Nie ma porozumienia między Polską a Unią Europejską w sprawie odliczania bilansu otwartych funduszy emerytalnych (OFE) od długu i deficytu budżetowego. Po wczorajszym spotkaniu ministrów finansów UE sprawujący obecnie przewodnictwo w Unii Belgowie wydali oświadczenie, z którego wynika, że Bruksela mogłaby jedynie uwzględnić przeprowadzoną w Polsce reformę emerytalną przy podejmowaniu decyzji o rozpoczęciu wobec Warszawy procedury nadmiernego deficytu. W takim przypadku, o ile dług publiczny byłby niższy niż 60 proc. PKB, możliwe byłoby poluzowanie wymogu ograniczenia deficytu do 3 proc. PKB. Belgowie nie precyzują jednak, jak wysoki mógłby być deficyt. Podkreślają natomiast, że dla większości krajów członkowskich taka propozycja stanowi maksimum ustępstw wobec państw, które przeprowadziły reformę emerytalną.

W oświadczeniu podkreślono także, że odwrócenie decyzji Eurostatu z 2004 r. o klasyfikacji OFE poza systemem finansów publicznych jest wykluczone. A tego właśnie domaga się Polska.

Rząd Donalda Tuska miał nadzieję, że problem OFE może zostać rozwiązany już na szczycie przywódców Unii w przyszłym tygodniu. Wczoraj jednak minister finansów Jacek Rostowski przyznał, że bardziej prawdopodobna jest wiosna.

– W interesie Polski jest, by nie stawiać sprawy na ostrzu noża i poczekać do marca. Jest coraz większe zrozumienie dla polskiego postulatu – powiedział wczoraj Rostowski. – Gdyby teraz oceniono polski dług według nowych zasad, to na pewno reformy emerytalne byłyby brane pod uwagę – dodał.

Zdaniem polskich źródeł dyplomatycznych rząd prowadzi też rozmowy z komisarzem ds. finansowych Olli Rehnem nad nową propozycją KE w sprawie OFE. Jedna z opcji zakłada 10-letni okres przejściowy, podczas którego Polska nie tylko mogłaby odliczać część składek, ale także utrzymać deficyt budżetowy sięgający 4,5 proc. PKB. Z wczorajszego posiedzenia ministrów finansów UE najbardziej zadowoleni są Niemcy. Pod naciskiem Berlina zwolennicy rozbudowania Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej (EFSF) oraz emisji wspólnych unijnych obligacji wycofali się ze swoich pomysłów.

– Nie widzę w tej chwili powodu, aby rozbudowywać fundusz gwarancyjny – komentował minister finansów Luksemburga Luc Frieden. Dwa dni wcześniej jego szef, premier Luksemburga Jean-Claude Juncker w artykule napisanym z ministrem finansów Włoch Giulio Tremontim dla „Financial Times” apelował o zwiększenie wartego 750 mld euro EFSF. Opowiedział się także za powołaniem europejskiej agencji emitującej wspólne bony skarbowe. Te propozycje poparli m.in. przewodniczący KE Jose Manuel Barroso, a także Belgia i Portugalia.

Wczoraj Wolfgang Schauble tłumaczył jednak, że „Unia musi skoncentrować się na wprowadzeniu w życie już uzgodnionych pomysłów, a nie szukać wciąż nowych”. Miał na myśli plan „kontrolowanego bankructwa”, który dzięki modyfikacji traktatu lizbońskiego miałby zostać wprowadzony od 2013 roku.

W poniedziałek kanclerz Angela Merkel powiedziała, że wprowadzenie euroobligacji pogorszyłoby konkurencyjność Niemiec: Berlin musiałby płacić więcej za pozyskanie kapitału na rynkach finansowych. Jej zdaniem emisja wspólnych bonów skarbowych odebrałaby także nadmiernie zadłużonym krajom motywację do dalszego oszczędzania.

>>> Czytaj też: Tusk: Razem z Niemcami jesteśmy gotowi wziąć odpowiedzialność za walkę z kryzysem