Statystyczny Polak odwiedza kawiarnie już 11 razy w roku – wynika z badań zrobionych w tym roku przez Makro Cash&Carry. Co więcej, spowolnienie gospodarcze nie hamuje trendu wzrostowego. Wręcz przysparza nowych klientów, bo jeśli już klienci mają gdzieś wydać swoje pieniądze, to wybierają kawiarnie, cukiernie, czy herbaciarnie, w których zapłacą niższy rachunek niż w innych lokalach gastronomicznych. Średnio wynosi on 12 - 15 zł na osobę.

O tym, że jest to perspektywiczny i wciąż dynamicznie rozwijający się rynek, są przekonani sami właściciele lokali. – Nasze obroty rosną o ok. 10 proc. rocznie – słyszymy od Michała Durlaka z CafeRepublic. Z kolei w CoffeeShop Company jest to 8 – 10 proc. w zależności od lokalizacji. – Najlepiej biznes idzie nam w Zielonej Górze – dodaje Jakub Jasiak – pracownik z tej sieci.

Lokalizacja bez konkurencji

Uruchomienie własnej kawiarni czy pijalni czekolady nie jest jednak tanie. Wymaga przynajmniej 100 tys. zł i lokalu w bardzo dobrej lokalizacji. - Duża konkurencja na rynku sprawia, że coraz trudniej jest pozyskać atrakcyjnie położoną powierzchnię handlową. A obecność w ciągu komunikacyjnym nie zawsze oznacza stały napływ klientów – tłumaczy Jakub Jasiak z CoffeeShop Company. Gdzie więc szukać lokalu? Na pewno w nowo budowanych centrach handlowych oraz nowo powstających osiedlach mieszkaniowych, gdzie ryzyko sąsiadowania z konkurencją jest najmniejsze.

O sukcesie przesądzają też wystrój oraz dobrze przygotowane menu. Dobrze jest więc zatrudnić architekta, który doradzi nam, w jakim stylu urządzić lokal. To jednak wiąże się z wydatkiem dodatkowym na poziomie 100 – 200 zł za 1 mkw. Warto więc wiedzieć, że najpopularniejsze są wciąż wystrój nowoczesny i rustykalny.

Jeżeli chodzi o menu, to powinno być one bogate w różnego rodzaju kawy: espresso, cappuccino, latte, macchiato. Za sprawą syropów można je doprawić według gustu klientów. Najpopularniejsze smaki syropów to waniliowy, orzechowy i karmelowy.

Dobra kawa nie powstanie jednak bez wysokiej jakości ekspresu. Na taki potrzeba przeznaczyć 20 – 30 tys. zł. Oszczędności, nawet na poziomie 50 proc., przyniesie zakup urządzenia na rynku wtórnym. Można też wziąć sprzęt w leasing od dostawcy kawy. Wiąże się to wówczas z koniecznością płacenia comiesięcznych rat za sprzęt w wysokości 400 – 600 zł oraz obowiązkiem parzenia kawy tylko jednej marki. Wśród obowiązkowego wyposażenia jest też filtr do wody, bo ta prosto z kranu jest zbyt twarda do zaparzenia dobrej kawy, młynek do kawy, maszyna do bitej śmietany oraz zmywarka do naczyń, chłodziarka, szafa chłodnicza do ekspozycji zimnych przekąsek. Na ten cel potrzebne jest ok. 15 tys. zł.

W sieci drożej

Warto wiedzieć, że w tej branży bardzo wiele sieci rozwija się poprzez franczyzę. Działalność pod znaną marką na pewno pomaga w pozyskaniu klientów. Wiąże się jednak z wyższymi kosztami uruchomienia działalności. Sieci kawiarniane oczekują bowiem inwestycji na poziomie średnio 200 – 500 tys. zł. Najdroższa jest Cafe Chopin, która ocenia swój koncept na 350 – 550 tys. zł, a najtańsza CoffeeShop Company, która oczekuje tylko 80 tys. zł nakładu. W przypadku tej ostatniej sieci kwota wystarcza na uruchomienie minikawiarni, która idealnie sprawdzi się w centrum handlowym, na dworcu kolejowym czy uczelni.

Niektóre sieci, jak na przykład Cafe Republic, Eurocafe, The Coffee Factory, oczekują jeszcze opłaty za odsprzedaż know-how. Koszt licencji to kolejne 10 – 15 tys. zł.

Łyk czekolady

W przypadku pijani czekolady koszty uruchomienia działalności będą nieco wyższe, bo potrzeba więcej miejsca na ekspozycję ciast i przekąsek. Charakterem nawiązuje ona bowiem bardziej do cukierni, więc nie wystarczy ustawić 2 - 3 stolików z krzesłami dla klientów, a przynajmniej dwa razy tyle.

Jeśli chodzi o wyposażenie to będzie ono takie samo, jak przy urządzaniu kawiarni, z tą jednak różnicą, że dojdzie jeszcze przynajmniej jedna gablota do ekspozycji ciast oraz maszyna do robienia czekolady. W sumie daje to ok. 7 - 8 tys. zł dodatkowych nakładów.

W tej branży również można skorzystać ze sprawdzonego już konceptu. Na zasadzie franczyzy rozwijają się E.Wedel oraz Mount Blanc. Są to nie tylko znane, lecz także renomowane marki. Dlatego nawiązanie z nimi współpracy oznacza przynajmniej dwukrotnie wyższe koszty założenia działalności niż w przypadku otwierania lokalu na własną rękę.

Zostanie franczyzobiorcą Mount Blanc wiąże się z nakładami minimum 300 tys. zł, a E.Wedla - 800 tys. zł. Obie sieci pobierają też opłatę franczyzową. W E.Wedel to 7 proc., a w Mount Blanc – 3 proc. od obrotów.

Czarna, zielona, czerwona...

Najbardziej ekonomicznym biznesem jest herbaciarnia. – Wystarczy na nią już 30 tys. zł. Pod warunkiem jednak, że lokal nie ma więcej niż 50 mkw. i była w nim wcześniej prowadzona działalność gastronomiczna – uważa Katarzyna Kochańska z Herba Thea, która swój koncept rozwija na zasadzie franczyzy. Osoba, która chce nawiązać z nią współpracę musi przygotować się na jednorazową opłatę franczyzową w wysokości 30 tys. zł oraz marketingową płaconą co miesiąc, wynoszącą 6 proc. obrotu.

Na przygotowanie lokalu od podstaw na potrzeby herbaciarni potrzeba natomiast 60 – 70 tys. zł.

Ponieważ w tej branży najbardziej sprawdza się domowo-artystyczny wystój, mebli do wyposażenia można poszukać na pchlim targu. – Trzeba je jednak odrestaurować, bo całość musi być w dobrym guście. Osoby odwiedzające herbaciarnię chcą się czuć w niej jak goście, a nie jak klienci – tłumaczy Katarzyna Kochańska.

Poza tym potrzebne będą jeszcze szafki i regały do przechowywania herbaty, lada, kasa fiskalna, waga oraz zlewozmywak, zmywarka, szafka, które staną na zapleczu. Na wszystkie te rzeczy wystarczy 15 - 20 tys. zł. Kolejne kilka tysięcy pochłonie zakup naczyń wielorazowego użytku.

Na zakup towaru, który powinien składać się przynajmniej z 60 - 70 rodzajów herbaty, potrzeba 12 – 15 tys. zł. Kompletując asortyment, nie można zapomnieć o herbatach czarnych, ze względu na ich największe spożycie w kraju, zielonych, białych, żółtych, czerwonych oraz mate i rooibos, na które moda wciąż rośnie. Dobrze jest też oferować susze owocowe oraz ziołowe mieszanki, które z kolei są popularne wśród rodzin z dziećmi.

– Duży asortyment herbat nie jest dobry. Klienci mają bowiem trudności z wyborem. W naszej sieci zaczynaliśmy od 90 rodzajów, teraz oferujemy ok. 60 – mówi Katarzyna Kochańska.

Właściciele działających już herbaciarni doradzają również stałe dokształcanie się.

Ich zdaniem tylko fachowym doradztwem można zapracować sobie na stałych klientów.

Dochodowy biznes

Inwestycja w herbaciarnię, jak deklarują właściciele takich lokali, może się zwrócić już w ciągu sześciu miesięcy. Szybciej niż kawiarnia, w której na zyski czeka się ok. roku, i pijalnia czekolady, gdzie przychodzą one po minimum 1,5 roku.

Skąd te różnice? Na rynku herbaciarni jest mniejsza konkurencja, marże są podobne niż w przypadku kawiarni i o ok. połowę wyższe niż na czekoladzie. Wahają się od... 200 do 300 proc. Jednak ze sprzedaży samej herbaty, kawy, czy czekolady lokal się nie utrzyma.

Dlatego w asortymencie nie może zabraknąć przekąsek zimnych i ciepłych. Dobrze sprawdza się zdrowe i wegetariańskie menu, na które moda wciąż się rozwija, oraz ciasta domowego wypieku, muffiny i babeczki, bez których duża część Polaków, wzorem krajów zachodnich, nie wyobraża już zamówienia kawy. Na dodatkowym menu nie zarabia się jednak dużo. Marże sięgają najwyżej 5 - 10 proc. Właściciel przeciętnego lokalu może liczyć na zarobek rzędu 10 tys. zł miesięcznie. Najlepsi w tej branży potrafią jednak osiągać nawet dwa razy większe zyski.