Ostra reakcja banków i austriackiego rządu na nowe węgierskie prawo umożliwiające spłatę kredytów walutowych po zaniżonym kursie. Wiedeń zapowiedział wczoraj walkę na forum UE o utrącenie przepisów.

Chodzi o uchwaloną w poniedziałkowy wieczór ustawę, która w zamyśle rządu Viktora Orbana ma pomóc Węgrom zadłużonym w walutach obcych, głównie we frankach szwajcarskich. Rządową propozycję poparła nawet ostro skłócona z Orbanem opozycja.

>>> Czytaj też: Notowania franka szwajcarskiego nadal zagrażają eksportowi Szwajcarii

Problem złych długów posiadaczy frankowych kredytów hipotecznych jest nad Balatonem znacznie poważniejszy niż w Polsce. Na Węgrzech 53 proc. tego typu pożyczek jest denominowane w szwajcarskiej walucie. Są one warte 17,7 mld franków (63,6 mld zł). Węgrzy masowo zadłużali się, gdy cena franka nie przekraczała 150 – 180 forintów (Ft). Tymczasem najpierw na przełomie 2008 i 2009 r. frank podrożał ze 150 do 220 Ft, a potem jego wartość dalej rosła.

W efekcie problem ze spłatą kredytów ma dziś kilkaset tysięcy spośród 1,3 mln węgierskich posiadaczy kredytów walutowych. Rząd chce dać im szansę wyjścia z sytuacji, obniżając przy okazji dług zagraniczny państwa. W myśl nowych przepisów do końca lutego 2012 r. każdy będzie mógł spłacić kredyt hipoteczny po z góry ustalonym, zaniżonym kursie: 180 Ft za franka, 250 Ft za euro i 2 Ft za jena (wczorajsze kursy oficjalne to odpowiednio 237,8 Ft za franka, 290,62 za euro i 2,78 za jena). Dług będzie można pokryć z oszczędności, ale także z przyznanego na rynkowych zasadach kredytu forintowego. Oferta dotyczy jedynie tych, którzy zaciągali kredyty po niższym kursie niż ustalony kurs spłaty. Banki nie mogą odmówić spłaty, ale nie muszą przyznawać na nią kredytu.

>>> Czytaj też: Węgry: parlament ułatwia spłatę kredytów dewizowych

– Jeśli banki gremialnie będą odmawiać kredytów forintowych, spłacić hipotekę będą mogli jedynie ci, którym uda się zebrać pieniądze, np. poprzez pomoc krewnych czy sprzedaż majątku. Oferta jest więc skierowana głównie do klasy średniej i najbogatszych – mówi „DGP” węgierski analityk Gabor Takacs.

Banki na takim rozwiązaniu straciłyby – zakładając, że wczorajsze kursy się nie zmienią – od 14 proc. w przypadku kredytów w euro do 28 proc. dla pożyczek zaciągniętych w jenach. Mówi się o setkach miliardów forintów (czyli kilku miliardach złotych). Z drugiej strony zyskują pewność, że w ogóle odzyskają pieniądze, które w innej sytuacji mogłyby przepaść wskutek bankructw gospodarstw domowych. Rząd szacuje, że na szybszą spłatę zdecyduje się 10 – 20 proc. posiadaczy kredytów hipotecznych.

– Chcemy zakończyć erę bankierów. To oni wywołali kryzys – perorował Orban w rozmowie z hirTV.

Banki nie kryją oburzenia. – Zmienia się zasady w trakcie gry. Nie wycofamy się z Węgier, ale rozważamy zamrożenie ekspansji – powiedział wiedeńskiemu „Wirtschaftsblattowi” Gianni Papa z Banku Austria. Z kolei Societe Generale ostrzegł, że manipulowanie kursami doprowadzi do kolejnego osłabienia forinta. „Der Standard” dodał do tego groźbę odstraszenia inwestorów.

W obronę swoje banki wzięła Austria, która ma 1/4 udziału w węgierskim systemie bankowym. – Te przepisy gwałcą to, co Unia budowała przez lata: nienaruszalność umów prywatnych – mówił szef MSZ Michael Spindelegger. Resort finansów zbada, czy przepisy nie naruszają prawa unijnego w zakresie swobody przepływu kapitału. Jeśli tak, rzecznik ministerstwa Harald Waiglein nie wykluczył złożenia skargi do ETS.