Trzy czwarte Polaków, jak podał niedawno TNS OBOP, nie wierzy już w żadne wyborcze zapowiedzi. Podobnie jest z politykami, z których pewnie zbliżona liczba nie wierzy z kolei w realizację własnych pomysłów. Mamy więc rodzaj happeningu, zabawy, której uczestnicy z poważnymi minami usiłują nam wcisnąć największy nonsens. Gdyby stworzyć ranking najbardziej zdumiewających gospodarczych obietnic wyborczych, poniższe mogłyby aspirować w nim do czołowych miejsc.

Dzielenie łupków na niedźwiedziu. Donald Tusk obiecuje od 2014 roku komercyjne wydobycie gazu łupkowego, a w 2035 roku samowystarczalność i uniezależnienie się od Gazpromu. W dodatku pieniądze trafiałyby wzorem Norwegii do specjalnego funduszu na przyszłe emerytury. Problem w tym, że wciąż nie wiemy, ile jest tego gazu i czy w ogóle opłaca się go wydobywać.

Innowacyjny jak PiS. Partia chce, by powstały państwowe instytuty innowacji, których badania oceniałoby oraz współfinansowało Centrum Innowacji. Partia dorzuciłaby jeszcze ulgi podatkowe dla innowacyjnych firm. Zważywszy na to, że prawie wszystko można podciągnąć pod pojęcie „innowacja”, zamiast Nokii w każdej gminie mielibyśmy wyłudzanie pieniędzy na niewyobrażalną skalę.

Podnieść pensje. Polska Partia Pracy chce zwiększyć pensję minimalną do 2,3 tys. zł. Genialne w swej prostocie, bo zlikwidowalibyśmy biedę i jednocześnie nakręcili gospodarkę. Tylko dlaczego nie np. dwa razy większa kwota? Wtedy ten cel osiągnęlibyśmy dwa razy szybciej.

Wpuszczeni w kanał. PiS chce przekopać Mierzeję Wiślaną, co kosztowałoby według konserwatywnych szacunków pół miliarda złotych, by może raz w tygodniu stateczek z turystami przepłynął sobie z Elbląga do Gdańska. Już piramidy miały większy sens.

Miraże komunikacyjne. Czym są drobne problemy z autostradami wobec wizji ministra Cezarego Grabarczyka z PO budowy gigantycznego portu lotniczego między Łodzią a Warszawą (koszt co najmniej 12 mld zł) oraz szybkich jak wiatr kolei. Jest tylko jedna szansa na realizację tych kosztownych miraży. W ciągu dziesięciu lat liczba mieszkańców Polski zwiększy się do 100 mln. Tylko tych miliardów inwestowanych właśnie w Okęcie i lotnisko w Łodzi trochę szkoda.

OFE czas skończyć. Minister Jolanta Fedak najchętniej zlikwidowałaby fundusze emerytalne, a pozyskane w ten sposób miliardy skierowała na rozwój infrastruktury. A gdzie skierowałaby przyszłych emerytów?

Pensje i emerytury. Przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski obiecał na konwencji programowej pensje i emerytury na poziomie europejskim. Nie sprecyzował tylko, o którą część Europy mu chodziło.

Prywatyzacja według PiS. Partia obiecała ograniczenie prywatyzacji i wstrzymanie sprzedaży Lotosu. Czas na nowy kanon ekonomii, zgodnie z którym prywatne nigdy nie będzie tak efektywne jak państwowe. Może pójść dalej i wrócić do PRL-owskich limitów w zatrudnianiu przez prywaciarzy do 50 osób?

Fiscal fiction. PO obiecuje w 2015 roku zniesienie obowiązku składania deklaracji PIT. Musiałoby się to wiązać ze zmianą systemu informatycznego, mentalności urzędników i uproszczeniem podatków. Rzeczywiście bardzo realne, zważywszy na doświadczenia z jednym okienkiem.

PJN pożyczy. Partia proponuje pożyczkę 19 tys. zł dla każdego na założenie swojej pierwszej działalności gospodarczej. Suma do spłaty uległaby obniżeniu, jeśli przedsiębiorstwo płaciłoby podatki. A jeśliby go nie spłacało? Kolejny pomysł na trwonienie publicznej kasy.

Nie ma głupich obietnic, są tylko głupie wymówki przed ich późniejszym spełnieniem. Dlatego tak spodobał mi się inny pomysł PJN zakładający zwiększenie odpowiedzialności polityków... za obietnice wyborcze. Rządzący mieliby być rozliczani z ich realizacji przed Trybunałem Stanu.