Choć w kilku krajach europejskich w efekcie kryzysu załamał się praktycznie cały sektor bankowy, w skali całego kontynentu straty nie okazały się wielkie. W ciągu ostatnich pięciu lat z rynku zniknął nieco ponad co 20. bank w Unii Europejskiej – ale częściej niż bankructwo powodem tego były konsolidacje i przejęcia.

Przeanalizowaliśmy statystyki Europejskiego Banku Centralnego na temat działających na terenie Unii instytucji finansowych. Porównaliśmy dane na koniec czerwca tego roku (najświeższe, jakie są) z tymi z czerwca 2008 r., czyli z okresu tuż przed początkiem globalnego kryzysu. W ciągu pięciu lat jego trwania liczba instytucji kredytowych (EBC uwzględnia w tych zestawieniach nie tylko banki komercyjne, lecz także banki spółdzielcze czy kasy pożyczkowe, lecz parabanków już nie) zmniejszyła się z 8236 do 7776, czyli o prawie 5,6 proc.

>>> Czytaj też: Dno kryzysu już za nami. Teraz gospodarka będzie przyspieszać

Od początku kryzysu unijni politycy starali się za wszelką cenę ratować banki przed upadkiem – przeważnie za pieniądze z budżetów. Część z nich została znacjonalizowana, czasem warunkiem pomocy była konsolidacja małych banków regionalnych, jak to miało miejsce zwłaszcza w Hiszpanii. W efekcie spektakularnych bankructw w stylu amerykańskiego Lehman Brothers było w Europie niewiele – spośród bardziej znanych instytucji finansowych z rynku całkowicie zniknęły m.in. belgijsko-holenderski Fortis czy belgijsko-francuska Dexia. Zdecydowana większość z 460 przypadków wypadnięcia z rynku to albo niewypłacalność małych regionalnych banków, które zostały później przejęte przez potężniejsze podmioty, albo fuzje, choć te często były wymuszone brakiem płynności.

Do wyjątków należą dwa państwa, które ratując się przed niewypłacalnością, musiały skorzystać z unijnej pomocy finansowej – Cypr i Grecja. W obu liczba działających banków spadła w ciągu ostatnich pięciu lat o ponad jedną czwartą (odpowiednio 26,9 oraz 26,1 proc.). Obie sytuacje nie dziwią – Grecja najmocniej została dotknięta przez kryzys, więc jego ofiarą padły także banki, z kolei na Cyprze nadmiernie rozbudowany i mało przejrzysty sektor finansowy był jedną z przyczyn problemów, a wśród tych, które nie przetrwały, jest m.in. drugi co do wielkości bank w kraju Laiki Bank. W Grecji tylko w tym roku przestały istnieć trzy średniej wielkości banki – TT Hellenic Postbank, FBBank i CPB Bank.

Jeśli cała Unia w miarę skutecznie zdołała zapobiec upadaniu banków, to jeszcze lepiej w statystykach prezentuje się jej postkomunistyczna część. Spośród 17 krajów z Europy Zachodniej (15 starych członków plus Malta i Cypr) liczba banków spadła w aż 15. Wyjątkami są tylko Malta oraz Irlandia, w której cały – na pierwszy rzut oka ogromny – przyrost to powstałe jako odpowiedź na kryzys małe kasy spółdzielcze udzielające nieoprocentowanych pożyczek swoim członkom. Z kolei wśród 10 postkomunistycznych członków Unii (nie uwzględniając przyjętej dopiero w lipcu Chorwacji) w pięciu liczba banków się zmniejszyła, a w pięciu zwiększyła, przy czym w żadnym spadek nie był duży. To efekt zarówno tego, że Europa Środkowo-Wschodnia szybciej wyszła z kryzysu, jak i tego, że nasycenie bankami w naszej części kontynentu wciąż jest mniejsze.

Potwierdzają to inne statystyki EBC, zgodnie z którymi pomiędzy 2008 a 2012 r. w całej Unii zamknięto ponad 20 tys. oddziałów bankowych, czyli 9 proc. istniejących. W samym tylko zeszłym roku ich liczba spadła o 5,5 tys. – najwięcej w krajach, które musiały skorzystać z bailoutu. Tymczasem w Polsce czy Czechach liczba oddziałów bankowych rośnie.