Kalendarium było puste, czyli rynki żyły informacjami bieżącymi oraz ciągle „trawiły” skutki szczytu Unii Europejskiej. W ramach newsa dnia wydawało się, że wystąpi powrót napięcia na Półwyspie Koreańskim. Manewry Korei Południowej przyczyniły się jednak tylko do popsucia giełdowych nastrojów w Azji, a Europa problem zignorowała. Wciąż jednak mówiono o szczycie UE, a raczej jego fiasku, bo do innego wniosku ciężko dojść obserwując notowania eurodolara.

Same rynki akcji były jednak optymistyczne i kontynuowały rajd na północ. Niespecjalnie liczyły się spekulacje o możliwym obniżeniu ratingu dla Francji, czy informacje z ECB, któremu nie spodobały się nowe bankowe regulacji w Irlandii. Warszawa jednak poszła pod prąd i po neutralnym otwarciu główny indeks zaczął tracić. Krótko przed godziną 10:00 spadki przyspieszyły, ale potem sytuacja się ustabilizowała i dzień zakończyliśmy stratą o niecałe 0,7 proc.

Wygląda to tak, jakby nasz parkiet chciał się skorygować, ale za bardzo nie mógł ze względu na zbliżający się koniec roku oraz wciąż niezłą sytuację zewnętrzną. Do rekordów wciąż jest bardzo blisko i pomimo negatywnego wydźwięku dnia dzisiejszego nie można przekreślać kolejnego ataku. W końcu grudzień zobowiązuje…

Na rynku walutowym euro przez większą część dnia stabilizowało się na niższym poziomie od piątkowego zamknięcia. Po godzinie 16:00 szybkim ruchem waluta wspólnotowa zaczęła tracić, czym pociągnęła za sobą złotego, który jak to ostatnio bywa – siłą nie grzeszył.