, opinii znajomych oraz promocji w supermarketach. Nie jesteśmy zdolni oprzeć się odpowiednio wytworzonemu nastrojowi obłąkania prezentowego.

Trzecia przyczyna świątecznego szaleństwa to, jak wspominałem, wzory krajów, w których mania konsumpcyjna przybrała rozmiary poważnie zagrażające ich gospodarkom. A ponieważ wzory te czerpiemy przede wszystkim z filmu, więc są to wzory amerykańskie. Ameryka sama w sobie nie jest zła, jednak co kraj, to obyczaj i w Polsce pewne zachowania typowe dla amerykańskiej klasy średniej nie muszą być przyjmowane bezkrytycznie. A my nie potrafimy w wielu dziedzinach życia zadbać o formę, można powiedzieć, że jest to polska cecha tradycyjna, więc musimy formę pożyczyć. Jednak o ile można pożyczyć od sąsiadki formę na ciasto, to formy na obyczaje przenoszą się raczej trudno i nie można liczyć na powodzenie. W kraju wciąż mało liberalnym jak Polska ten szał indywidualistycznego konsumpcjonizmu ma charakter doprawdy śmieszny. Ratuj się kto może i kupujmy sobie nawzajem dobre książki, nawet jeżeli ich nie przeczytamy od razu.