Zainteresowanie zagranicznych inwestorów naszymi ośrodkami narciarskimi zmotywowało polskich przedsiębiorców. Słowacka spółka Tatry Mountain Resorts chce wpompować w ciągu kilku lat w ośrodki w Krynicy, Szczawnicy, Zawoi i Czernichowie 150 mln euro i połączyć je z ośrodkami w Czechach i na Słowacji.

Polacy postanowili zawalczyć. A jest o co, bo jak wynika z szacunków, narciarze tylko na skipassy i jedzenie na stoku wydają rocznie ok. 5 mld zł. Mogliby więcej, ale część rodaków ucieka do zagranicznych kurortów.

W tym roku największe rodzime ośrodki wydadzą na modernizację ponad 100 mln zł. Dzięki temu w 2012 r. przybędzie nam ok. 6 km nowych tras. W budowie jest też 10 kolejek i wyciągów krzesełkowych, które zastąpią stare orczyki.

Największe inwestycje przeprowadzają kurorty w Małym Cichym, Zieleńcu, Karpaczu czy Czyrna-Solisko w Szczyrku.

– Chcemy przywrócić dawną świetność ośrodkowi. W najlepszych latach w sezonie odwiedzało go ponad 120 tys. turystów. Obecnie jest to niecałe 100 tys. – mówi Sławomir Buńda, prezes stacji Małe Ciche. W tym celu prowadzona jest rozbudowa ośrodka. Do końca roku ma zostać uruchomiony nowoczesny wyciąg krzesełkowy. Dzięki niemu czas wjazdu na górę skróci się z 12 do 5 minut. W Karpaczu zostanie oddana nowa baza gastronomiczno-usługowa, a w Zieleńcu snow park.

– Liczymy, że park przyciągnie kilka tysięcy snowboardzistów – deklaruje Grzegorz Głód, kierownik marketingu stacji narciarskich Winterpol. Obecnie kurort w sezonie odwiedza blisko 1 mln turystów. Spółka chce utrzymać przyrost narciarzy o 10 proc. w skali roku. Wynik ten udało jej się osiągnąć po tym, jak oddała w poprzednich latach nową kolej, dzięki czemu przepustowość wzrosła z 4,5 tys. do 8 tys. osób na godzinę. W tym roku ruszyła też budowa zupełnie nowego kompleksu na stoku Dębowca w Bielsku-Białej. Jego koszt to 24 mln zł. Teraz trwają prace związane z budową dolnej stacji kolei linowej.

Jak przyznają przedstawiciele ośrodków narciarskich, dzięki nowym inwestycjom poprawia się ich rentowność. Jeszcze dekadę temu oscylowała ona w okolicy 10 proc. Dziś jest to 15–16 proc. Dlatego kurorty zamierzają kontynuować modernizacje w kolejnych latach. Jak szacuje Sylwia Groszek z Polskich Stacji Narciarskich i Turystycznych, w przyszłym roku skala inwestycji może być zbliżona do tegorocznej. Szczególnie że pełną parą ruszy modernizacja ośrodka Pilsko w Korbelowie, który za 10,7 mln zł kupiła w tym roku od Gliwickiej Agencji Turystycznej spółka CTE Istebna. Zdaniem ekspertów w Pilsko zostanie wpompowane kilkadziesiąt milionów złotych. Inwestycje zamierzają także kontynuować Małe Ciche, Zieleniec i Karpacz. W tych ostatnich zostaną zainstalowane kolejne wyciągi dywanowe dla najmłodszych. – W przyszłym roku w Małem Cichem zainstalujemy wyciąg orczykowy, który zdemontowaliśmy w związku z budową kolei wyprzęganej. Powstaną też nowe trasy – dodaje Sławomir Buńda. Obecne prowadzone są na 14 ha terenu. W przyszłości będą na 24 ha.

Inwestycji mogłoby przybywać szybciej. Problemem jest jednak kapitał. – Modernizacja polskich ośrodków jest realizowana na ogół z pieniędzy własnych inwestorów, którzy posiłkują się też kredytem i leasingiem. Udział środków unijnych jest nieznaczny – mówi Sylwia Groszek. Szacuje się, że sięga on od kilku do kilkunastu procent.

Tymczasem koszt jednej kolei krzesełkowej to wydatek 12–15 mln zł. Przy założeniu, że wwozi ona turystów przez 100 dni w roku, inwestycja zwraca się w ciągu siedmiu lat.

Co hamuje rozwój stacji narciarskich

Prawo o ochronie środowiska. Przed 2008 r., czyli datą, kiedy zostały ustalone nowe przepisy, wydanie decyzji w sprawie oddziaływania inwestycji na środowisko było ostateczne. Obecnie w ramach uzyskiwania decyzji o pozwoleniu na budowę istnieje ryzyko, że trzeba będzie ocenę przeprowadzać więcej niż raz. Wystarczy, że organ, który wydaje decyzję o pozwoleniu na budowę, uzna, iż wniosek różni się od wymagań określonych w decyzji środowiskowej. Inny problem to ustalone już obszary Natura 2000. Zdaniem inwestorów zostały one wyznaczone bez uwzględnienia istniejącej na nich infrastruktury, do tego na terenach często nieprzedstawiających znaczącej wartości przyrodniczej. A to utrudnia modernizację ośrodków.